A A A

Pierwsze wędki - pierwsze rybki

Przepływanka w zbliżeniu Liczne są łowieckie techniki, jeszcze liczniejsze odpowiadające im narzędzia, tzn. wędki. Sięgnijmy po najbardziej popularną - rzeczną przypływankę spławikową. Posłuży nam do ujawnienia podsta­wowych warunków wysokiej łowności wszystkich wędek, do wydobycia ich głównych wad oraz do sformułowania zaleceń w sprawie ich ulep­szenia.
  • Czego oczekuje się od wędki

    Czym jest właściwie wędka? Kiedyś wyraz „węda" oznaczał haczyk -techniczny drobiazg stanowiący jednak istotę ważnego prastarego wynalazku, upostaciowanego w znanym do dzisiaj narzędziu łowczym. Najprostszy typ wędki, we współczesnym słowa zrozumieniu, składał się z dwu niezmiennie koniecznych części: haczyka-wędy i przywiązanej do niego linki. Ryba połykała hak z nałożoną przynętą, który zaczepiał się za trzewia, a pierwotny łowca bez trudu wyciągał ją na brzeg. Przykre, że dzisiejsi łowcy-amatorzy stosują nierzadko bez zmian tę samą zasadę i chwyt „hakiem za żołądek". Czy jednak wolno żywić do nich pretensję, skoro w literaturze wędkarskiej wprost się roi od zaleceń: czekamy, aż ryba połknie przynętę i dopiero wtedy..."; skoro okładki barwnych cza­sopism eksponują zdjęcia złowionych okazów dosłownie jarzące się pod lakierem hemoglobinową juchą. Żyje jeszcze wśród nas paleolityczna wrażliwość. Regulamin PZW stawia niewielkie wymagania współczesnej wędce sportowej. Ważne jest, aby miała nie więcej niż jedno urządzenie haczące oraz była koniecznie połączona z wędziskiem. Resztę jej cech pozosta­wia się kulturze i umiejętnościom człowieka. Tak więc haczyk, linka (żyłka) i wędzisko składają się na schemat konstrukcyjny każdej spor­towej wędki. W łowieckiej praktyce wzbogaca się ona o dalsze elementy, np. spławik i obciążenie, przelotki i kołowrotek. Wie o tym chyba każdy człowiek, choćby najbardziej obojętny na uroki rybołówstwa. Wie także, na jakiej zasadzie wędka spławikową działa. Mimo to powtórzmy tu kilka spopularyzowanych informacji, żeby spod pozornej oczywistości wydo­być mniej oczywiste, a ważne dla wędkarza spostrzeżenia. Pamiętamy, że interesują nas te cechy wędki, które przesądzają o jej wysokiej łow-ności. Główne cechy wysokiej łowności przepływanki. Wędkarz powinien wiedzieć, kiedy ryba chwyciła przynętę i dlatego został wymyślony s p ł a w i k- wręcz herbowy dla wędkarstwa sygnalizator brań. Oczywiś­cie, wykonuje on jeszcze inne zadania: umożliwia zawieszanie przynęty w toni na pożądanej głębokości, pozwala kontrolować i regulować jej ruch po trasie. Przede wszystkim jednak, we współdziałaniu z żyłką i obcią­żeniem, stanowi system sygnalizacyjny wędki, informujący wędkarza o manewrach kuszonej przynęty ryby. W interesie wędkarza leży więc zapewnienie temu systemowi wysokiej w raż I i w o śc i oraz jedno­znaczności sygnałów. Wędka nabiera wtedy cech komunika­tywności albo inaczej sygnalności. Wśród wielu różnych sygnałów spławika najważniejszy zdradza pochwycenie przynęty przez rybę. Ta zaś, czujna, robi to zaledwie przez moment, przeto spławik powinien bez sekundowej zwłoki powiadomić o fakcie wędkarza, który z kolei natychmiast powinien wykonać zacięcie. Czy potrafi on uczynić to w porę i skutecznie, zależy nie tylko od jego przytomności umysłu, lecz także i od cechy wędki, którą nazwijmy cię­tością. Wędka, która błyskawicznie przekazuje haczykowi i siłę, i ruch zacięcia, jest wędką ciętą; która zaś działa z opóźnieniem lub przekazuje siłę zacięcia zmniejszoną do granic nieskuteczności, jest wędką nieciętą, niełowną - nieprzydatną. Mówiąc o komunikatywności i ciętości przepływanki wyprzedzamy nieco wydarzenia. Otóż kontakt z nią ryby może w ogóle nie nastąpić, jeśli nawet bardzo atrakcyjną przynętę otoczymy barierę strachu. Przyczyną będzie wada wędki wyrażająca się w jej cechach odstraszających, co (poza nienaturalnym prowadzeniem przynęty) bywa następstwem użycia zbyt grubych, nienaturalnie barwionych lub sztywnych żyłek przy-ponowych, za dużych w stosunku do przynęty i zbyt grubych haków, pstrych spławików itd. Ważnym przejawem wady odstraszania, wady obarczającej złe przepływanki spławikowe, jest zbyt duża oporność spławika, którą łatwo wyczuwają ryby lękliwe i błyskawicznie porzu­cają przynętę. Wszystkie łowieckie zabiegi wędkarza kończy hol ryby. I w takich sytuacjach wędka powinna podołać jej sile, inaczej bowiem jest wędką słabą. Czy oznacza to, że ma ją cechować wyraźna masywność kon­strukcji? Sugerując się tym narazilibyśmy się wszystkim wcześniej wymienionym cechom pożądanym, tj. sygnalności, ciętości i minimalnej odstraszalności. Będziemy zatem szukać kompromisu, wykorzystując wszystkie możliwości ukryte w jakościowych cechach sprzętu oraz w umiejętnościach łowieckich wędkarza. Dopiero połączenie ich wpłynie na wysoką sprawność mechaniczną wędki. Jak zapewnić przepływance komunikatywność i ciętość? Na ry­sunku 41 przedstawiono pięć sytuacji, w jakich często znajduje się spławikową przepływanka i ryba. Rys. 41. Zachowanie się ryb wobec przynęty, a ruchy spławika i Spławik S - korkowa kulka - spoczywa biernie na powierzchni wody: znak, że przynętą nie interesuje się żadna ryba. Możliwe tego przyczyny: wędka (lub wędkarz) odstrasza, niewłaściwa przynęta, nie-głodna ryba, żle wybrane łowisko, nieodpowiednia pora itp. Niezdecydowane ruchy drgające spławika: jakaś ryba zaintereso­wała się bliżej przynętą, „skubie" ją. Jeżeli drgania ustają, może to zna­czyć, że przynęta nie przypadła rybie do gustu, że kłuje ją ostrzem haczyka albo odstrasza dużą opornością. Spławik zanurza się w wodzie - sytuacja jasna - ryba wzięła! Teraz wiele zależy od ciętości wędki: spóźnione lub osłabione zacięcie prze­kreśli szanse wędkarza. Spławik wykonuje ruch posuwisty po powierzchni wody. Oznacza to, że ryba chwyciła przynętę i oddala się z nią ruchem poziomym. Trzeba zaciąć! Niedoświadczeni zwlekają, honorując tylko skrycie się spławika pod wodą; pozbawieni skrupułów postępują podobnie, czekają jednak na połknięcie haczyka. Ryba wzięła przynętę, a jednak spławik nie wykonuje przez dobrą chwilę żadnych wyraźniejszych ruchów. Znaczy to, że wędka jest nieko­munikatywna! Dzieje się tak często, gdy ryba (np. leszcz) podnosi przy­nętę do góry. Zabezpieczeniem przed tego rodzaju sytuacjami jest spławik stojący, o wydłużonym kształcie, ściągany do pozycji pio­nowej siłą nurzącą obciążenia (rys. 42). Spławik stojący najczulej przekazuje sygnały wtedy, kiedy żyłka roz­pina się pod nim w sposób, który można by nazwać zwisem obciążonym (rys. 43). Co prawda, warunek ten spełniają w różnym stopniu pierwsze dwie wędki, przedstawione na rysunku 44, a przecież ta, która ma krótsze Rys. 43. Krótka droga - szybki sygnał; ta zasada ma moc uni- » wersalną i odnosi się do wszystkich wędek, również bezspławi-kowych ramię przyponu (p) jest bardziej sygnalna. Łatwo więc zauważyć, że wyższe lub niższe ulokowanie ciężarka wywiera istotny wpływ na łow-ność wędki. Z każdym wydłużeniem przyponu (przesunięcie ciężarka wyżej) wędka traci na jakości. Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa, kiedy poza położonym na dno długim przyponem zwisa duzy luz żyłki pod spławikiem (rys. 44). Rozpatrując drugi warunek wysokiej sprawności przepływanki - cię­tość - zauważmy, że nie zawsze idzie ona w parze z komunikatywnością (sygnalnością). Na rysunkach 45 i 46 wykazano, że w pewnych sytua­cjach wszystkie wędki spławikowe - od lekkiej uklejówki do ciężkiej poruszenie sygnalizuje spła- j wik) Rys. 44. Wrażliwość (sygnalność) wędek spławikowych zależy od wiel­kości luzu żyłki pod spławikiem oraz od długości przyponu(p); ramię przyponu wyznacza przestrzeń, w której ryba może bezkarnie manewro­wać przynętą, prawie bez poruszania spławika. Wniosek: idealnie sygnalną jest wędka, w której przynęta występuje blisko obciążenia bądź sama odgrywa jego rolę (o czym należy pamiętać przy łowieniu karasi i linów) Rys. 45. Największą ciętość wędki zapewniłby sobie wędkarz, który zdołałby rozsnuć żyłkę po linii prostej między szczytówką a rybą; tego ideału się nie osiąga, lecz zbliżać się do niego przecież trzeba Rys. 46. Spławik wyostrza komunikatywność wędki, zmniejsza natomiast lub czyni wręcz problematyczną jej ciętość, co zależy od odległości, na której łowimy (W-S) oraz od głębokości podania przynęty (S-R) szczupakówki - obarcza kardynalna wada: zacięcie wykonywane na sygnał spławika następuje dopiero po czasochłonnym skróceniu żyłki nad spławikiem oraz po sprowadzeniu jej z sytuacji W-S-R do sytuacji W-R (rys. 46). Znaczenie tej wady rośnie, m.in. w miarę powiększania się odległości między spławikiem a szczytówką, aż w końcu przekreśla możliwość skutecznego zacięcia ryby. Jeżeli także uwzględnimy, że położona na wodę żyłka przykleja się do niej i przytapia w niej, a ściągany ku wędkarzowi w ruchu zacinania spławik również stawia opór swym bocznym przekrojem, wtedy łatwo sobie uświadamiamy, że ciętość tak użytej wędki jest bardzo wątpliwa, choć komunikatywność wysoka. Na rysunku 47 przedstawiono dwie wędki-przepływanki w płynącej strudze wody. Pierwsza (A) jest oczywiście wymyślona - nawet użycie ciężkiego ołowiu dennego nie rozpięłoby jej na podobieństwo cięciwy. Nie jest jednak bezużyteczna, posłuży za idealny model przepływankom realnym (np. wędce 8), bo ciętość jej trzeba uznać za wzorową. W porównaniu z nią przepływanka 8 odchyla się w kilku miejscach od „ideału". Charakteryzują ją mianowicie trzy niekorzystne wygięcia żyłki: prawie nieznany wodom stojącym podwodny żagiel -Ż, fałda żyłki przy przyponie - F, zwis żyłki głównej powyżej spławika, a także ewentualnie swobodne wyłożenie jej na lustro wody - L (wygięcie spowodowane przez prąd powierzchniowy). Każde z nich może być mniejsze lub więk­sze, powstać z obiektywnej konieczności albo z winy wędkarza. Dwa podwodne luzy (Ż i F) są w znacznym stopniu nieuniknione i zależą od siły prądu oraz głębokości łowiska (rys. 48), choć nie bez wpływu na nie pozostaje i wędkarz; luzy występujące nad spławikiem (L) to już prawie wyłącznie jego sprawa. Jeśli wędkarz chce zbudować przepływankę łowną, tzn. komunikatywną i ciętą, musi umieć wybrać jej najkorzystniej­szy wariant w danym, konkretnym łowisku (najmniejsze luzy żyłki pod Rys. 47. Przepływanka w nurcie: A -tak ustawiają się wędki rzeczne tylko w wyobraźni. B - ustawienie wędki rzeczywistej; L - luz żyłki pro­wadzącej (nad spławikiem), Ż - wy­gięty przez prąd ,,żagiel" pod spła­wikiem, F - przyponowa fałda żyłki, C-C - linia skutecznego zacięcia B fc Rys. 48. W jednakowo głębokiej wodzie (A i B) traci na ciętości ta wędka, którą łowimy w silniejszym prądzie (A); w prądzie o jednakowej sile {A i C) korzystniejsza dla łowności wędki jest woda płytsza (C) spławikiem), a potem odpowiednio taką wędką operować (minimum luzu nad spławikiem). W tym celu należy: 1 obciążenie wędki właściwie dostosować do siły prądu, do niego zaś dobrać równoważący spławik; 2- nadać właściwy kształt obu elementom; 3- w stosunku do głębokości wody i siły prądu dokładnie ustawić „grunt", tj. odległość na żyłce między spławikiem a obciążeniem; 4- przypon skrócić do rozmiarów dopuszczalnych; 5- maksymalnie skracać żyłkę między szczytówką a spławikiem, pro- wadzić spławik „na krótkiej żyłce", przyhamowywując jego bieg. Ciętość przepływanki zwiększa się przy łowieniu w wodzie płytszej, spokojniejszej, na małych gruntach albo ze stanowisk na wysokim brze­gu.
  • Części składowe przepływanki a jej łowność

    Wędzisko. Sprawia to wyłącznie ład formalny, a nie uznawana przez autora hierarchia rzeczy, że w pierwszej kolejności rozpatrujemy nie­wątpliwie najbardziej okazałą część składową wędki, nieocenioną w pożyteczności, ale i wywyższaną ponad miarę. Autor nie ma naturalnie nic przeciwko pięknym, sprawnym, wspaniale leżącym w dłoni kijom. Jeżeli jednak wypowiada się o nich z pewnym przekąsem, to odpowie­dzialność za tę sytuację ponoszą ci, którzy opisując sposoby łowienia ryb określonego gatunku, zaczynają swą pracę od charakterystyki wędziska. Taki porządek bardzo myli młodych wędkarzy, uczy fetyszyzować sprzęt, a nie doceniać łowieckiej sztuki. Mimo wszystko jednak wędzisko jest ważnym elementem w zespole przepływanki i jego cechy rozmaicie oddziaływają na łowność wędki. Na przykład sygnalizowana już koniecz­ność prowadzenia spławika na krótkiej żyłce zwraca natychmiast uwagę na długość kija. Z tego samego powodu pośpieszna myśl każe zdecydowanie dyskwalifikować wędziska krótkie, a wyróżniać najdłuż­sze. Postulat najdłuższego kija nie zawsze jednak może być spełniony w praktyce: o ile wędzisko bardzo długie byłoby doskonałe przy łowieniu z otwartego brzegu (przez wzgląd na potrzebę ukrycia się), to już na brzegu zadrzewionym albo w czasie łowienia z łódki staje się zawadą. Uznajmy więc, że długość około 3,5 m stanowi właściwy wymiar dla wędzisk o różnym przeznaczeniu. Bardzo ważną cechą łowności wędziska jest jego lekkość. Kijem ciężkim nie sposób długo operować bez dotkliwego bólu ramienia, nie­możliwe jest też wykonać szybkie zacięcie. Wybierając więc wędzisko, zaraz po otaksowaniu długości, badamy jego wagę; najpiękniejsze, lecz zaledwie tylko trochę za ciężkie trzeba zdecydowanie odrzucić albo przeznaczyć do irnych technik, a nie do jednoręcznej przepływanki. Długość i lekkość wędziska to warunki bezwzględne, ale tylko wstęp­ne. Dopiero zdolność do szybkiego - pod dyktando wędkarskiego ref­leksu - zacięcia przesądza o łowieckiej jakości kija, o jego ciętości. Ciętość zaś lokalizuje się przede wszystkim w szczytówce, tj. najwyższej części kija. Szczytówkę powinna cechować odpowiednia sprężystość; zbyt sztywna bardzo utrudnia dostatecznie dalekie i celne zarzucanie wędki, zbyt miękka... Jak pracuje przesadnie miękki szczyt kija? Otóż w momen­cie zacięcia, mając do pokonania stawiany żyłce i spławikowi opór wody oraz opór, jaki postawi haczykowi zbita tkanka rybiej wargi, najpierw sam wygnie się miękko, a dopiero potem - kiedy wędkarz przedłużonym zbędnie ruchem kija zaangażuje jego niższą, sztywniejszą partię - podej­mie z opóźnieniem wykonanie swego zadania. Wynikła stąd krótka opie­szałość w wykonaniu czynności zwykle wystarcza, żeby ryba, wyczu-wszy lekkie ukłucie haczyka, zdążyła odrzucić błyskawicznie przynętę. Tak więc zbyt miękka szczytówka jest wrogiem łowności; zmniejsza ciętość przepływanki. Wymóg stosowanej sprężystości odnosi się oczywiście do całego kija, z zastrzeżeniem, że powinna ona równomiernie maleć, w miarę jak idąc w kierunku dolnika powiększa się jego średnica; w bezpośrednim pobliżu uchwytu może już być prawie nieodczuwalna. Omawianą cechę opisuje się bardzo trudno, jeżeli nie chce się hobbystycznej wiedzy zamienić w akademicką dyscyplinę. Zwykle poprawną sprężystość kija zapewnia jednorodność materiału, z którego został wykonany oraz odpo­wiednia zbieżność (spad, konusowatość); w przypadku bambusa-zdążająca od średnicy około 2,5 mm w górze, między kolankami, do około 2,5 cm w uchwycie. Oto kilka typów wędzisk różnej sprężystości (rys. 49). Kij sztywny (A), przeciwstawiwszy się zwycięsko pierwszemu ata­kowi, nie łagodzi sprężystością szczytówki oraz swej części środkowej potężnych uderzeń ryby, co doprowadza w sposób nieunikniony do zerwania żyłki już w pierwszych sekundach walki. Tego typu kij, zwany „dyszlem", może się ewentualnie nadać na drążek do podrywki. Kij ze zbyt miękką szczytówka (B) gwarantuje jej złamanie u podstawy już w pierwszym silniejszym starciu z grubą rybą, a także z zaczepem. Kij bardzo miękki (C), sprężynujący łatwo na całej prawie dłu­gości, jest bez porównania lepszy od typów A i 6, jeżeli tylko nie usztyw­niają go miejscowo zbyt długie lub wadliwie osadzone skuwki (nasunięte siłą na przystrugane lub przypalone końce łączonych części). Bez tych wad, przy naturalnej dla siebie dość małej ciętości, miękko amortyzuje ataki szczęśliwie zaciętej ryby. Wymaga jednak czujnego operowania zapasem żyłki w kołowrotku, zwłaszcza w momentach, kiedy ryba w ucieczce zdoła przygiąć kij zbyt nisko, aż do miejsca jego największego usztywnienia. W takich wypadkach odporność (moc) całej wędki spro­wadza się wyłącznie do wytrzymałości żyłki. Rys. 49. Różne ugięcia wędzisk: A - kij sztywny, fi - kij ze zbyt miękką szczytówka, C - kij bardzo miękki, D - kij o prawidłowym rozłożeniu sprężystości Kij o prawidłowym rozłożeniu sprężystości (D) pod dużym obciążeniem przybiera kształt przedstawiony na rysunku. Nie jeden raz budzi on podziw, że tak dzielnie sobie radzi z naporem prawdziwie moc­nych i energicznych okazów, wielokrotnie zdawałoby się przewyższają­cych jego fizyczną wytrzymałość. Jak z powyższego wynika, sprężystość kija stanowi nie tylko jego ciętość; jest ona też bardzo ważnym czynnikiem systemu asekura­cji całej, dynamicznie obciążonej wędki. Ta druga rola często bywa nie dostrzegana nawet przez kończących wędkarski nowicjat. Winą za stra­cone okazy obarcza się przeważnie żyłkę, złamanie zaś kija w czasie holu uznaje się z zasady za dowód niezwykłych rozmiarów zbiegłej ryby, a nie Rys. 50. Ozdobnik graficzny ze znanego polskiego podręcznika wędkar­skiego mimo woli żle doradza w sprawie holowania grubych ryb za skutek jego wadliwej sprężystości albo nieumiejętności łowieckich wędkarza. Jak powinien trzymać wędkarz „pracujące pod rybą" wędzisko, żeby najpełniej wykorzystać jego amortyzujące właściwości? Zasada brzmi: utrzymywać je pod kątem 50-80° w stosunku do zwierciadła wody, gdyż w takiej pozycji wykazuje się ono maksymalną sprężystością. Przez cały czas walki z rybą uważamy, żeby wędzisko nie przyjęło pozycji poziomej ani pochylonej ku wodzie, nie ustawiło się w jednej linii z napiętą żyłką - w tej sytuacji jego zdolność amortyzacji ma wartość zerową (rys. 50). Nie­korzystne jest też trzymanie kija zbyt wysoko, z podaniem szczytówki poza plecy wędkarza (jak to często widzimy na efektownych rysunkach). W takim ustawieniu wędzisko pracuje „na łamanie " - sprężynuje twardo, przeciąża podstawę szczytówki i miejsca przy skuwkach. W rezultacie może ulec złamaniu, zwłaszcza gdy wędkarz zdążył już wziąć rybę na krótką żyłkę i doprowadził ją w swoje pobliże. Zasada zachowania odpo­wiedniego kąta obowiązuje również przy holu bocznym oraz próbach wyrwania wędki z zaczepów. Jedną z ważnych umiejętności łowiącego jest, już w sekundę po zacięciu i odczuciu dużego oporu zahaczonej ryby, odruchowe ustawie­nie wędziska w pozycji „bojowej", tzn. podniesienie szczytówki do góry z równoczesnym wypuszczeniem (kontrolowanym) metra-półtora żyłki z kołowrotka. W takich sytuacjach instynkt zwykle podpowiada źle - skła­nia do twardego przeciwstawienia się rybie, co kończy się dla wędkarza katastrofą. Żyłka - cechy i zachowania. Dobrą żyłkę ma wędkarz w wysokiej estymie, chroni ją, boleje jak sknera z powodu każdego straconego metra. Wokół żyłek narosło też wiele legend. Jedna z nich polega na przeświadczeniu, że ta która wywodzi się z renomowanej firmy jest nie do zerwania i zdarcia. Ci, którzy zostali zwiedzeni legendą, doznają często z tego powodu strat materialnych i moralnych. Prawda bowiem bywa nie jeden raz inna niż nadzieja. Drogie żyłki z importu okazują się zwykle dobrymi pod warunkiem, że są nowe; magazynowane za długo szybko tracą na wartości i w takim, stanie bywają nierzetelnie wprowadzane na rynek. Poza tym znamionuje je zwykle duża wrażliwość na kontakt z wodą; już w trakcie sezonu okazują się nie lepsze niż tanie żyłki krajowe. Wniosek: nie należy ulegać magii dobrze brzmiących nazw. Odzierając się ze snobistycznych złu­dzeń, sprawdzajmy niedowiarkowato jakość kupowanych żyłek zagra­nicznych i krajowych. Sprawdzajmy je prostą metodą rwania: raz żyłki prostej, drugi raz zawiązanej na zwykły supeł. Zauważmy, że kolejna legenda polega na przeoczaniu faktu, iż moc żyłek nie wyraża się wyłącznie w ich odporności na obciążenia statyczne, tj. narastające równomiernie lub stałe. W warunkach łowiska, podczas szarpaniny i walki z okazałą rybą, bardziej interesuje nas inna odmiana wytrzymałości - odporność na obciążenia dynamiczne, tzn. gwałtowne, uderzeniowe. Ta właśnie cecha żyłek zwykle nie nadąża za pierwszą, a niezbędna jest, kiedy zacinamy rybę zbyt silnie, zbyt twardą szczytówkę albo kiedy ryba w czasie holu zaskakuje szturmowym dublem. W takich sytuacjach cała wędkarska sztuka walki polega na oszczędzaniu żyłce i wędce twardych ciosów, na „rozmiękczaniu" naprężeń dynamicznych przez oddanie kawałka żyłki z kołowrotka, przez dopuszczalne pochyle­nie wędziska. Sprzyja również wędkarzowi umiarkowana elastycz­ność żyłki. Najtrudniejsza do obalenia legenda tkwi w przekonaniu, że o odpor­ności całego wędkowego zestawu decyduje głównie lub wyłącznie gru­bość żyłki. Podważają ją zdarzenia wyjęte z łowieckich przygód wielu wędkarzy. Na przykład, dużą brzanę (3,20 kg) autor złowił na przypon o średnicy 0,20 mm wykonany z krajowej żyłki (i leżący już 10 lat w zapa­sach), dowiązany do żyłki głównej 0,30 mm, również krajowej i nie pier­wszej młodości. Przyczyną powodzenia był kij miękki, dobrze amortyzu­jący uderzenia. Inny przypadek: żyłki poddawane próbie wytrzymałości rwały się jak bawełna. Wbrew smutnemu stanowi rzeczy, a przez roz­targnienie wędkarza, na jednej z takich „sparciałek" wypadło mu holo­wać suma. Przy możliwościach tego gatunku ryba nie należała do zbyt imponujących, ale w zestawieniu z możliwościami żyłki-staruszki (0,35 mm) był to kolos (4 kg). Znalazł się ostatecznie w siatce, gdyż nie został dopuszczony choćby do jednego ostrego i siłowego starcia z żyłką. Optymistyczna wymowa przytoczonych zdarzeń pozwala twierdzić, że zupełnie możliwe jest udane łowienie grubych ryb, na niezłe i niezbyt grube żyłki. Warunek powodzenia polega na umiejętnym skoordynowa­niu dobrych cech wędziska, żyłki i wędkarza. Obowiązuje zaś zasada: im słabsza żyłka, tym bardziej miękki kij; im sztywniejszy kij, tym mocniejsza żyłka. I zawsze czujny wędkarz. Nie zapominajmy w tym miejscu o koło­wrotku, którego główne dobrodziejstwo nie polega na magazynowaniu zapasu żyłki, ani nawet na wykonywaniu dalekich rzutów, często unie­możliwiających skuteczne zacięcia; on przede wszystkim pozwala ude-likatnić nasz sprzęt, uczynić go bardziej niezawodnym w holu i mniej odstraszającym podczas wabienia choćby grubej ryby na haczyk. Budując łowne wędki, dążymy do optymalizacji materiałowej i użytko­wej każdej ich części. W tym dążeniu przejawia się kawał naszej łowie­ckiej kultury. Warto więc znać wady żyłek oraz uświadomić sobie ich wpływ na łowność i odporność wędki. Oto próba ich uchwycenia: zbyt mała wytrzymałość w stosunku do grubości - zły materiał; 0 przesadnie mała wytrzymałość w miejscu węzła; 0 nacięcia, miejscowe zgniecenia, przypadkowe supły; « sztywność lub przesadna rozciągliwość; 0 jaskrawa biel - kolor obcy w środowisku; 0łatwe nasiąkanie wodą i tonięcie przy położeniu na wodę; 0 skłonność do utrwalania zwojów i zniekształceń liniowych; 0zbyt szybkie tracenie pierwotnych właściwości (starzenie się); 0 łatwość przecinania się na ostrych krawędziach. Uświadomienie sobie ostatniej wady kosztowało autora utratę gru­bego suma: zagraniczna żyłka, niebywale odporna na rwanie nawet po zawiązaniu w supeł, trzaskała „na sam widok" czegoś ostrzejszego, a sumy mają jednak ząbki. Tylko żyłka idealna, tzn. nierzeczywista, nie ma żadnej z wymienio­nych wad. My zadowalamy się realną, byle dość mocną, dobrze znoszącą naprężenia na węzłach, miękką i w miarę sprężystą, nie tonącą i o barwie maskującej. Na rysunku 51 przedstawiono dwie przepływanki: obie mają jedna­kowe obciążenia i spławiki, obie są prowadzone tym samym przepływem w identyczny sposób, a przecież zachowują się odmiennie. Jeszcze bar­dziej różna jest ich łowność. Gdzie tkwi tajemnica? Kryje się ona w fakcie, że przepływanka a ("fruwająca,,) wykonana została z grubszej żyłki, niż przepływanka b. Przeoczenie lub niedocenienie wpływu grubości żyłki na zachowanie się wędki w prądzie rzeki kosztuje nas wiele; na „fruwającą przynętę" nie weźmie żadna poważna ryba. Z pozoru mamy tu do czy­nienia z nic nie znaczącymi różnicami w średnicach żyłek. Stanowią one zaledwie ułamki milimetra. Jeżeli jednak pomnożymy którąś z nich przez odległość między spławikiem a ciężarkiem, to okaże się, że prąd ma na co przeć i to z tym większą siłą, im prędzej płynie. W pewnych warunkach siły tej wystarczy, żeby wydąć żyłkowy „żagiel", a także oderwać obciążenie i Rys. 51. Dwie przepływanki, prawie identyczne, gdyż różnią się jedynie grubością żyłek, ale ich zachowanie w wodzie oraz łowność mogą się okazać bardzo różne: a - przepły­wanka o grubszej żyłce, b - przepły­wanka o cieńszej żyłce a b przynętę z dna i nieść ją wysoko w nurcie. Ta sama siła przesuwa nawet ciężkie wędki gruntowe, spycha je pod brzeg. Spławik i obciążenie. Spławik jest uroczym elementem wędki, lecz może występować także w roli zakały - straszaka oraz przeszkody przy zacinaniu ryb. Z krytycznego potraktowania go wynika bardzo ważny postulat: korzystajmy tylko ze spławików stawiających rybom naj­mniejszy opór. Myśl słuszna, ale czy nie wynika z niej, że należałoby wykonywać spławiki raczej z materiałów ciężkich, byle pływających? Ten kierunek rozważań wiedzie do nikąd. Może więc korzystać ze spławików najmniejszych? Zdecydowanie tak! Tylko kłopot w tym, że rzeka wymaga obciążeń i to obciążeń często znacznych, zwłaszcza przy łowieniu ryb bytujących w prądach przy dnie. W konsekwencji, narzuca nam dość duże i z lekkiego materiału wykonane spławiki, będące w stanie podołać obciążeniu... Dotarcie rzemiennym dyszlem do obciążenia przepływanki wprowa­dza nasze poszukiwania najmniej opornego spławika na właściwą drogę. Wydaje się, że pozwala ono użyć (bez obawy o oporność) dowolnie dużego spławika, byle tylko wystarczająco obciążonego; byle tylko doprowadzonego do stanu równowagi, w którym siła wyporności korka równa się sile nurzącej ołowiu. Krańcową postać takiego „ideału" przed­stawiono na rysunku 52, z którego zarazem wynika, że wpadliśmy w pułapkę. 5g Rys. 52. Mamuci model układu „spławik-obciążenie" - mimo że doskonale realizuje zasadę zrówna­nia wyporności spławika z siłą zata­piającą ciężarka i z pozoru zdaje się być gotów sygnalizować najmniej­sze nawet dociążenie - w żadnym wypadku za wzór wędkom służyć nie może i Otóż rzeczywiście, dobrze wyważony spławik-beczka zostanie zanu­rzony przez zupełnie mały przyrost obciążenia, gdyż naruszy on stan równowagi, ale ile potrzeba na to czasu? Ryba, występująca tu w roli wspomnianego dodatkowego obciążenia, chwyciwszy przynętę, chce się natychmiast oddalić. Szarpie więc za spławik krótko, a ten (chociaż idealnie wyważony, to przecież wielki, beczkowaty) przeciwstawia jej swą wielką bezwładność. Nie dość na tym - przy próbie zanurzenia napotyka też niespodziewanie duży opór ośrodka wodnego. Jak w końcu taką wędką nie przestraszyć ryby i jak nią wykonać zacięcie? Poszukiwany przez nas najmniej oporny spławik będzie więc przeci­wieństwem „ideału" z rysunku 52. Domyślamy się, że powinna cechować go mała bezwładność (tzn. trzeba go wykonać w odpowiednio małym wymiarze, z bardzo lekkiego materiału), dopuszczalnie niska wyporność (przez zrównoważenie go z koniecznym dla konkretnego łowiska obciążeniem) oraz hydrodynamiczny kształt (tzn. doskonała opły wowość). Aby zamienić domysł w użyteczny konkret musimy najpierw zoriento­wać się, jak silny jest przepływ wody w łowisku i jak jest ono głębokie. Następnie do tego łowiska dostosować obciążenie wędki szybko spro­wadzające przynętę nad dno. Nie może być ono za lekkie, a jednocześnie nie za ciężkie. Dopiero na tej podstawie ustalimy najmniejszą, ale wystar­czającą wyporność spławika. Taki porządek rzeczy może się komuś wydać zaskakujący, ale w łowiectwie rzecznym jest jedynie prawidłowym. Wędkarz łowiący w wodach płynących nie zna więc spławika uniwersalnego, nie zna też w zasadzie spławików specjalnie przeznaczonych do łowienia ryb według gatunków lub wielkości. Konkretny spławik służy mu do łowienia w róż­nych co prawda łowiskach, ale zawsze o podobnej dynamice wody, do których został odpowiednio dobrany pod względem wyporności (wiel­kości) oraz właściwie uformowany. Dopiero ewentualnie w następnej kolejce staje przed wędkarzem problem gatunków lub wielkości ryb, na które zagiął łowiecki parol. Zatrzymując się jeszcze przy sprawie wyporności spławika zauważa­my, że wielkość (objętość i wyporność) tej jego części, która w czasie łowienia wystaje ponad lustro wody, wyraża jednocześnie szkodliwy dla łowności wędki nadmiar: im go więcej, tym trudniej rybie przytopić spła­wik, tym wędka jest bardziej oporna i skuteczniej odstraszająca. Na rysunku 53 przedstawiono dwie wędki równo obciążone, ze spła-wikami jednakowo wypornymi. Czy charakteryzuje je także jednakowa oporność podczas zanurzania? Odpowiedź jest jednoznaczna. Nato­miast większy kłopot sprawia nam wskazanie najkorzystniej ukształto­wanych spławików z kolekcji na rysunku 54, choć są to formy pospolite, wypracowane w powszechnym doświadczeniu wędkarzy. Nim zdobę­dziemy się na wybór, spójrzmy na rysunek 55. Wszystkie przedstawione na nim bryły, choć tak różnią się wielkością, to przecież zarówno naj­mniejsza z nich, jak i największa (kropla) stawiają jednakowy opór wod- A W Rys. 53. Dwa spławiki jednakowej wyporności jednakowe dźwigają ciężarki, aie bardziej oporny, przez co i odstraszający, jest spławik krążkowy Rys. 54. Takie m.in. spławiki ofe­rują wędkarzowi producenci; czy znajduje się wśród nich uformo­wany najbardziej celowe? nemu ośrodkowi. Wniosek stąd nasuwa się sam: poszukiwany spławik najmniej oporny powinien się również upodobnić do kropli. Na domiar ma być skierowany nie ostrzem w dół, jak każe nawyk i tradycja, ale atako­wać toń zaokrąglonym czołem (rys. 56). Haczyk. Producenci bardziej z myślą o klientach niż rybach wypu­szczają go na rynek w konstrukcjach, kształtach i rozmiarach przekra­czających poziom nawet wysoko kreślonych potrzeb łowieckich. Nas interesuje typ najprostszy i najbardziej popularny: jednogrotowy, łopat­kowy. W zasadzie rybie nie pozostaje wiele szans, gdy już solidnie weźmie go do pyszczka: krótkie zacięcie zwykle kończy się dla niej smutno. Może się także obawiać zacięcia zewnętrznego, mimo że przytomnie ujęła przynętę, pozostawiając ostrze poza pyskiem. To już niestety kwestia pecha. Częściej jednak w takich wypadkach udaje się jej uniknąć węd­karskiej siatki, a wędkarzowi przysporzyć pustego zacięcia. Pustych zacięć przytrafia się wykonać sporo każdemu z nas. Gdzie kryją się ich przyczyny? wody największy opór? Wybierając właś- Rys. 56. Nadamy spławi- ciwy kształt spławika pamiętajmy, że pio- kowi kształt optymalny, gdy nowe jego zanurzanie (co wykonuje ryba), wykonamy go trzy razy dłuż- to nie tylko pokonywanie oporu ośrodka, szym od największej śred- ale i siły wyporu wody nicy (d) Zacięciom chybionym sprzyjają najpierw zbyt duże kęsy przynęty, pogarszające łowność wędki bez winy haczyka. Zacinanie w kierunku od głowy ryby, szczególnie kiedy wędkarz znajduje się od niej w znacznym oddaleniu, również zmniejsza skuteczność pracy haczyka, bowiem wy­rywa go rybie z pyska prawie w płaszczyźnie poziomej i w najdogodniej­szym dla niej kierunku (rys. 57). To spostrzeżenie skojarzmy z wcześ­niejszymi, wysnutymi z badania ujemnych dla łowności wędki skutków wynikających ze zbyt dużych luzów żyłkowych. Traktując tolerancyjnie kształt spotykanych w powszednim użyciu haczyków, przyjrzyjmy się ich dość częstym wadom. One bowiem rów­nież są przyczyną znacznej części pustych zacięć. Możemy więc być pewni, że haczyki o ciasnym kolanku i jednocześnie długim grocie sprzy­jają zacięciom pustym lub płytkim, że haczyki odgięte w kolanku są w CO Rys. 57. Jakie szanse ma haczyk, odpowiednio ostry, żeby zaciąć rybę? i nie zawsze 100%, skoro trafia się tyle pustych zacięć); wiele zależy od kierunku zacinania: a-e - możliwe kierunki zacinania, ale w przypadku e następuje wysmykiwanie haczyka rybie z pyszczka Rys. 58. Dobrze przywiązany haczyk charakteryzuje równoległe przyle­ganie jego ramienia (trzonka) do żyłki, tak jakby było jej przedłużeniem, co spełnia elementarny węzeł haczykowy (A); niedbale wykonany (6) wiedzie do błędów: 1 - haczyk nie układa się równolegle do żyłki, 2 -łopatka (główka) przeciera żyłkę i odchyla od niej haczyk, 3 - zbyt długi trok kłuje i odstrasza ostrożne ryby sposób oczywisty wadliwe, że wyposażone w zbyt długie ramiona (trzon­ki) działają jak dźwignie rozwierające rybie pyski, żeby wyłuskać z niego (bez wczepienia) grot i kolanko. Wadliwy sposób przywiązywania także wywiera ujemny wpływ na czepliwość i przenikliwość haka (rys. 58). Dobre haczyki charakteryzuje dość szerokie zagięcie kolanka, nie­zbyt długi grot z wyraźnie zaznaczonym zadziorem oraz niezbyt długie ramię. Całość powinna być wykonana z odpowiednio cienkiego drutu. Podstawowe zalety i wady haczyków nie kryją się jednak wyłącznie lub głównie w kształcie. Autor z własnego doświadczenia wie, jak długo wydawały mu się niewiarygodnymi informacje, że w czasie walki z silną rybą i żyłka, i szczytówka podoła obciążeniu, a haczyk potrafi się odgiąć (jeśli wykonano go z miękkiego metalu) albo złamać (jeżeli - z kruche­go). Wśród wszystkich jednak możliwych wad najczęściej spotykaną, zwykle niedocenioną, a gorzko opłacaną, jest najzwyklejsze stępienie ostrza - starcie go na dennych kamieniach i zaczepach lub ledwo pod palcem wyczuwalne złamanie. Tępy haczyk funkcjonuje fatalnie! Należy wiedzieć, że najbardziej cięta i korzystnie w stosunku do ryby ustawiona wędka przekazuje mu zaledwie część siły, jaką włożył wędkarz w wykonanie zacięcia (p. roz­dział o wędzisku). Na domiar owa część rozkłada się na dwie składowe: jedna z nich najzwyczajniej wyciąga haczyk rybie z pyska, a dopiero druga napiera na ostrze. Jeżeli więc pod działaniem tej szczątkowej siły ostrze nie wepnie się w tkankę, lecz drapiąc jest wyciągane, zacięcie nie nastąpi. Ryba szybkim otwarciem pyska, przy udziale ciągnącego za żyłkę wędkarza, błyskawicznie pozbywa się niebezpiecznego drobiazgu. Nie zdoła tego uczynić, gdy bardzo ostry haczyk nawet lekko wczepi się w pysk, gdyż ruch ciągnący wgłębi go (rys.59). Rys. 59. Wędkarz, prowadzący nurtem swą przepływankę, w zasadzie skutecznie zacina tylko z bliskiej odległości - sytuacja a. Udane również zacięcia mógłby wykonywać w sytuacji b, gdyby wleczona po dnie przy­nęta nie zniechęcała ryb do brania Kusząca korzyściami sytuacja c i wędka oddaliła się od wędkarza) często przynosi puste zacięcia, gdyż tu właśnie występuje wydzieranie rybie haczyka z pyszczka prawie po­ziomo (przeszkadza również prąd) Istotne znaczenie dla łowności wędki ma rozmiar użytego haczyka. Wbrew rozbudowanym systemom numeracyjnym, w praktyce stosujemy je zaledwie w kilku traktowanych z grubsza wymiarach. Te zaś dyktuje podwójna potrzeba: rodzaj stosowanej właśnie przynęty oraz wielkość pyska ryb, które chcemy łowić. Przeważnie więc wędkarz rozróżnia haczyki uklejowe - najmniejsze, na wielkość muchy; płodowe - na wymiar chruścika lub dwu ziaren pęczaku; linkowe - nieco większe od płodowych (i o szerszym - niż sugeruje nazwa - zastosowaniu), na których podaje się niewielkie dżdżownice; grochowe - o krótkim trzonku, złote, kryjące łuk kolankowy w ziarnie gotowanego grochu; rosówkowe -w dwu wymiarach, przeznaczone na okonia i węgorza oraz - żywcowe (często z uszkiem) do połowu ryb drapieżnych. Osobnym zagadnieniem są haczyki kotwiczkowe. Na haczyku skończyliśmy krytyczny przegląd rzecznej przepływanki. W każdym innym wypadku, np. montowania wędki przeznaczonej do łowienia konkretnych ryb, właściwie od niego trzeba rozpoczynać myś­lenie i pracę; a ściślej - od przynęty.