Ukleja, kiełb oraz inne rybki dla adeptów i mistrzów
Ukleja - modelka ryb przypowierzchniowych
Uklejom brak egzotycznej urody, a przecież nie trzeba być koniecznie zauroczonym rzeką, żeby z przyjemnością z wysokości starego, drewnianego mostu obserwować stada rybek tego gatunku. Neonową zielenią grzbiecików, srebrnym błyskiem boków - małym spektaklem ruchu, barwy i światła ożywiają przenikniętą słońcem wodę. Mimo jednak niewątpliwego wdzięku nie cieszy się ukleja uznaniem wędkarzy, gdyż wierzchówkę trudno uznać za rybę łowną. Jest po prostu zbyt mała. Cenią ją tylko wędkarze-zawodnicy, za miarę mistrzostwa przyjmujący umiejętność złowienia kilkunastu tych rybek w ciągu minuty. Schwytane w czasie zawodów, skrupulatnie policzone i zważone, idą w końcu pod łopatę -bo nie ceni się ich również jako potrawy.
Kiedyś chłopcy z wprawą mistrzów łowili je setkami, nanizywali okrutnie na sznurki i nieśli do domów z przeznaczeniem na kotlety. Dziś żadna gospodyni nie chciałaby się taką zdobyczą zajmować. Co najwyżej wczasowicze, wędkarze z nudów, łowią ukleje dla zabawy i przyrządzają w
occie z cebulką a la moskaliki. W ślad za łowiecką i kulinarną obojętnością idzie potępienie z pozycji gospodarczej - uznaje się ją za chwast. Czarna opinia przywlokła się nad rzeki z dużych jezior.
Charakterystyka gatunku. Ukleja (Alburnus alburnus L.) jest rybą karpiowatą, występującą pospolicie prawie w całej Europie. Pod względem obszaru zasiedlania można ją porównać z płocią.
Ukleję spotykamy zarówno w wodach płynących, jak i w jeziorach, a także w słonawych zalewach przymorskich. W wodach stojących gromadzi się w wielkie stada, natomiast w rzekach występuje w znacznie mniejszych skupiskach. Żyje około 6 lat, rzadko dochodząc 16-20 cm długości; najszybciej rośnie w pierwszym roku osiągając długość 6 cm i więcej. Swym siedliskom stawia równocześnie kilka surowych wymagań. Żąda: 1) przynajmniej średnio przejrzystej wody; 2) głębszej toni, niezbędnej do występowania rojowisk planktonu, a tym samym koniecznej rybom planktonożernym, do których sama należy; 3) obecności roślin naczyniowych, na których składa ikrę. Takie żądania mogą spełnić większe rzeki w krainie brzany oraz leszcza, a z wód stojących - rozległe i głębokie, przejrzyste jeziora nizinne.
Trze się pełną wiosną. Bardzo ważną cechą tarła tego gatunku jest porcjowość. Samica składa ikrę do sześciu razy w ciągu jednego okresu godowego, z kilkudniowymi przerwami między kolejnymi miotami. Rozwleczone w czasie gody mają kapitalne znaczenie dla sytuacji pokarmowej rzeki: wykluwające się falami larwy dostarczają dość długo łatwego do zdobycia żeru młodziutkim drapieżnikom oraz pokoleniom niektórych ryb karpiowatych. Młode ukleje, przyjmując na siebie uderzenia pożeraczy wycieru, wybitnie zwiększają szanse przeżycia młodzieży bardziej cennych dla człowieka gatunków, sprzyjają wzmocnieniu stada drapieżników. Służąc im za pokarm również w swej dorosłej postaci, ukleja awansuje do roli gatunku buforowego i pokarmowego o pierwszorzędnym znaczeniu dla rybostanu rzek. W taki to sposób „chwast" okazuje się w rzece pożądaną „uprawą pastewną".
Nieciekawa ryba niełatwo daje się łowić na wędkę; o ileż łatwiej zaciąć jazgarza czy okonia niż pogardzaną wierzchówkę. Wręcz chwalebną pod tym względem opinię o uklei znajdziemy w książce Oesera: „Moglibyśmy i my cenić ją nieco wyżej; jest bowiem niezrównaną rybą treningową, a kto ją dobrze pozna i nie przegapia umkliwych brań, ten posiadł sprawność i, w pełni przygotowany, może się oddać łatwiejszemu już łowieniu pstrągów". Zaszczytna pochwała, lecz z jednej tylko strony: „niezrównana ryba treningowa". Inaczej - bardzo pomocna, choć nie w takim stopniu kusząca, żeby stanowić samoistny cel łowiecki. Trzeba się z taką opinią generalnie zgodzić, z jednoczesnym zastrzeżeniem sobie prawa do sprzeciwu wobec ewentualnie wysnutych z niej przeświadczeń dopuszczających złe obchodzenie się z wierzchówką oraz bezmyślne jej niszczenie. Czyniąc to zastrzeżenie, chcemy tertaz potraktować ukleję właśnie jako rybę pomocniczą - wręcz poglądowy eksponat i model, który pomoże nam lepiej poznać i zrozumieć ryby prawdziwie łowne.
Rys. 60. Ukleja - modelka ryb powierzchniowych
Wraz z tym pamiętamy jednak, że poza rolą, jaką jej tu wyznaczamy, należy ona do ryb łowionych i całkiem serio. Otóż z wędkarskiego punktu widzenia prawie ponaddziejowym przeznaczeniem uklei jest służyć nam w roli żywej przynęty na wszystkie drapieżniki - ruchliwej, rozmigotanej, powszechnie dostępnej. Zdziesiątkowanie stad kiełbi i jelców wskutek zanieczyszczeniaTzek (zamulanie dna) oraz objęcie małych płoci całkowitym zakazem używania ich w roli żywców podnosi znaczenie uklei w wędkarstwie.
Dotychczasowe informacje mówią z pozoru wystarczająco wiele o interesującym nas właśnie gatunku, a jednak są zbyt skąpe, żeby na ich podstawie skonkretyzować wskazówki dotyczące stanowisk i żerowisk rzecznej uklei, a także budowy uklejowej wędki i zasad najskuteczniejszego jej używania. Dalszych więc informacji poszukamy w samej rybie. Postępując zgodnie z sygnalizowaną we wstępie do tej książki zasadą „od ryby, do wędki", dokonamy tu - metodą powierzchniowych oględzin -anatomicznej analizy gatunku. Myśl o oczekujących nas w tej książce innych problemach sprawia, że przeprowadzimy ją w nieco szerszym zakresie, niżby to uzasadniało łowieckie znaczenie rybki.
Uformował ją na dzisiejszy obraz strumień ewolucji. Przystosował do określonego środowiska, wyznaczył w nim miejsce i rolę. Wszystko nowe zaczynało się w rybce z genetycznego przypadku, ale co się obroniło, musi być dla niej korzystne i znaczące, dla obserwatora zaś pełne wymowy. Przyjąwszy takie rozumowanie za przesłankę, uważnie przyjrzyjmy się uklei (rys. 60), starając się odczytać ważne znaki, jakie pozostawił na swym dziele warsztat przyrody.
Podejmując oględziny, przede wszystkim zauważamy, że na tle innych gatunków mamy do czynienia z rybą małą i smukłą. Cechy wiele mówiące! Takie niewielkie, o wydłużonym ciele rybki bytują z reguły nie pośród roślin, a w otwartej toni i organizują się w stada. W przyrodzie bowiem stado stanowi metodę samoobrony istot słabszych, żyjących na otwartych przestrzeniach oraz prześladowanych przez silniejszych drapieżców. W naszym wypadku wniosek układa się w prawdę już znaną: ukleja
jest rybą obarczoną instynktem stadnym, jest istotą „pastewną" z otwartych i głębokich wód. Służąc innym za pokarm, sama może być wolna od pomówień o drapieżnictwo, gdyż nie znajdujemy w jej pyszczku zębów. Zaglądanie jej tam nie świadczy bynajmniej o chorobliwej podejrzliwości, bo również mała stynka ma zęby i należy do gatunku arcydrapieżne-
go.
Szyk stadny nie stanowi jedynego przygotowania obronnego uklei. Rolę tę spełnia także maskujące ubarwienie ciała. Grzbiet i wierzch głowy ma zielonkawe, jeśli żyje w wodach przejrzystych, natomiast w wodach ciemniejszych - brunatnawy; boki srebrzyście połyskliwe, brzuch biały Domyślamy się celowości takiego rozłożenia barw. Kolor górnej części ciała maskuje z góry, np. z punktu obserwacji rzeki przez rybitwę lub zimorodka. Strefa wody przypowierzchniowej zdaje się być dla niej obszarem najczęstszego przebywania, gdyż ukleja nie upodobnia się barwą do dna, lecz do toni. Natomiast srebrny kolor boków znamionuje rybę - o czym już dobrze wiemy - otwartej, czystej i jasno zabarwionej wody, dobrze prześwietlonej, w której najwięcej srebrnych błysków i rozszczepień promieni słonecznych.
W przejrzystej i barwnej toni mieniąca się metalicznie ryba rozprasza swój obraz, rozmazuje sylwetkę, myli zwierciedlanym refleksem drapieżniki. Czy nie dla tej przyczyny biało ubarwione rybki puszczają „zajączki" lusterkami boków? Ukleja ma też biały brzuch. Z tego banalnego faktu oraz ze srebrzystości boków wyciągnijmy istotną dla wędkarskiej praktyki treść. Otóż zwierciadło wody oglądane z poziomu dna wydaje się wyciętą z mlecznego szkła taflą - gładką w pogodę bezwietrzną, rozmigotaną przy wietrze. W tej sytuacji wszystko co nie jest na powierzchni wody białe, rysuje się w świetle dnia wyraziście - owad, patyk (a także spławik); wszystko zaś jest na niej lub bezpośrednio pod nią białe, srebrzyste, opalizujące - brzuch uklei, biała ćma (lub srebrzysty od spodu spławik) - maskuje swe istnienie. Biały brzuch ukrywa więc rybkę przed wzrokiem zaczajonego przy dnie napastnika.
Znajdując się przy elementach obronnego wyposażenia wierzchówki - poza maskującym ubarwieniem i sposobem zachowania się, poza wzrokiem wreszcie, jako narządem sygnalizacji optycznej - dostrzegamy linię boczną. Jest to charakterystyczny dla wszystkich ryb narząd sygnalizujący drgania i poruszenia wodnego ośrodka, spowodowane np. zbliżaniem się napastnika. Swoisty to rybi radar; czasami zwie się go zmysłem prądu.
Wróćmy jednak na chwilę do kształtu ciała uklei. W powszechnym wyobrażeniu utarł się uniwersalny schemat obrazowy ryby: wrzecionowaty, jednakowo wygrzbiecony i wybrzuszony. Jeżeli z takiego wizerunku odkroimy dolną połowę, uzyskamy uproszczone, lecz bardzo podobne do oryginału sylwetkowe przedstawienie uklejki (rys. 61). Charakteryzują ją proste plecy i wypukły brzuch - typowe obrysy kilku innych jeszcze, znanych nam ryb. Natomiast z resztki ideogramu ryby uniwersalnej, z tego co zostało po „odcięciu uklei", wyszła jakby jeszcze jedna sylwetka.
tyle że ryby innej niż wierzchówka, stanowiąca jakby jej zwierciadlane odbicie.
Zabawa w wycinanki tylko z pozoru jest naiwna. W rzeczywistości poglądowo i wyraziście uświadamia podstawowe rysy ciała ryby, a te, jeśli potrafi się z nich czytać, wiele opowiedzą wędkarzowi.
Oto co na ten temat pisze Starmach: „Kształty ciała ryb wiążą się ściśle z ich biologią i terenem, który zajmują". I dalej: „Wiemy, że ryby posiadają na ogół niewielką możliwość wyginania się w kierunku pionowym, wskutek czego dużą rolę odgrywa przede wszystkim naturalny profil grzbietu, względnie brzucha. Pod tym względem znamy ryby o wypukłym brzuchu i stosunkowo płaskim grzbiecie, jak np. śledzie i ukleje, oraz o równych mniej więcej profilach grzbietu i brzucha, jak np. leszcze i krąpie. Obserwacje potwierdzają, że ryby o wypukłym grzbiecie posiadają dużą łatwość zwrotów w dół, ryby o wypukłym brzuchu - do góry, ryby o podobnych zaś profilach grzbietu i brzucha - w obu kierunkach... Łatwość zwrotu w pewnym kierunku wiąże się ze sposobem odżywiania się ryb. Ryby zwracające się łatwo w dół żerują na dnie, jak np. karp, brzana, kiełb, jesiotr i inne. Ryby planktonożerne posiadają wypukły brzuch i łatwość zwrotu do góry, jak np. śledź, ciosa, ukleja".
Przytoczony fragment właściwie już wiele powiedział na temat zapoczątkowany „wycinkami". Wolno nam z niego wysnuć wniosek, że każda ryba płaskopleca i wypukłobrzucha jest mieszkanką wód przypowierzchniowych, a przynajmniej najchętniej tam przebywa i najsprawniej żeruje. I dalej: że pięknie ten typ reprezentującą ukleję wolno uznać za uniwersalny model ryby przypowierzchniowej, i to model wielostronny -kształtowy ruchowy, żerowy oraz często i obyczajowy. Wypadnie więc przypomnieć ją sobie przy okazji zastanawiania się nad niektórymi rybami prawdziwie łownymi.
Jedną z ważnych dla wędkarza konsekwencji wynikających z przedstawionego stanu rzeczy jest skłonność uklei do poszukiwania żeru
/
Rys. 61. Przepołowienie nawykowo wykonanego rysunku ryby daje w wyniku dwa różniące się między sobą i realnie bytujące w rzece typy ryb, z których dolny wyraziście przedstawia m.in. sylwetkę uklei: proste plecy, wypukły brzuch, górny pyszczek...
zdecydowanie w najwyższej warstwie wody, że w kierunku do góry będzie najłatwiej i najchętniej atakowała żer (przynętę) i w tym samym kierunku uciekała. Czy nie z powodu takiej właśnie skłonności, zaatakowane przez drapieżnika stado wierzchówek wyskakuje tak nietypowo z
wody?
W związku z górnym ukierunkowaniem zainteresowań żerowych gatunku nie zdziwi już nas górne ustawienie ust uklei, również skośnie ku górze i zdecydowanie przeciętych. Pyszczek jest też w stosunku do całości ciała jakiś duży i prawie drapieżny. Stanowi niewątpliwie doskonałe narzędzie chwytne, pozwala nawet przypuszczać, że gdyby rybka ta potrafiła wyrosnąć do większych rozmiarów, sama stanęłaby w szeregach wodnych rozbójników. Zdają się to potwierdzać również oczy -umieszczone wysoko w głowie, z wyrazistymi czarnymi źrenicami. W porównaniu z kaprawymi oczkami np. sumka są wielkimi, dzikimi ślepiami. Niewątpliwie są to oczy ryby-wzrokowca, bystrej wypatrywaczki. Do jakiego stopnia ocena bystrości jej wzroku jest celna, niech świadczy fakt, że przelatująca nad wodą mała mepsowska (wielkości trzmiela), okoniowa błystka podrywa mijane stado do panicznej ucieczki, jak przed rybitwą lub okoniem.
Pod powierzchnią wnęki brzegowej żeruje stado tych rybek. Podziwiamy ich niezmordowaną aktywność, nie znamy równie ruchliwych mieszkanek rzeki. Bez przerwy zmieniają kierunek ruchu, zygzakują, jakby chciały kogoś zaskoczyć albo jakby się bez przerwy bały.
Łatwo radzą sobie z dość silnym prądem rzeki, chociaż należą raczej do ryb delikatnych niż silnie zbudowanych. Gdzie mieści się ich ośrodek motoryczny? Jest nim, jak u każdej ryby, trzon ogonowy, tj. tylna część ciała za otworem odbytowym oraz wiosłowała płetwa ogonowa. Reszta płetw odgrywa głównie rolę stateczników i sterów. Oceniając ukleję od tej strony stwierdzamy, że jest świetnie usterzona. Jest ona sprawną i utalentowaną nawigatorką, która mimo swej kruchości, a trochę i dzięki temu (mały opór), potrafi świetnie wykorzystywać niuanse żywego przepływu wody (przeciwprądy, zawirowania, prądy wynoszące). Trzeba przyznać, że nieciekawa na pozór wierzchówka zyskuje przy bliższym poznaniu.
Wędka uklejowa - model przepływanki powierzchniowej. Kto chociaż raz doznał prawie bolesnych przykrości z powodu pustego sadzyka na żywce, gdy właśnie sandacze dostały wściekłego apetytu i dosłownie wołały o żer, a do wzięcia przynęty podawanej na zbyt ciężkiej przepły-wance płociowej nie kwapił się żaden żywiec ten nie gardzi naszą bohaterką. On też wędkę przeznaczoną specjalnie do jej łowienia ma w wysokiej estymie. Każdy rzeczny łowca dużych okazów może być pod względem wyposażenia w sprzęt ostatnim biedakiem, ale wędkę uklejowa, specjalną wyróżnianą i hołubioną, powinien posiadać. Jest to najskromniejsze narzędzie wśród wędkowych zestawów, co nie oznacza, że byle jakie i drugorzędne. Przystąpmy do wykonania go.
Podejmujemy pracę z myślą o przechytrzeniu naszej temperamentnej bohaterki, dlatego pamiętamy o jej podstawowych cechach, kiedy dobieramy elementy i łączymy je w wędeczkę. Albowiem już przy uklei, jak później przy brzanie czy sandaczu, obowiązuje nas stała zasada, według której narzędzie powinno być podporządkowane przeznaczeniu.
Haczyk na ukleję jest najmniejszy ze stosowanych w naszym codziennym wędkowaniu, lecz nie mikroskopijny. Wystarczy, aby nasza typowa owadzia przynęta (np. mucha) zakrywała jego grot. Może mieć dłuższe ramię, nie peszy to bowiem rybek. Powinien być wykonany z cienkiego drutu i być ostry, ze względu na płochliwość uklei.
P r z y p o n przy tej wędce uznajemy za bardzo celowy, jeśli zostanie wykonany z najcieńszej (0,08-0,10 mm) i mocnej żyłki (pamiętamy o bystrym wzroku ryby, przystosowanym do widzenia nawet drobnego, przejrzystego planktonu). Okleja w czasie szczytu żerowego, podniecona panującą w stadzie konkurencją, weźmie dobrą przynętę i na grubszą, byle niesztywną żyłkę (0,15 mm). Zawsze jednak wędka z cieniutkim przyponem jest bardziej chwytna, w porze zaś ospałego zerowania będzie jedynie skuteczna.
Żyłka główna powinna być cienka z uwagi na potrzebę łatwego przecinania powietrza przy zarzucaniu lekkiej przynęty i reszty zestawu, o średnicy nie przekraczającej 0,20 mm. Aby zapewnić subtelnej węde-czce ciętość, należy używać żyłek miękkich, nie utrwalających zwojów; skręcone i sprężynujące nie nadają się do użytku.
Wielokrotnie w publikacjach oraz na wystawach sklepowych spotyka się komplet lekkich s p ł a w i k ó w, pośród których są i przeznaczone na ukleje. Podsuwa się także przy różnych okazjach ciężkie spławiki-samo-dziełki, obok wymyślonych spławików samozacinających - mało użytecznych, jeśli nie nonsensownych. Powszechnie też zaleca się obciążanie uklejowej wędki ołowianymi śrucinami. Ukleja bierze przynętę z powierzchni lub z górnej warstwy wody, dlatego też przy takiej wędce zbędne okażą się wymyślne spławiki i przebiegle rozmieszczane na żyłce drobiny ołowiu, sprawne zaś zarzucanie wędki zapewnia śmigłe wędzisko i cienka żyłka. Natomiast branie najwymowniej zasygnalizuje lekki spławik leżący, najlepiej biały, wykonany z gęsiego pióra (rys. 62). Energicznie biorąca ukleja dosłownie porywa go, ukośnie zatapia albo wręcz płasko śmiga z nim po powierzchni. Większej sygnalności wędki sprzyja niewielka odległość między spławikiem a haczykiem, wynosząca około 30 cm.
Do łowienia uklei nadaje się wyłącznie wędzisko wybitnie lekkie, które w czasie łowienia trzeba trzymać za sam koniec dolnika, bez opierania go o łokieć (tak, jak trzyma się bat). Powinno ono być wyraźnie miękkie, o cieniutkiej szczytówce. Stosunkowo długi kij, dochodzący do 3 m, pozwala łatwo i dość daleko zarzucać przynętę, a spławik prowadzić na krótkiej żyłce. Szczególnie miękki kij jest potrzebny dlatego, że mamy do czynienia z rybką małą i o kruchej wardze, a także że łowimy korzystając z bardzo cienkich żyłek.
Przy montowaniu wędki długość żyłki głównej odmierzamy z troską o sprawność narzędzia i wygodę wędkarza; równa się ona wraz z przypo-
Rys. 62. Uklejowe spławiki wg różnych propozycji: a - ciężki, oporny, wykonany z komory powietrznej pióra gęsiego (dutki), wewnątrz obciążony śrutem, b - z tarczką (wymyślna samotówka!), c i d - leciutkie, naturalne na wodzie - godne polecenia, wykonane z impregnowanej kory lub z ciętej i niegrubej dutki, przełkniętej kawałkiem stosiny gęsiego pióra
Rys. 63. Z pozoru prymitywna wędeczka uklejowa stanowi zarazem model i wzór do naśladowania dla wszystkich wędek powierzchniowych, choćby na jazie czy bolenie
nem długości wędziska plus 60-70 cm. Ma to swoje uzasadnienie. Wędkarz, trzymając wędzisko pionowo za koniec dolnika w uniesionej do poziomu oczu dłoni, powinien łatwo sięgać drugą dłonią po przynętę na haczyku lub złowioną rybkę. Zestawem o tej długości łatwiej jest wykonywać wszystkie czynności związane z łowieniem. Połączone ze sobą prawidłowo dobrane elementy dają w efekcie narzędzie o wysokiej sprawności. W wędkarstwie bardzo dużą rolę odgrywają drobne różnice wymiarów oraz dokładność.
Wędka uklejowa (rys. 63) służy nie tylko do łowienia bystrych wierz-chówek. Mamy prawo uznać ją za ogólny model - konstrukcyjny i kryte-riowy - przepływanki powierzchniowej, używanej do łowienia innych ryb podobnych z budowy, zachowania oraz z żerowych obyczajów do uklei lub przynajmniej okresowo żerujących pod lustrem wody. Wszystkie warianty tego modelu łączy nie tylko wspólny ład konstrukcyjny: haczyk -brak obciążenia - spławik - wędzisko; wspólne są także wymagania do jego części składowych: haczyk bardzo ostry, żyłka jak najcieńsza i przejrzysta, spławik lekki, maskujący się, wędzisko długie, sprzyjające ukryciu się wędkarza.
Zmontowany przez nas zestaw wędkowy - uklejową przepływankę -można uzupełnić wyposażeniem dodatkowym. Nie należy do niego żaden kołowrotek, obciąża bowiem wędzisko, usztywnia je przelotkami, skręca żyłkę w spirale i utrwala je. Amortyzator zacięć stosujemy wówczas, gdy nie ufamy giętkości własnego nadgarstka albo gdy szczytówka wraz z wędziskiem są za twarde (sztywne). Bardzo natomiast wskazanymi są wykonywane na różne sposoby zabezpieczenia haczyka przed stępieniem i urwaniem, a żyłki przed skręcaniem się (rys. 64).
Już w przypadku tej najlżejszej z przepływanek trzeba pomyśleć o bardzo lekkim grocie przy dolniku. Sądząc z praktyki nie każdemu wiadomo, że rzucona w pośpiechu na trawę wędeczka „sama się rwie, sama się łamie", wetknięcie zaś wędziska grotem w ziemię skutecznie zapobiega takim niepowodzeniom.
Przynęty, łowiska i łowienie. Ukleja rozpoczyna żer już wczesną wiosną. W podgrzanych wodach zrzutowych można ją łowić nawet w odwilżone dni lutego (np. przed wyprawą na miętusy), natomiast zdaje się wcześnie schodzić z żerowisk rzecznych - w drugiej połowie września złowić ją trudno. Dość kapryśnie żeruje też w czasie tarła i tylko rybki młode, zeszłoroczne, biorą przez cały czas w miejscach swego zgrupowania, które w dniach jałowych trzeba umieć znaleźć. Trudności czasu rozrodu przełamie owadzia przynęta i cieniutki przypon.
Bytujące w rzekach ukleje nie korzystają z właściwych jeziorom ławic planktonu, stąd w ich życiu wyjątkowo dużą rolę odgrywa pokarm powietrzny. Owady zawsze są najlepszą na nie przynętą. W porze dużej obfitości występującego w wodzie pokarmu zwierzęcego - wiosną i wczesnym latem - ukleja prawie gardzi jadłem roślinnym, podawanym jej przez wędkarza. W tym okresie wśród przynęt owadzich mucha domowa stanowi pozycję niezawodną. Dobrze też zdają egzamin występujące w roli przynęty owady mniejsze, choćby ledwie pokrywające grot haczyka.
Uwagę wędkarza szukającego nad rzeką przynęty najłatwiej zwracają brunatne „motylki" (strumieniczniki), na które ukleje zawzięcie polują w pobliżu wystających z wody krzaków. Niech jednak nie umkną jego uwadze i inne latające przynęty. Otóż pod kurtyną z darni, w zaciszu obry-wistej burty mają zwyczaj przysiadać i odpoczywać wielkie, nieszkodliwe dla człowieka komary. Warto z nich skorzystać. Kiedy indziej, w ciągu
4- Wędkarstwo rzeczne
97
Rys. 64. Elementy uklejowej wędeczki; A - szczytówka z pętlą lub gumowym amortyzatorem zacięć oraz dwa sposoby łączenia zestawu żyłko-wego z kijem: 1 - bezpośredni, 2 - z owinięciem szczytówki żyłką; fi -nawijadełko żyłki na dole szczytówki; C - sposoby zabezpieczenia haczyka przed zerwaniem cieniutkiego przyponu (poniżej - najprostszy, lecz konieczny grot na dolniku: a - cienkościenna rurka metalowa, 6 -kołek)
paru dni maja pojawiają się uskrzydlone jętki, przypominające trochę małe łątki - przejrzystoskrzydłe i mało aktywne w ciągu dnia. Znajdujemy je na nadrzecznych krzakach, po ich zawietrznej stronie, stanowiącej azyl wszelkich latających owadów. W tej samej roli występują pnie drzew szpary w ich korze, liście lepiężnika oraz wszystkie nagrzane słońcem, osłonięte od wiatru brzegowe zacisza.
Warto zwrócić uwagę na dwa inne owady. Pierwszym z nich jest mały polny konik, którego bardzo łatwo znaleźć w czerwcu na nie uprawianych, suchych łąkach; drugim - mały, czarny, mieniący się zielenią i granatem żuczek, żerujący wraz z larwami na liściach tzw. końskiego szczawiu.
W niektórych publikacjach zaleca się jako przynętę tzw. jaja mrówcze. Mrówki, z wyjątkiem mrówek faraona, są owadami bardzo pożytecznymi i pozostają pod ochroną prawa. Takie zalecenia więc, łącznie z kierowa-
1 2
niem zainteresowanych po dyspensę do służby leśnej, są bałamutne i w każdym wypadku wiodą do środowiskowego szkodnictwa oraz konfliktu z prawem. W razie braku żywych przynęt owadzich usługi może oddać wędkarzowi mała sztuczna mucha, zabezpieczona przed przemakaniem i tonięciem aerozolowym płynem stosowanym w technice muchowej /olej silikonowy w eterze/.
Ukleje można również łowić na p rzy n ęt y z wody. Należą do nich larwy chruścików; spośród nich wybieramy owady młode, cienkie i nie-piękne na oko. Poza tym bardzo chętnie braną przynętą są larwy jętek grzebiących, jętek łażących oraz wypłukiwane z mułu zastoisk czerwone larwy ochotek.
Przynęty mogą być też przynoszone z domu. Należą do nich powszechnie stosowane larwy muchy plujki, tzw. białe robaczki, czyszczone przez przetrzymywanie w otrębach, płatkach owsianych lub trocinach, czasami barwione przez podanie im karmy (żółtko jaja, kawałek ryby) zaprawionej barwnikiem spożywczym. Oprócz larw równie dobrze służą strzępki cienkich dżdżownic. Najbardziej wygodny wędkarz sięgnie, oczywiście, po przynęty roślinne podawane z reguły w postaci tzw. wędkarskiego ciasta (pasty) lub gotowanego na miękko pęczaku (na haczyk połowa ziarna).
Mając odpowiednią przynętę należy znaleźć uklejowe łowisko. Już na tym etapie łowieckiego wtajemniczania młody wędkarz odkrywa elementarną prawdę, że ryby nie rozmieszczają się w rzece równomiernie. Ukleja, jak i poważniejsze od niej ryby, z całą pewnością ma swoje typowe żerowiska i stanowiska i przebywa na nich w różnych porach doby, zwykle nie zauważamy jej rozkładu dnia i zajęć. Jej pojawienie się w jakimś miejscu, a potem znikanie kwitujemy stwierdzeniem: „ukleja podeszła" lub „ukleja odeszła". Bo ona po prostu „jakoś tam sobie chodzi". Jest to zasadnicze uproszczenie, ukleja bowiem, jak wszystkie inne ryby przemieszczające się, należy do istot zorganizowanych, którym obca jest improwizacja. Nie mogąc zbijać się w ławicowe stada, jak to czyni jeziorowa, trzyma się w stałych gromadkach, najczęściej ryb jednego wieku. Natomiast gromadki trzymają się stałych miejsc i tras. Odkrywszy je, można mieć pewność, że o tej samej porze dnia znów je tam zastaniemy.
Świt wita ukleja żerową lustracją strefy rzeki bezpośrednio zbliżonej do linii brzegu, lecz w sąsiedztwie głębszej toni. W miarę jak słońce się podnosi, stada tych rybek oddalają się od brzegu dalej w nurt, najchętniej w pobliże zatopionych lub pochylonych nad wodą drzew, na pobocze wierzbowych zarośli. Tam zresztą można je zastać przez cały dzień i dobę, szczególnie w dni pochmurne oraz w godzinach zawziętego awanturowania się drapieżników. W południowe godziny ukleje wybierają się na otwarte wody nurtu i tam trwają na stanowiskach wszędzie, gdzie spieszny prąd ulega przyhamowaniu, gdzia wichrzy się jego dynamika. Znajdziemy je również w dużych, głębokich wyrwach brzegowych, w które prąd nanosi drobiny powierzchniowego żeru. W miarę jak tarcza
słońca obniża się uklejowe stada zbliżają się do strefy brzegowej, w chwilę zaś po zachodzie aktywność ich ustaje.
Najlepszym wskaźnikiem obecności stada będą dobrze znane cętki i muśnięcia wody - znak żerowania. Tam też śmiałym smagnięciem wędzi-ska, przyhamowanym w końcowej fazie lekkim cofnięciem szczytówki, kładziemy delikatnie przynętę na żerowisko i z miejsca trwamy w gotowości do wykonania zacięcia: podana do przodu ręka, krótko ściągnięta żyłka. Ukleje powinny brać natychmiast i to napastliwie. Jeżeli brania są zbyt krótkie, a potem ustają, to znak, że należy sprawdzić przynętę, która albo została zerwana z haczyka, albo wyszło z niej ostrze i odstrasza. Natomiast ustawiczne drobne szarpania świadczą o tym, że trafiliśmy na stado młodzieży. Śmiałe, branie rybki dojrzałej trwa nie dłużej niż sekundę i w tym czasie trzeba wykonać zacięcie. Zacinamy krótkim szarpnięciem samej szczytówki (pracuje przegub ręki), nigdy zaś twardym oddaniem do tyłu całego wędziska. Łowienie każdej innej ryby nie jest chyba tak misterne. Niech młodzi wędkarze nie peszą się jednak zacięciami chybionymi, szczególnie zbyt wczesnymi, gdyż nie odstraszają one ryb. Gorsze są zacięcia zbyt późne. W każdym razie „podskakiwanie" i padanie przynęty w łowisko raczej zachęca rybki. Dlatego też, aby zagrzać ich agresywność i ducha konkurencji, ożywiamy przynętę krótkimi, delikatnymi szarpnięciami, przyhamowaniami i popuszczeniami spławika.
Dobry wędkarz woli zbyt wczesnym zacięciem spudłować rybę, niż spóźnionym doprowadzić do głębokiego jej zaczepienia. Rybka zacięta i wyciągnięta z wody nie powinna długo majtać się na haczyku. Należy szybko i lekko chwycić ją w niezapiaszczoną dłoń (bez ściskania palcami, zdzierania z niej łuski i śluzowej osłony), a następnie możliwie najdelikatniej zdjąć z haczyka. Złapane rybki żywcowe przetrzymujemy w sadzyku, w ilości nie większej, niż dyktuje potrzeba (4-5 sztuk). Sadzyk zaopatrzony w wietrzące otwory zatapiamy w wodzie na przepływie, ubezpieczając go mocnym sznurkiem przywiązanym do kołka lub do krzaka.
Do przejawów bezmyślnego niszczycielstwa, braku wiedzy i wyobraźni należy łowienie uklei i innych żywców ponad potrzebę, duszenie ich w ciepłej wodzie nie zatopionego sadzyka lub w plastykowej torebce.
Bezwędkowe sposoby zdobywania żywców
Wędka nie wyczerpuje sposobów zdobywania rybek przynętowych. Niezastąpionym narzędziem łowienia żywców jest podrywka (rys. 70) -kwadratowa siatka, o wymiarach 1x1 m i o drobnych oczkach. Rozpina się ją na sprężynującym krzyżaku. Stosuje się zaś w dwojaki sposób: z zawieszeniem na drążku oraz bez zawieszenia, ale z brodzeniem w wodzie. Na podrywkę zawieszoną łowimy przeważnie rybki żywcowe pływające wyżej nad dnem: ukleje, krąpie, różanki i jazgarki. Chcąc łowić przede wszystkim ukleje, przebywające zwykle w głębszych toniach, zatapiamy ją na około metr pod powierzchnię wody i trzymamy bez ruchu przez kilkanaście sekund. Dobrze jest wtedy rzucić na siatkę garść karmy. Potem podrywkę szybko podnosimy do góry i delikatnie wybieramy z niej zwykle młode rybki. Łowienie kiełbi i jelców wymaga zazwyczaj brodzenia z prądem i mącenia wody. Siatkę dociskamy mocno do dna, napierając dłonią lub drążkiem na krzyżak. Podrywka wyświadcza również dobre usługi przy łowieniu małych i dużych raków amerykańskich. Stawiamy ją wówczas w wodzie, jak Rys. 70. P( pieżnych -obcięta na pałąkć niezbędna w wyj nu węd(< jzycit ukośną ścianę, za kępą roślin i następnie nogą lub kijem wystraszamy z ukryć skorupiaki, które wczepiając się w siatkę, stają się łatwą zdobyczą.
Jelec - żywiec czy trofeum?
Gdy zauważymy umykające po płyciżnie nieduże rybki, coś jak ukleje, tyle że płowopiaskowe i nie poruszające się niespokojnymi zygzakami, to znaczy, że spotkaliśmy się z jelcami. Większe z nich dają się obserwować w innych warunkach: igrają na plamie słońca tuż pod powierzchnią głębokiej wody. Zwykle dzielą towarzystwo z młodymi kleniami, razem sla-lomują pod prąd i podnoszą z powierzchni pokarmowe drobiny. Jelce lubią więc, a przynajmniej dobrze znoszą, słońce oraz cenią pokarm powietrzny. Ryby te nie należą do okazów; złowiona w Polsce w 1970 r. sztuka miała 48 cm długości i ważyła 0,92 kg (autor rekordu W. Pająk z Mielca). A jednak prezentowaną tu rybę uznaliśmy za żywcową, wykazuje bowiem wszystkie zalety kiełbia i uklei razem wziętych, a żadnej z ich wad. Żywiec idealny! Natomiast jako ryba konsumpcyjna jest wyjątkowo mało interesująca. Jelec (Leuciscus leuciscus L.) - ryba karpiowata - zasiedla tylko rzeki o czystych, w miarę chłodnych przepływach i swym zakresem występowania sięga do krainy lipienia. Trze się w kwietniul maju na twardym dnie. W krainie leszcza raczej rzadki. Liczna jego obecność w rzece informuje wędkarza, że prawdopodobnie spotka obok niego również inne gatunki z zespołu brzany. Początkujący wędkarz, złowiwszy pierwszego jelca, czuje się zakłopotany, bo nie bardzo wie, co to za ryba? Na oko byłaby to ukleja, gdyby już samo wyczucie dłoni nie sygnalizowało znaczniejszej cielesnej solidności zdobyczy. Porównanie obu ryb usprawiedliwia nowicjusza. Jelec jest rzeczywiście rybą bardzo podobną do uklei z pokroju ciała oraz doskonałej srebrzystości, a jednak istotnie różni się od niej środowiskowym przystosowaniem. Lekki łuk grzbietu oraz budowa niewielkiego pyszczka (przedni z pewną skłonnością ku dolnemu) świadczą o tym, że nie należy on do ryb przypowierzchniowych (rys. 69). Potwierdza to również ogólny pokrój ciała: wydłużone wrzeciono, znacznie mniej niż w przypadku uklei spłaszczone z boków, tj. bardziej krępe. Ten kształt, w połączeniu z jasną srebrzystością, wytworzyły rzeki bystre, przejrzyste i nie głębokie, w których różnica poziomów między zwierciadłem wody a dnem jest zbyt mała, aby pozwalać rybom na luksus górnej specjalizacji ruchowej oraz na wyróżnienie warstwy przypowierzchniowej jako odrębnej i w dużym stopniu samowystarczalnej strefy żeru. Rzeki tego rodzaju nie wykluczają, oczywiście ryb przydennych (głowaczy, kiełbi, brzan), ale pierwszeństwo dają typowi w swoich warunkach uniwersalnemu. Jest nim wyciągnięte wrzeciono, bez uklejowej przesady spłaszczone bocznie, upostaciowane w pstrągu, lipieniu, śwince, kleniu i właśnie w jelcu. Tak ukształtowane ryby łatwiej pokonują wartkie przepływy i jednakowo dobrze radzą sobie z żerem powietrznym, z żerem niesionym przez strugę wody oraz z łażącym po powierzchni dna. Rys. 69. Jelec-idealny żywiec, sylwetą pośredni miedz a od niej solidniejszy w budowie Jelce, zwane na Kurpiowszczyżnie jaglasami, łowimy na przepły-wankę powierzchniową, czyli opisaną już uklejówkę, tyle że nieco wzmocnioną. Dobry wzrok ryby i przejrzystość rzeki nie pozwalają na zbytnie wzmocnienie wędki. Dlatego np. będziemy używali długiego przy-ponu z żyłki o średnicy 0,12 mm, a żyłkę główną zabezpieczali przed zatapianiem przez nacieranie jej (po uprzednim wysuszeniu) mazideł-kiem do pstrągowych sznurów. W porze ciepłej wiosny i latem w dni słoneczne łowimy jelce na owady (muchy, polne koniki, chrząszczyki), które kładziemy miękko na wodę łatwych do odkrycia żerowisk. Bardzo lekko hamując przepływankę, bez smużenia wody spławikiem, pozwalamy jej spływać albo w oddaleniu od brzegu, jeżeli łowimy nad denną płaszczyzną (równią, blatem), albo wzdłuż prostych brzegów - na krawędzi płytkich rynien. Jelce są czujne, dlatego krocząc za spływającą przepływanka musimy uważać, żeby nasz własny cień nie poprzedzał nas, nie padał na łowisko w pobliżu spławika i przynęty. Polowanie na jelce stanowi dobrą szkołę łowienia metodą powierzchniową jazi i kleni. Kiedy łowimy na małe owady, prowokują nas do zacięć ukleje. Dlatego też często lepiej będzie używać na przynętę nieco większych owadów, na przykład tzw. gryczaków. Te małe chrząszcze, o wypukłych pokrywach barwy brązowo-pomarańczowej i z granatowym przedpleczem, błędnie są utożsamiane z malutkimi chrabąszczykami; noszą one nazwę rynnicy osinówki. W porze rójki (początek czerwca) wszędzie ich pełno, bardzo często wpadają też do wody, sycąc ryby wypływające za nimi na powierzchnię rzeki. Poza gryczakami warto również próbować atrakcyjności hurmaka olszowca - granatowego żuczka, występującego na liściach olszyny. Przeważnie większe jelce biorą na obciążoną subtelnie przepływankę z prowadzoną przy dnie wyłącznie zwierzęcą przynętą na haczyku: larwą chruścika, pijaweczką lub czerwonym robaczkiem. Ulubionymi stanowiskami jelców w ciepłej porze roku są ławice żwirku na niegłębokich wodach półbystrzowych - za przykosami, spiętrzeniami i główkami. Wczesnym rankiem i wieczorem żerują z kleniami przy brzegu, na wymiecionych przez prąd jego bocznych łagodnych spadach. Zupełnie wczesną wiosną, przy jeszcze trochę zmąconej od przyboru wodzie, bierze jelec nawet spore dżdżownice, podawane na spławikowej przystawce we wnękach. V/ książce Zeiskego znajdujemy opis łowienia ryb przypowierzchniowych metodą „żyłki na wietrze". Uprawianie tej metody wymaga odpowiedniej wędki: długiego wędziska, cienkiej żyłki głównej bez spławika i obciążenia, wreszcie owada na haczyku i wiatru wiejącego od brzegu ku nurtowi. Co prawda skuteczne zacięcie ryb zależy bardziej od przypadku niż od refleksu łowiącego, ale nie zapomnijmy o tej metodzie w stosownych okolicznościach, zwłaszcza gdy zainteresują nas nie tak jelce, jak klenie, jazie i bolenie. Można wówczas z powodzeniem stosować sztuczne muchy, zarówno bardzo wyszukane, jak i bardzo proste, np. odpowiednio spreparowane białe pióro kacze.
Kiełb - model ryb dennych
Jak celnie wędkarze nazywają ukleję wierzchówką, tak trafnie opisują kiełbia, zwąc go „kiuchem", czyli czymś obłym, walcowatym, grubym. Takie porównanie wzięło się zapewne z prawie okrągłego przekroju poprzecznego, przemilczanego przy omawianiu płaskiej uklei. Przypomnijmy teraz, jak wycięliśmy jej sylwetkę ze schematycznego wizerunku ryby konwencjonalnej. Pozostała nam zbędna górna część. Otóż przed- Rys. 65. Kiełb - jakość sama w sobie i model m.in. dla brzany stawia ona uproszczoną sylwetkę właśnie kiełbia - ryby zwierciadlanie przeciwnej do uklei, bo z płaskim brzuchem i wypukłą linią grzbietu (rys. 65). Taka sylwetka charakteryzuje ryby przydenne, bytujące stale tuż nad podłożem rzeki, niejako przyciskane do niego płaskim brzuchem przez płynącą górą wodę. Dopełnieniem świadczącym o związku kiełbia z dnem są „wąsiki" - dwa mięsiste wyrostki w kącikach również mięsistego pyszczka (smakowiec). Świadectwem zaś dziennego żerowania w przejrzystej wodzie są dobrze rozwinięte oczy. Potraktujmy więc kiełbia jako rybę również modelową. Jego sposób bytowania uznajmy za typowy dla innych ryb, podobnych do niego sylwetką, przebywaniem w nurcie i strefą żeru, a sposób jego łowienia i służącą do tego wędkę - za przesłankę i wskazówkę łowiecką szerszego znaczenia. Słowo o gatunku. Kiełb (Gobio gobio L.) jest łagodną rybą karpiowatą, zasiedlającą czyste dobrze natlenione rzeki o dnie ustabilizowanym, wysłanym piaskiem i drobnym żwirkiem. Rekordowa jego długość wynosi 25 cm. Pamiętamy, że w rzece zjawił się masowo dopiero w krainie brzany, wkracza też w krainę leszcza pod warunkiem, że dna siedlisk nie pokrywa bez reszty muł. Składa bowiem ikrę na dnie piaskowym lub w inny sposób twardym. Z podobnym dnem wiąże się również sposób jego żerowania. Tarło odbywa w maju (w okresie kwitnienia jabłoni, kasztanowca i bzu). Poza rzekami spotykamy kiełbie w wodach stojących, byle tylko czystych, twardodennych i dotlenionych, np. w jeziorach, a nawet gliniankach. W niewielkich nizinnych rzeczkach, stanowiących jego szczególną domenę, daje się nie tylko łowić, ale i z pożytkiem dla ogólnego zrozumienia ryb obserwować. Kiełbie przebywają w stadzie; jest to reguła ich bytowania. Właśnie stado zajęło stanowisko w ulubionym przez siebie rynnowym zagłębieniu dna rzeczki. Przy roztrzepanych uklejach te ryby zdają się spowolniałymi od dostojeństwa grubasami. Stado ustawiło się w podkowę. Jego taktyką obronną jest chyba zespołowa czujność oraz, przeciwnie niż u ryb bystrych, nieruchawość. Świetnie maskuje je również piaskowoptowe w ciemne kropki ubarwienie ciata, wyraźnie upodobniające ryby nie do koloru toni, lecz do dna rzeki. Jest to jeszcze jedna cecha ryb przyden-nych. Jeżeli powyżej stanowiska stada rzucimy kilka czerwonych robaczków, ryby nie podskoczą ku nim, nie popłyną w górę na wyścigi jak wierzchówki. Dopiero kiedy przynęta spadnie na dno i stoczy się. popychana ruchem wody, w kierunku stada, wtedy chwytają ją najbliższe rybki. Nie zauważamy grupowego ataku na żer ani polowania z dłuższego doskoku. Rybki te nie reagują nawet wtedy, gdy robaczek przepływa im tuż nad głową. Należałoby się zastanowić, czy w podobny sposób nie żerują również inne ryby strefy dna, np. brzany? Czy i one również, stojąc w szyku podkowy, czekają na wyraźnie swoją porcję żeru, lekceważąc dalej leżący lub przepływający nad nimi? Jeżeli tak się rzeczywiście dzieje, to warto obserwować małe rybki. Ale wróćmy do swego stada. Właśnie jeden z nich chwycił robaczka. Wcześniej odchylił się nieco w bok, popłynął i, mówiąc obrazowo, nakrył żer głową. Tak wygląda z góry pobranie przynęty przez rybę denną. Ona ją po prostu bierze w dolny, ,,spodni" pysk. Kiełbie czynią wrażenie ryb gnuśnych. Okazuje się jednak, że można je wywabić z ich rynny czy dołka. Wystarczy tylko wejść do rzeczki powyżej ich stanowiska i zacząć stopami miesić dno, tak żeby powstała chmurka mątu. Prąd ją rozciągnie i skieruje na stado. I oto w pewnym momencie okazuje się, że kiełbie drgnęły i ruszyły z miejsca. Bardzo wolno, z ostrożnością szperaczy penetrujących nierozpoznany teren opuściły dołek i trzymając się mątu zbliżyły się do mieszących dno stóp. Mniejsze z nich, więc śmielsze, zaczynają obmacywać pyszczkami stopy; starsze są ostrożniejsze. Jest to zjawisko raczej zabawne, a przecież dla wędkarza donośne, bo oto spotyka się po raz pierwszy z prototypem nęcenia ryb, ściślej-z zaczątkiem przynęcania smugowego, które udoskonalone i w pełnym wymiarze tak samo ruszy z bezpiecznych stanowisk większe ryby i tak samo doprowadzi je do wędki, jak kiełbiki do stóp. W opisany sposób zachowują się kiełbie w godzinach bierności na stanowiskach, natomiast w porze żeru - wieczorem i rano - opuszczają swoje dołki, żwirowe rynny, głęboczki i całym stadem suną wolno do przodu. Przetrząsają pyszczkami raz przy razie piasek dna, szukając tam drobnych zwierząt służących im za pokarm. Wychodzą na obszerne, niegłębokie równie denne, pod wieczór zaś zbliżają się pod sam brzeg. Łowiąc je w tym miejscu, o tej właśnie porze, możemy spławik dosłownie prowadzić po linii styku lądu i wody, a robaczka z haczykiem wlec po dnie. Kiełb zna się na kolorach! Bardzo wyraźnie gustuje w czerwonym -najchętniej idzie na czerwone robaczki, wabią go wplecione w podrywkę czerwone nitki. Rys. 66. Rożne zachowanie się uklei i kiełbia w roii żywej przynęty: a i o -ukleja „góruje" nadence i przystawce, lubi okręcać przypon wokół żyłki, c i d"-kiełb prze z dużą siłą w głąb, a na gruntówce (dence) potrafi skryć się w zakamarku dna Kiełb-kluch cieszy się znacznie większą sympatią wędkarzy niż ukleja, gdyż wygląda na smakowitego. Francuzi cenią go sobie w cieście. Jest uznawany za świetnego żywca, przejawia bowiem niespożytą odporność na młócenie nim o wodę, co uprawiają wędkarze-partacze. Interesująco wypada porównanie zachowania się kiełbia i uklei w roli żywca na haczyku (rys. 66). Wędka kiełbiowa - model przepływanki dennej. Montując celowo pomyślaną wędkę kiełbiowa, z uwzględnieniem zebranych o gatunku informacji, z miejsca uświadamiamy sobie główny warunek, jaki ma ona spełniać. Mianowicie musi podawać przynętę na samo dno łowiska i tam ją stale utrzymywać w czasie swego spływania. Apelacji od tego warunku natura kiełbia nie uwzględnia. Wynika stąd wniosek, że wędka powinna być obciążona wystarczająco do siły prądu. Obserwując kiełbia zauważyliśmy, że bierze on przynętę zdecydowanie i krótko, a pochwyciwszy ją, nie ucieka z kęsem, lecz raczej pozostaje w miejscu. Na takie zachowanie ryby, gdy w pierwszym momencie chwyta a ■ b c i d robaczka w pyszczek, spławik zareaguje krótkimi drganiami. Następnie zatrzyma się w biegu (wszystko wszak dzieje się w bystro płynącej wodzie), żeby potem nagle zanurkować pod prąd, jakby sygnalizował zaczepienie haczyka o dno. Z powyższego założenia formułujemy dalszy warunek łowności prze-pływanki kiełbiowej. Zgodnie z nim spławik musi mieć znaczną wyporność, wystarczającą do podźwignięcia sporego ciężarka. Mniej ważna jest natomiast jego wrażliwość sygnalna, gdyż akcja kiełbi jest z zasady tak prosta, jak to opisano. Oczekujemy od niego tylko, żeby bez zwłoki informował, że rybka właśnie wziąwszy przynętę, zahamowała bieg jej i obciążenia. Wymaga to kontaktu bezpośredniego (napięta żyłka) między spławikiem i zakończeniem żyłki (haczykiem). Długość żyłki między spła-wikiem a obciążeniem (tzw. grunt) powinna więc być nieco większa od głębokości wody w łowisku, tak aby ciężarek przy lekko hamowanym prowadzeniu wędki spływał tuż nad dnem, pozostawiając kontakt przynęty z dnem krótkiemu przyponowi. Znając wymagania, jakie powinna spełniać wędka kiełbiowa, spróbujmy ją zmontować. Haczyk wybieramy w wymiarze płotkowym. Do zestawu żyłkowego użyjmy przyponu o średnicy nie większej niż 0,15 mm i długości 10-15 cm, a żyłki głównej o średnicy 0,20-0,25 mm. Obciążenie, odpowiednie do siły prądu i nie większe niż wskazuje potrzeba, powinno mieć postać gładko zwiniętej roleczki, ołowianej lub jednej śruciny (obciążenie nieforemne lub podzielone na części sprzyja zaczepom). Spławikiem może być niewielki korek z krótką i możliwie cienką przetyczką (z uwagi na napór boczny prądu). Wędzisko wybieramy uklejowe lub płociowe. Lekka przepływanka kiełbiowa nie przedstawia się skomplikowanie i okazale. Jest to jednak ważna wędka. Jak uklejowa przepływanka w zespole wędek powierzchniowych, tak ona w swoim zespole stanowi prototyp i model cięższych przepływanek rzecznych (rys. 67). Przez jej ustawiczne przystosowywanie do zmieniających się łowisk i przeznaczeń oraz przez sprawne używanie, tj. hamowane prowadzenie przynęty na właściwej głębokości, wiedzie droga do zupełnie poważnych wędek i łowów przynoszących okazowe zdobycze. Łowiąc na kiełbiówkę młody wędkarz styka się z potrzebą używania gruntomierza, uczy się wręcz nawykowo sondować łowisko przed zarzuceniem w nie wędki oraz pamiętać o odpowiedniej długości gruntu na żyłce. Bez gruntomierza zaś i stosowania się do jego wskazań nie ma łowienia skutecznego. Łowienie kiełbi stanowi wspaniale odprężającą przyjemność nawet dla przesyconych powodzeniem wędkarzy. Ponadto rybki te są „sympatyczne", a przez swoje wąsy wydają się dobroduszne. Stanowiska kiełbi w rzece stają się jednak coraz rzadsze w naszej dobie, kiedy coraz trudniej o wymieciony z mułowych osadów szmat dna. Szukamy więc ich w miejscach już scharakteryzowanych. Jako przynętę stosujemy kawałki Rys. 67. Wędka kiełbiowa; A - akcesoria: a - kiełbiowy spławik można zmontować ze spławika uklejowego (c) i nasuniętej na niego korkowej nakładki z przecięciem (b), d- inny spławik, e i f-gruntomierz z „mordką", zaciskany sprężynką, g - prosty gruntomierz z wkładką korkową (gumową) w stopce; B - wręcz błaha wędeczka, a dla najpoważniejszych nawet przepływanek dennych - pierwsza, wyjściową i wzorcowa cienkich dżdżownic, czerwone pijaweczki, wystrzępione chruściki, jętki -zawsze pokarm zwierzęcy. Autor tylko raz w życiu łowił je na pszenicę. Niezwyczajne ich zachowanie wobec przynęty tłumaczyła ostra konkurencja pokarmowa w rzece, potarlany apetyt oraz żerowy nawyk, jako skutek wielokrotnego zanęcania miejsca pszenicą i pęczakiem. Kiełbie łowimy również na lekkie denki.
Piekielnica - mniej znana ukleja
W polskich rzekach żyje ukleja wielu wędkarzom nie znana. W jednej z książek nazwano ją szweją, w nazewnictwie oficjalnym nosi imię piekielnicy, autor zwie ją bystrzanką, gdyż pod tym imieniem ją poznał. Wszystkie nazwy sugerują, ze ich właścicielka lubi bardzo bystre wody. Piekielnica (rys. 68) zwie się po łacinie Alburnus bipuncłatus, co po polsku znaczy: ukleja podwójnie punktowana. Oryginalnie akcentowana w taki sposób linia boczna uzasadnia łacińskie miano ryby, a cała reszta -pokrewieństwo z ukleją właściwą. Bystrzanka bywa jednak mniejsza: bardzo rzadko osiąga długość 15 cm, co dla uklei nie jest wyczynem. Różni ją także wypukła linia pleców; czyni to rybkę szerszą, regularną w obrysie, tym samym zapewnia jej większą operatywność ruchową i wielostronne zainteresowanie żerem. Pyszczek ma przedni, przecięty skośnie i lekko ku górze. Odróżnienie obu gatunków jest dość łatwe. Poza opisanymi już cechami rozpoznawczymi, zwróćmy uwagę na różowe zabarwienie nasady płetw piersiowych u bystrzanki oraz na znamienny fakt, że nie gubi ona tak łatwo łusek jak ukleja. Bystrzanka jest to rybka wybitnie rzeczna. Znajdziemy ją w nurtach czystych, bystrych i raczej głębszych, w bezpośrednim sąsiedztwie zatopionych krzaków i innych zawad. Pojawia się już w krainie lipienia, a dogodne warunki do jej bytowania kończą się w górnej krainie leszcza. Przed laty autor spotykał ją w Wiśle na wysokości Warszawy, w dolnym Bugu oraz w Świdrze i Wkrze. Obecny zasięg jej występowania jest zmniejszony wskutek zanieczyszczenia wielu rzek. Mimo to w niektórych rzekach spotyka się ją często. Na przykład masowe występowanie bystrzanki (bez uklei) autor obserwował w Łynie między Dobrym Miastem a Lidzbarkiem Warmińskim. W tej samej rzece, tyle że 30 km wyżej, już jej nie było, dominowała natomiast ukleja. Bystrzanka występuje w podzespole gatunków, w którym obok mnóstwa kiełbi licznie jest reprezentowany kleń, także świnka, certa i jelec, w większych zaś rzekach brzana. Wolno ją nam nawet uznać za gatunek sygnalny tego towarzystwa. Łowi się bystrzanki na uklejową przepływan-kę, którą należy lekko obciążyć. Bierze namiętnie na robaczki, owady, także na przynęty roślinne. Jest doskonałym - lepszym od uklei - żywcem, gdyż bardziej wytrwałym, szczególnie na sandacze i klenie. 68. Piekielnica, szweja czy bystrzanka