Rozmieszczenie ryb w rzece
Rozmieszczenie ryb w rzece
Gdzie przebywają ryby w rzece? Czy mają swe miejsca ulubione albo takie, które omijają? Nawet w granicach jednej krainy nie rozmieszczają
się przypadkowo, ani nie mieszają się równomiernie. Rzeka stwarza im różne możliwości, a one jedne warunki przyjmują, inne natomiast odrzucają.
Co łączy, a co redukuje zespół ryb
Już wcześniej zauważyliśmy, że pewne grupy ryb zespala dobre sąsiedztwo przy biesiadnym stole, tj. na żerowisku. Staje się ono możliwe dzięki wzajemnej niekonkurencyjności gatunków, niejednakowemu zainteresowaniu występującym tu pokarmem. W taki sposób niekonkuren-cyjność (co w istocie znaczy obojętność) - obok innych czynników wiążących, jak zbliżona prądolubność czy też podobne potrzeby tlenowe -dopuszcza współbytowanie gatunków w zespole i grupie, staje się zasadą spójności. W przyrodzie znane jest, co prawda, inaczej kojarzone współżycie. Mamy tu na myśli symbiozę, tj. dwustronne uzależnienie się partnerskich gatunków. W takim układzie żyje np. ryba różanka z mięczakiem szczeżują. Współistnienie w symbiozie nie jest jednak potrzebne naszym rybom łownym, chociaż pewne fakty stwarzają tego pozory. Na przykład szczupak zdecydowanie wybiera bliskość płoci. Nie ma to jednak nic wspólnego z symbiozą, a jest zwykłym drapieżnictwem. Poza nim stosunki w zespołach krainowych i w siedliskowych grupach układają się na zasadzie: skazani na sąsiedztwo, nie przeszkadzajmy sobie wzajemnie! Pogranicze krain a zmiany obsady gatunkowej. Oczywistą przyczyną decydującą o rozmieszczeniu gatunków ryb w rzece są lokalne, lecz ważne dla nich zmiany w warunkach bytowania. One to powodują skupianie się (lub rozpraszanie) gatunków i formowanie z nich zespołów, wymianę jednych zespołów na inne albo powstawanie mniejszych grup (podzespołów). Jasność tego sformułowania traci na oczywistości, jeśli je odniesiemy do konkretnej rzeki, dzielącej się np. na krainę brzany i krainę leszcza, a szczególnie do strefy przejściowej między nimi. Co stanowi ów próg działowy, za którym następuje wymiana zespołów na jakościowo inne? Odpowiadając upewnijmy się najpierw, że taki próg istnieje w rzeczywistości, tyle że stanowi go nie jakaś terenowa linia rozgraniczająca, ale wręcz cały obszar przejściowy ciągnący się przez długie dziesiątki kilometrów. W nim zaś na przemian, jak w ludowym pasiaku, powtarzają się fragmenty obu krain: za odcinkiem klasycznej krainy brzany objawia się odcinek spowolniały i pogłębiony - leszczowy. W tym przejściowym obszarze, a należą do niego środkowe biegi głównych rzek polskiego niżu, występują również oba zespoły ryb - brzany i leszcza - rozmaicie wymieszane, raz prawie kompletne, kiedy indziej ledwie szczątkowe. Sprawą wędkarza łowiącego na szerokim pograniczu obu krain jest orientować się w tej mozaice różnych elementów, umieć fragmentaryczne i lokalne odmienności rzeki zauważać i po łowiecku kwalifikować. Pomoże mu w tym poznanie modelowych wizerunków krain brzany i leszcza (p. str.15 i 18) W odpowiedzi na pytanie, jakie to główne, a łatwe do zaobserwowania czynniki różnicują obraz rzeki na międzykrainowym pograniczu, wskazu- jemy na występujący lokalnie materiał geologiczny doliny oraz na towarzyszącą mu prędkość prądu. Oba te czynniki przesądzają o wyściółce łożyska. Tę kolejność następstw znamy. W każdym razie im bardziej rzeka upodabnia się w określonym miejscu do krainy brzany, tym więcej w niej właściwych jej gatunków, a mniej ryb z krainy leszcza, i odwrotnie. Czasami dwa zespoły występują obok siebie w pełnych składach, dzieląc się zaledwie partiami i strefami koryta. Takie miejsca, bardzo zresztą rybne, charakteryzuje umiarkowany i przyspieszony prąd (około 100 m w 2-3 min) oraz wyraźna dominacja w łożysku glin i iłów, przy obecności żwirowych grzęd. W granicach jednej krainy. Zjawiska redukcyjne, występujące w zespołach gatunkowych ryb w rzece dwukrainowej, obserwujemy również w rzekach jednej krainy. W celu zbliżenia się choćby do częściowego poznawania mechanizmu zmian, popatrzmy jak się rozpada zespół brzany, nawet na właściwym mu terenie. Rozpad takiego zespołu dokonuje się przez kolejną eliminację poszczególnych gatunków lub grup wiekowych. Kolejność ich ustępowania narzuca przede wszystkim wielkość rzeki. W dużych rzekach występuje zawsze pełny komplet gatunkowy. W rzekach odpowiednio mniejszych pierwsza wycofuje się z zespołu brzana, utrzymując się tylko w niektórych siedliskach, np. w dołach przymłyń-skich lub na głębszych żwirowych rafach. Dokonując przeglądu coraz mniejszych rzek tej krainy stwierdzimy, że stopniowo za brzaną wycofuje się duży kleń, potem świnka i mniejszy kleń, a za nimi jelec. W końcu w małych strugach pozostają zaledwie kiełbie, kozy i cierniki w towarzystwie raków oraz miętusa. Według podobnej zasady dokonuje się redukcja gatunkowa w domenie leszcza. I tu w miarę zwężania się rzeki, a przede wszystkim jej wypłycania się, pierwszy wycofuje się z towarzystwa leszcz, chociaż przy względnej głębokości rzeki i dużej liczbie dołków zabarykadowanych drzewnym złomem i zagęszczonych roślinnością przyrzeczy pozostaje w niej jeszcze jaź, a nawet karp. Po ustąpieniu i tych gatunków (od największych egzemplarzy zaczynając) w małych leniwych rzeczkach, z bogatą szatą roślinności wodnej, utrzymuje się płotka w towarzystwie okonia, po nim tylko wzdręgi i drobne linki, a także niekiedy srebrne karasie i kozy. Wody krainy leszcza mogą podlegać także innym zmianom: zatracając stopniowo dynamikę ruchu, zwolna przechodzą w wody stagnujące, co po kolejnej redukcji i wymianie gatunków sprawia, że pozostaje tylko podzespół lina. Rozpatrując przedstawioną zasadę eliminacji możemy domyślić się, że owe zmiany w rozmieszczeniu ryb w rzece, postępujące w ślad za jej zmniejszaniem się, to prosty skutek stopniowego pogarszania się warunków bezpieczeństwa ryb - ich podstawowego wymogu bytowego. Jeżeli domysł jest słuszny, to najwrażliwiej muszą je odczuć ryby z przyczyn gatunkowych lub wiekowych okazałe, wśród nich zaś w pierwszej kolej- ności nie umiejące korzystać z kryjówek i podburtowych nisz, szukające azylu w głębinie lub w dużej, otwartej przestrzeni wodnej. Spostrzeżeniu temu pozornie zaprzecza fakt, że wraz z dużymi rybami, a często przed nimi, wycofuje się z zespołu mała ukleja. Drapieżniki, ich stosunek do zespołu i wzajemne stosunki. W dotychczasowych rozważaniach świadomie pomijaliśmy drapieżniki, gdyż ich stosunki z zespołem, stosunki wzajemne między sobą oraz stosunek do rzeki tworzą obraz dość skomplikowany. Obowiązuje je więc, na równi z karpiowatymi spokojnego żeru, zasada wyboru wielkości rzeki według własnych osobniczych wymiarów i zapewnienia bezpieczeństwa bytu gatunkowi. Poza tym jednak trzeba wziąć pod uwagę uzależnienie się ich od zespołu, a konkretnie od występujących w nim wybranych, głównie pożeranych ofiar. Stąd wynikają zauważone wcześniej pary: boleń i ukleja, szczupak i płoć. W związku z tym, że ukleja i płoć są rybami występującymi powszechnie, przeto związane z nimi drapieżniki towarzyszą im wiernie na tym samym obszarze rozprzestrzenienia. Dlatego stosunkowo rzadko spotykamy rzeki z uklejami, w których nie ma bolenia i chyba nigdy nie spotkaliśmy wody płociowej, w której brakuje szczupaka. Ukleja, występująca w obu krainach, nie znajduje warunków do życia w rzekach nietoniowych; wcześniej wycofuje się z licznego towarzystwa karpiowatych i tym samym skreśla z listy bolenia. Dużo dalej, za mniej wymagającą płocią, podąża szczupak, dlatego w małowymiarowej postaci (młodziki) znajdziemy go nawet w niewielkich rzeczkach, a najmłodsze egzemplarze przekraczają i granice płoci, zadowalając się ledwie strugami. Miętus nie wyspecjalizował się pod względem żerowym, dlatego spotykamy go i w pełnowodnych tokach, i wręcz w strumieniach, byle czystych, chłodnych, zacienionych. Podobnie węgorz - wagabunda i wielo-żerca- nie tyle przywiązuje się do konkretnych ofiar, ile do wód mulistych. Sum również nie przebiera w pokarmie, jest więc dość obojętny na skład gatunkowy towarzyszącego mu zespołu. Wymaga jednak, aby siedlisko było o odpowiedniej głębokości, przestrzeni i temperaturze, a więc o jego obecności przesądza charakterystyka rzeki. Jeszcze jednym czynnikiem współdecydującym o rozmieszczeniu drapieżników w rzece jest stopień przejrzystości wody. Na przykład okoń najchętniej przebywa w wodzie wysoko klarownej, ubywa zaś go w miarę, jak woda mętnieje; podobne wymagania ma szczupak. W wodzie mętna-, wej rej wiodą sandacze, węgorze i sumy. Stąd chyba m.in. wynika zjawisko dające się obserwować na Mazowszu, że mętnawy Bug obfituje w sandacze, a raczej z rzadka obdarzy szczupakiem, bliska zaś mu, ale bardziej przejrzysta Narew obdarza zupełnie odwrotnie. Wydaje się też, że w Bugu łatwiej o suma. O obecności i nieobecności w grupie siedliskowej szczupaka i sandacza współdecyduje antagonizm między tymi gatunkami; po prostu wyżerają wzajemnie swą młodzież. Toteż w konkretnym siedlisku górę bierze ten gatunek, który jest lepiej do niego przystosowany lub lepiej w nim obwarowany. Tak więc w roślinnych partiach rzeki zwycięża szczupak; w ogołoconych zaś z roślin, twardodennych, obfitujących w różnego rodzaju zwały denne i bryłowe skrycia górę bierze sandacz. Z tych to właśnie powodów w samym centrum królestwa szczupaka ze zdziwieniem odkrywamy enklawy sandacza lub odwrotnie. A chyba nigdy nie łowimy obu tych ryb w tym samym miejscu w zbliżonych choćby warunkach. Dzieli je czasami tylko struga przepływu, z reguły zaś odmienność stanowisk i żerowisk. Doszedłszy do dwóch adresów dwóch drapieżników, wróciliśmy niejako do punktu wyjścia. Wzmianka, że szczupaka i sandacza, mimo upodobniającej ich drapieżności, różni odmienność i stanowisk i żerowisk doprowadza do konkluzji, że jakkolwiek bardzo pożyteczna jest dla wędkarza wiedza o ogólnym rozmieszczeniu ryb w rzece, to przecież dla skutecznego łowiectwa niezbędna jest też wiedza o właściwościach i odmiennościach każdego gatunku z osobna.
Siedliska, podzespoły, łowiska
Ryby wybierają siedliska najbardziej odpowiadające ich gatunkowej specjalizacji oraz osobniczym potrzebom. Zająwszy je, trwają w nich dość wiernie, jeżeli tylko nie należą do gatunków obciążonych skłonnością do włóczęgostwa albo jeżeli jakieś przyczyny nie zmienią warunków w siedlisku na gorsze. W rezultacie, pomijając wyjątki, w systemie każdej rzeki nizinnej wyodrębniają się rejony zasiedlone przez ryby stanowiące tylko część właściwego dla krainy wielogatunkowego zespołu. Pozwala to nam mówić o siedliskach oraz o związanych z nimi gatunkowych podzespołach (grupach) ryb (w gwarze wędkarskiej mówilibyśmy raczej o „dobrych miejscach" do łowienia, np. świnek lub okoni). Jakie cechy poddające się wędkarskiej obserwacji wyróżniają takie siedliska? Stanowiska i żerowiska. Gdyby przypisać rybom świadomość, można by powiedzieć, że - lekceważąc kryteria estetyki - szukają siedzib z ostro zarysowanymi cechami użyteczności. W pierwszej kolejności ich wymagania odnoszą się do tlenu, który w wybranym siedlisku musi występować w ilości gatunkowi wystarczającej, oraz do siły prądu również odpowiadającej gatunkowi (kształt ciała, umięśnienie i upłetwienie). Dalsze wymagania to zasadne poczucie bezpieczeństwa oraz dostatek pożywienia. Warunek bezpieczeństwa zajmuje miejsce przed żerem, a jego docenianie tym bardziej rośnie, im ryba jest starsza, przezorniejsza. Pożywienie należy również do kardynalnych warunków, ale głód zaspokajają one tylko w niektórych okresach dobowego rytmu, podczas gdy poczucie niezagrożenia należy do potrzeb stałych. Czasami potrzeby bezpieczeństwa i sytości mogą ustępować innym wymaganiom. Okresowo mogą być nawet lekceważone (rozród!). W zwykłych jednak warunkach właśnie one przesądzają o wyborze. Ujawniają też różnice psychofizyczne gatunków. Weźmy dla przykładu bardzo prosty, jak by się wydawało, wymóg bezpieczeństwa. Okazuje się, że nawet pod tym względem potrzeby ryb nie są identyczne. Dla rzecznego karpia zapewniającą spokój kryjówką stanie się dość głęboka, ocieniona nisza w pobliżu drągo-winy i przeszkód; leszcz za azyl dla siebie uzna głęboką toń, świnka zaś obszar otwartego nurtu z trochę głębszą rynną, umożliwiającą manewrową ucieczkę. Jak więc widzimy, trzy gatunki i trzy różne sposoby ochrony życia. Strefy bezpieczeństwa, w których ryby czują się względnie spokojnie (zarówno zabarykadowane nisze i głęboczki, rozległe kępy roślinności zanurzonej, jak i otwarte wody zapewniające ucieczkę po błyskawicznym rozproszeniu się stada) nazywamy stanowiskami lub ostojami ryb. W przekładzie na ludzkie sytuacje można by je uznać za adres stałego zamieszkania. Odkryć je i dotrzeć do nich z wędką oznacza znaleźć właściwe łowisko pasujących do niego ryb. Stanowiska (ostoje) nie są zwykle identyczne z żerowiskami -fragmentami siedlisk, gdzie ryba najłatwiej i najobficiej zdobywa pokarm. Żerowiska, to po stanowiskach drugi adres ryb i drugie miejsce ich nieprzypadkowego łowienia. Jeżeli się zdarzy, że oba znajdują się w tym samym miejscu, wówczas mamy do czynienia z łowiskiem wręcz doskonałym. Częściej jednak bywa inaczej, a mianowicie żerowiska znajdują siew strefie dużych dla ryb zagrożeń, np. na przybrzeżnych płyciznach, w otwartych zatokach itp. Przymuszone koniecznością, ściągają tam w godzinach głodu. Zwykle jednak wybierają porę dającą poczucie najmniejszego zagrożenia, a więc nocą lub przy zmatowiałej od wiatru wodzie. Nasyciwszy się, porzucają żerowiska i odchodzą w miejsca bezpieczne. Jeżeli ich nasycenie nie jest pełne, nie przestają żerować dalej, w swoich ostojach, lecz jest to żer już nieaktywny, sprowadza się bowiem do chwytania pokarmu przypadkowego. W następnej porze apetytu znowu wracają na żerowiska. Szukamy odpowiedzi na postawione pytanie o miejsce przebywania ryb w rzece. Zauważmy więc teraz, że nie wystarczy bynajmniej wskazać ogólnie na siedlisko, a nawet bardziej szczegółowo - na oba adresy; pytanie podniosło swój stopień trudności, dopełniając czynnik miejsca czynnikiem czasu. Zamiast prostego ,,gdzie?" staje teraz „gdzie o danej porze znajdują się ryby?"... Zastanawiając się nad tak rozbudowaną zagadką, spostrzegamy z kolei, że jej rozwiązanie - odrębne dla różnych gatunków i rozmaicie warunkowane - zależy w dużym stopniu od rozmieszczenia pokarmu w korycie rzeki. Uświadomiwszy to sobie odkrywamy, że zabrnęliśmy w istny gąszcz problemów, może wręcz zniechęcający do dalszych dociekań. Wybrniemy z niego, posługując się uogólnieniami, uproszczającymi wprawdzie świat rzeki, ale zbliżającymi nas do odpowiedzi wystarczająco dla wędkarza dokładnej. W tym celu zrezygnujemy na razie z bliższego poznania cech i obyczajów poszczególnych gatunków ryb, zajmijmy się natomiast rozmieszczeniem głównych żerowisk. Wędkarze mają prawo oczekiwać, że właśnie w tych miejscach ryba najchętniej będzie chwytać przynętę. W związku z tym, musimy przez chwilę przyjrzeć się rybim pyskom. Budowa pyska ryb. Wśród wielu cech charakterystycznych jedną z głównych cech środowiskowego przystosowania oraz życiowych kwalifikacji i potrzeb gatunków ryb jest budowa ich pyska. Warto w tym miejscu uświadomić sobie, że pysk dla ryby stanowi nie tylko otwór gębowy, ale także narząd chwytny, „wyposażenie łowieckie", wręcz jej „ręce". Budowa tego wieloczynnościowego aparatu najdobitniej jednak zdradza sposób zdobywania pożywienia oraz jego rodzaj. „Pokaż mi twój pysk, a powiem ci, co i gdzie jadasz" - może z dużą pewnością siebie powiedzieć wędkarz rybie. Różnice między pyskami ryb ukażą się najwyraźniej wtedy, gdy porównamy np. szeroko rozwartą zębatą paszczę szczupaka z niewielkim, delikatnym pyszczkiem płotki. Te odmienności są jednak zbyt jaskrawe i zbyt oczywiste, dlatego zwróćmy uwagę na różnice bardziej subtelne, występujące w ramach rodziny karpiowatych (rys. 32). Pysk górny wyraźnie przeznaczony jest do żerowania w płaszczyźnie pod zwierciadłem wody i w ogóle „nad rybą". To pysk ciosy -przecięty ukośnie z góry w dół, z dłuższą szczęką dolną. Krańcowo odmiennie uformowane są pyski dolne, np. świnki i brzany, przystosowane do żerowania „pod rybą", tj. na dnie rzeki; tym samym wskazują na istnienie dennych stref żeru. Daleko posunięte ich podobieństwo niech jednak nie przesłoni różnic występujących w ramach tego typu: pysk brzany został wyposażony w grube, chropawe wargi, podczas gdy pysk świnki przypomina dwie listewki dość delikatnych skrobaczek. Jeśli dodatkowo obejrzymy trzeci typ pyska dolnego - wysuwany ryjek leszcza lub karpia - także przystosowany do penetracji dna, to łatwo dojdziemy do wniosku, że denna strefa żerowa to nie coś jednorodnego, że tworzą ją różne rodzaje dna. Przeważająca jednak większość naszych ryb karpio-watych ma pysk „normalny", tzn. przedni i poziomo przecięty (m.in. płoć i kleń). Jest on przystosowany do żerowania „przed rybą". Czy jednak szeroko rozcięty pysk klenia nie mówi nam o jego odmiennych, niż płoci, obyczajach i zainteresowaniach żerowych? W każdym razie różnice w ich wyglądzie wskazują na istnienie trzeciej płaszczyzny żeru, opuszczonej pionowo od zwierciadła wody do dna. Gromadząc sugestie wraz z wcześniej zebranymi informacjami o wnętrzu rzeki, po uporządkowaniu ich, dochodzimy do uogólnionych wniosków wskazujących na istnienie i rozmieszczenie w rzece podstawowych stref żerowych; tym samym zaś i strefa łowienia. Już na tym etapie naszych rozważań przypiszemy do nich charakterystyczne gatunki ryb. Strefy żeru w korycie rzeki. Na rysunku 33 przedstawiono rozmieszczenie stref żerowych w rzece. Zdajemy sobie sprawę z tego, że opisowi stref brak precyzji z jaką rozpatrują ten temat prace naukowe. Strefa przypowierzchniowa. Właściwym dla niej pokarmem są padające z powietrza owady, czyli tzw. pokarm powietrzny. Eksploatują tę strefę głównie ukleje oraz polujące na nie bolenie. Okresowo pojawiają się tu jazie, młode klenie i jelce. Strefa śródroślinna (przybrzeżną). Jest to bogata, „pionowa" strefa żeru; pionowa, ponieważ tworzą ją skupiska łodyg i liści roślin, na których i wśród których bytują drobne zwierzęta, stanowiące pokarm ryb, oraz glony. Do gatunków żerujących w tej strefie w dzień należy przede wszystkim płoć i wzdręga, a przy nich młodzież wielu innych gatunków; w letnie noce żerują tu duże ryby karpiowate i węgorze. Często spotyka się tu także raka pręgowanego. Strefa pogranicza nurtu. Przylega ona bezpośrednio do strefy śródro-ślinnej i stanowi rejon polowań z przyczajenia lub z ruchu drapieżników dziennych (szczupak i okoń) oraz nocnych (sum). Drapieżniki ściągają tu za karpiowatą drobnicą i zwierzętami ziemnowodnymi (żaby). Strefa przydenna. Obejmuje ona powierzchnię dna kilku typów oraz przyległą do niego warstwę wody. Bazę pokarmową stanowią rośliny i najmniejsze zwierzęta bytujące na kamieniach, a także większe zwierzęta bezkręgowe żyjące na powierzchni dna lub w jego szczelinach, drobne ryby przydenne, minogi i wreszcie pokarm przypadkowy, nanoszony w koryto z innych stref i spoza rzeki. Strefę przydenna eksploatują we właściwy sobie sposób: świnki, klenie, jelce, sandacze i miętusy. Strefa śróddenna. Obejmuje ona warstwę materiału mineralnego i organicznego, wyściełającego łożysko rzeki. Między cząstkami tego materiału, płycej lub głębiej, bytują liczne gatunki bezkręgowców: pijawki, skorupiaki, larwy owadów, a oprócz nich larwy minoga. Jak pamiętamy, materiałem wyściółkowym może być pulchny muł, glina, piasek, otoczaki (ciężki żwir), a każdą z tych odmian pokrywy dna zamieszkują inne zespoły zwierząt. W dnie miękkim żerują karpiowate z pyskami ryjko-kształtnymi, np. leszcze lub krąpie, na sypkim - kiełbie, na otoczakowa-tym - brzany. Stref a przyrzeczy. Stanowi ona domenę lina i karasia; dokładniej omawia się ją na str. 251 Ryby żerują pod prąd. Wszystkie ryby rzeczne łączy prawie idealnie jeden wspólny zwyczaj w podchodzeniu do ,,do stołu": one żerują pod prąd. W tym więc kierunku ustawiają ciało, z tego kierunku wypatrują pokarmu i w tym kierunku atakują go. Tak postępuje ukleja i szczupak ciernik i sum. Ba, nawet w jeziorze ławica uklei posuwa się pod powierzchniowy prąd spowodowany wiatrem. To banalne spostrzeżenie ma pierwszorzędne znaczenie praktyczne dla wędkarza: ominie go łowieckie szczęście, jeżeli powodowany własną wygodą będzie kładł przynętę poza tyralierą ryb, poza ich pole obserwacji, jeżeli nie będzie podprowadzał przynęty z prądem ku rybim pyskom. Trzeba się więc liczyć z najbardziej gnuśnym prądzikiem.