O błystce aneksowo
Parę uwag do elementarza
Metoda i wędka. Wędkę spiningową zna każdy wędkarz; nawet nowicjusz, dla którego często jednym z pierwszych nabytków jest elegancki kij rzutowy z dobrym kołowrotkiem. Powiedzmy tylko, że wędka spiningową (od tej pory nazywać ją będziemy wyłącznie rzutką) stanowi podstawowe narzędzie służące do uprawiania łowieckiego sportu metodą zwaną często już po polsku rzutową, a z angielska - spinin-g i e m.
Zgodnie z powszechnym wyobrażeniem metoda ta polega na wyrzucaniu w kierunku domniemanych stanowisk ryb sztucznej przynęty w postaci blaszanej rybki z haczykiem oraz na wprowadzaniu tej rybki w powabny dla drapieżników ruch podczas jej powrotu do wędkarza. Powszechne wyobrażenie zbliża się do prawdy tylko w części odnoszącej się do techniki podawania przynęty w łowisko, natomiast niezbyt
Rys. 170. Typy sztucznych przynęt ciągnionych; A - błystki właściwe: a -wahadłowa, b - wirowa; B - lekki wobler z drewna lub masy plastycznej z oporową łyżeczką (t), umożliwiającą głębokie jego prowadzenie; C -ciężki metalowy dewon na bystre wody pstrągowe
trafia w sedno, kiedy jako jedyną przynętę rzutową wskazuje uzbrojoną w haczyk blaszaną rybkę - błystkę (błystka nie „błyskotka", tj. tania ozdoba błyszcząca, i nie „błyszcz", czyli środek nadający błysku, i nie „błysk", oznaczający lśnienie).
W istocie, na końcu rzutowego zestawu często stwierdzamy obecność „blachy", ale równie dobrze może tam występować ciężka wirująca wokół osi rybka turbinkowa, tj, używany w bystrych rzekach łososiowych de won (rys. 170). Metalową rybkę może doskonale zastąpić lekka rybka z drewna lub plastyku, a więc stosowany w wodach stojących lub w powolnych przepływach, poruszający się rozkołysanym ruchem wo-bler. Inną sztuczną przynętą wykonaną z miękkiego i elastycznego plastyku bywa podobizna zwierzęcia służącego za pokarm dla ryb: raczka, dżdżownicy, pęczka minogów, żabki lub myszy, a nawet coś nieokreślonego z kształtu, co wabi ruchem i barwą - coś bardzo wymyślnego albo zgoła tak prostego, jak np. kawałek pomarańczowego wentyla rowerowego nanizanego na haczyk (przynęta na okonie). Powszechnemu jednak wyobrażeniu najbardziej przeczy fakt, że właściwą dla rzutki przynętą nie musi być koniecznie rzecz sztuczna, że od blach i woblerów często lepiej służy naturalna martwa rybka. Możliwość zastosowania tej ostatniej wyraźnie pauperyzuje dość arystokratyczną do niedawna metodę rzutową, wskazując na jej bliskie pokrewieństwo z denka wędr&jącą.
Rzutka jeziorowa i rzutka rzeczna - jako technika łowiecka oraz jako odpowiadające jej narzędzie-to niekoniecznie ta sama rzutka. Najmniejsze różnice dostrzeżemy w narzędziu: identyczne kije, kołowrotki, żyłki oraz po części - przynęty; obecność prądu w rzece każe nam tylko sięgać po cięższe przynęty lub obciążać je dodatkowo. Większe odmienności przejawią się w bogatszym zestawie używanych w rzecznym łowiectwie przynęt, w dłuższej liście możliwych trofeów. Przede wszystkim jednak odmienność dwu rzutek polega na fakcie, że rzeka jest łowiskiem znacznie trudniejszym niż jezioro.
Zwróćmy tu jeszcze uwagę na pewne ogólne cechy rzutowej wędki. Jeśli chodzi o kij, to pomijamy opis jego budowy, rezygnujemy z wyliczania wariantów wymiarowych oraz materiałów, z których jest wytwarzany. Natomiast nawet w pobieżnym przeglądzie nie wolno nam przeoczyć jego bardzo ważnej właściwości zwanej akcją, tj. giętkości i sprężystości, gdyż od niej w dużym stopniu zależy łowność wędki.
Dlaczego tyle razy szczupak schodził mi z błystki? - pytają nawet doświadczeni wędkarze. Przyczyna i odpowiedź kryje się właśnie we wskazanej właściwości. Tak więc kije bardziej sztywne nie sprzyjają dalekim wyrzutom, lepiej jednak niż zdecydowanie miękkie pomagają czynić to celnie i - co bardzo ważne - dają ostre, przenikliwe zacięcia. Kij krańcowo miękki z cieniutką szczytówką przedłuża zasięg rzutów, za to zmniejsza ich celność i zdecydowanie źle wpływa na siłę zacięcia. To właśnie z winy miękkich wędzisk ryby schodzą z „blachy", a jeżeli kije dodatkowo współdziałają z przesadnie elastyczną żyłką itępą kotwiczką, ich wartość łowcza okaże się wątpliwa.
Między scharakteryzowanymi tu dwoma rzutowymi wędziskami, krańcowo i przeciwstawnie realizującymi wymóg sprężystości, występują typy pośrednie. Czytelnik - na podstawie wcześniejszych rozważań na temat wędzisk - łatwo oceni użyteczność poszczególnych kijów rzutowych w zależności od konkretnej sytuacji, od specyficznych, stawianych wędce zadań (wielkość ryb, kształt i budowa ich pysków, waga przynęt
A
B
NIE7 TAK NIE7
Rys. 171. Z elementarza rzutowca: A - prawidłowe przewinięcie ze szpuli zapasu na szpulę kołowrotka zabezpiecza żyłkę przed skręceniem i smutnymi tego następstwami; fi- na szpuli ani zbyt wiele żyłki (będzie się plątać), ani zbyt mało (krótkie rzuty); C- lot błystki i jego długość korygujemy - przyhamowujemy lub niekiedy zatrzymujemy raptownie, dotykając odpowiednio żyłki wskazującym palcem przy krawędzi szpuli (P) albo spodem lewej dłoni powyżej kołowrotka (D)
itd.). Wraz z tym spostrzeże, że również odpowiednio do ciężkości przynęty należy stosować właściwej śffednicy żyłki: najcieńsze (0,20-0,25 mm) do przynęt lekkich, takich jak małe wirówki, grube (0,40-0,45 mm) do najcięższych blach wahadłowych.
Początkujący spiningiści bardzo często popełniają typowy błąd, posługując się kołowrotkami o zbyt małej szpuli. Użycie ich ma sens wyłącznie wtedy, kiedy nawijamy na nie żyłki cienkie i miękkie, a kołowrotek ma dużą przekładnię (od tego zależy liczba obrotów szpuli przypadająca na jeden obrót korbki). Stosowanie małej szpuli i zbyt grubej do niej żyłki wyznacza najkrótszą drogę do tworzenia się „kołtunów", „ptasich gniazd" i „peruk" - udręki znanej wszystkim wędkarzom, zwłaszcza zaś tym, którzy niewłaściwie przewijają żyłkę ze szpuli fabrycznej na kołowrotek, usiłują zmieścić na niej nadmiar żyłki, lekceważą wszelkie małe pętle i skręty (rys. 171). Jeżeli na domiar wszystkiego nieświadomi rzeczy nowicjusze nabywają w celu łowienia na błystkę niewłaściwe do tego celu wędzisko muchowe - o miękkiej akcji i osadzie kołowrotka poniżej chwytu ręką - finałem będzie szybkie ich zniechęcenie się do metody rzutowej.
Błystkowe trasy. Błystka zarzucona nawet w spokojną toń jeziora nie powraca do wędkarza po linii prostej. Jej droga biegnie po łuku (rys. 172), i to tym większym, im większy opór stawia żyłce woda oraz im mniejsza jest masa błystki. Wygięcie łukowe żyłki szkodzi ciętości wędki, opóźnia i osłabia zacięcie. Sprawa posuwu błystki nie przedstawia się prosto nawet w spokojnej wodzie stojącej.
Rys. 172. Nawet w spokojnej wodzie jeziora błystka, ściągana w sposób równomierny i przy stałym nachyleniu szczytówki, nie pomyka po prostym torze (2), lecz zatonąwszy (1), zbliża się do wędkarza po torze 3 (gdy jest lekka, a żyłka gruba) albo po torze zbliżonym do 4, gdy wędkarz umiejętnie pracuje wędziskiem (pochylenia szczytówki) i nadaje właściwych obrotów szpuli kołowrotka; wcześniej zaś prawidłowo dobrał masę błystki i średnicę żyłki
Nad rzekami obserwuje się wręcz nagminnie, że wędrujący brzegami wędkarze bardzo często wykonują dosłownie po tysiącu rzutów - z zasady zbędnych, niedbałych, niecelowych - przenikniętych jedynie nadzieją na ślepy, przychylny im traf oraz troską o uniknięcie zawady. Taka metoda daje niewątpliwie dobre odprężenie, pozwala podziwiać krajobraz. Kto jednak chce wykorzystać wszystkie swoje szanse, ten musi w czas łowienia myśleć, wykazywać aktywność łowiecką - musi umieć dobrze prowadzić błystkę. Rygor ten obowiązuje ze szczególną mocą wędkarza rzecznego, który łowi wśród kaprysów prądowych, nie korzysta z rybnych górek śródjeziornych, skazany jest więc na uporczywe poszukiwania pojedynczych ryb i kunsztowne ich wyłuskiwanie z trudnych zwykle stanowisk. Intensywne myślenie oraz bardzo sprawne operowanie rzutową wędką, tj. celowe plasowanie błystki w łowisku i prawidłowe jej prowadzenie przez zmienne i niepowtarzalne układy prądów - to dwa warunki skutecznego łowiectwa rzecznego tą techniką.
W rozdziale „Rozmieszczenie ryb w rzece" uczyniliśmy spostrzeżenie, według którego ryba rzeczna żeruje pod prąd i w takim ustawieniu wypatruje przed sobą zdobyczy. Jak się teraz okaże, stwierdzenie to nie zawsze jest gotowe bronić.swej prawdziwości. Spójrzmy na rysunek 173 A. Przedstawiono w nim pole (ściślej przestrzeń) widzenia stojącej w nurcie drapieżnej ryby. Wynika z niego, że podczas biernej obserwacji przedpola uwaga ryby jest bardziej zwrócona na boki i skośnie do tyłu niż w przód. I słusznie; małe rybki bowiem wędrują przeważnie pod prąd, z tego więc kierunku najprawdopodobniej zbliżają się do czyhającego drapieżnika.
Sytuacja jednak się zmieni, gdy zauważone rybki przesuwają się do przodu, bo oto ruch soczewki drapieżnika sprawia, że w ślad za nimi zwiększa się pole ostrego widzenia właśnie z przodu, że wchodzi ono i obejmuje przestrzeń widzenia dwuocznego, tzn. przestrzennego (rys. 173 S). Tę przestrzeń ryba może również rozszerzać na boki przez odchylenie całego ciała w takim stopniu, w jakim pozwoli na to siła prądu (rys. 174). W przestrzeni widzenia jednoocznego drapieżnik rozpoznaje i ocenia ofiary, a przestrzeń widzenia dwuocznego najbardziej sprzyja celnym, skutecznym atakom.
Czy z tego wynika, że szczupak albo inny drapieżnik interesuje się (wyłącznie) obiektami podchodzącymi do niego z tyłu i boków? Jeżeli tak, to sugestia jest myląca. Jednakowo żywo zareaguje on na widok ofiary zauważonej przed sobą i wyjątkowo celnie ją zaatakuje. Wnioski wynikające stąd dla wędkarza, a szczególnie dla stosującego rzutkę, można sformułować następująco. Po pierwsze - ze względu na chęć zainteresowania ryby przynętą nie jest ważne, z której strony podprowadzimy do niej bystkę, byle tylko nie przechodziła ona przez pole nie objęte widzeniem, tzn. poza rybą. Po drugie - atak na błystkę nastąpi najprawdopodobniej wtedy, kiedy znajdzie się ona nie tylko w polu widzenia przestrzennego, ale także w odległości ataku skutecznego, pewnie nie dalej niż 2 m od pyska drapieżnika, na jego poziomie lub tylko nieco wyżej. Po
Rys. 173. Jak widzi drapieżnik swój świat podwodny: za ogonem (białe pole) nie widzi nic, po bokach widzi płasko, bo jednoocznie (pole kreskowane) i tylko część przestrzeni oglądanej dwuocznie (pole kratkowane) stanowi dla niego strefę widzenia przestrzennego, tym samym strefę celnych ataków; poza tym obrazy mogą mu się rysować z niejednakową ostrością (pola gęsto kratkowane lub kreskowane wyznaczają strefę widzenia ostrego, którą ryba umie przemieszczać); A - szczupak czyha, kierując swe zainteresowanie raczej na boki i ku tyłowi, 6 - szczupak patrzy przed siebie (wg Bogatyriewa za Opuszyńskim)
Rys. 174. Szczupak (i każdy inny drapieżnik) może rozszerzyć pole a-taku skutecznego, odchylając ciato na boki; w rzece ogranicza go w tym siła prądu
trzecie - traktując ostatni wniosek za przesłankę, warto wiedzieć, że błystka powinna kilkakrotnie penetrować określony fragment rzeki (pobliże stanowiska ryby), gdyż raczej rzadko wejdzie ona w strefę ataku celnego już za pierwszym razem (ataku tym mniej skutecznego, im większa jest siła prądowego „wiatru"). Po czwarte - najkorzystniejsza dla wędkarza sytuacja powstaje wtedy, kiedy błystka przechodzi szerokim łukiem przed pyskiem szczupaka, bo najdłużej pozostaje w strefie dobrego widzenia i skutecznego ataku (rys. 175). Natomiast przy równoległym (skośnym) ruchu i omijaniu strefy widzenia dwuocznego atak może nie nastąpić albo z powodu siły prądu okazać się niecelnym.
Rzuty równoległe do prądu. Zapominając na chwilę o rybie, zwróćmy uwagę, że błystka i żyłka zachowują się bardzo odmiennie, w zależności od tego, czy ruch ich odbywa się pod prąd czy z prądem. Przy prowadzeniu błystki pod prąd, za sprawą nieustępliwości wody oraz grubości żyłki powstaje mniejszy lub większy łuk więdkarskiej linki, znakomicie utrudniający zacięcie. Prowadzona w taki sposób błystka skłonna jest uciekać ze strefy przydennej pod powierzchnię wody, co nie zauważone lub nie docenione wiedzie do klęsk najpracowitszych wędkarzy. Poprawieniu sytuacji sprzyja większa waga błystki lub jej dociążenie mimośro-dowym ciężarkiem.
Kuszące nas korzyściami prowadzenia błystki z prądem w wielu sytuacjach okaże się nierealnym życzeniem. W czasie takiego spławia-
Rys. 175. W interesie wędkarza leży, żeby podawać drapieżnikowi błystkę w pole widzenia, a potem możliwie długo prowadzić ją przez pole skutecznych ataków (najlepiej ten warunek spełnia błystka c)
nia bowiem niektóre błystki nie wykazują ruchowej żywości, szybko opadają na dno i tam zaczepiają się o zawady, zwłaszcza gdy wędkarz wyposażony w kołowrotek o małej przekładni obrotów nie nadąża ze zwijaniem żyłki.
Rzuty poprzeczne. Błystka rzucona w jezioro powróci do nas po mniejszym lub większym łuku, zakreślonym w toni od dna ku powierzchni. W rzece pod działaniem prądu, niezależnie od takiego łuku, powróci do wędkarza inaczej wykreśloną drogą: po łuku poprzecznym w stosunku do prądu, wygiętym w zgodzie z ruchem wody, i to wygiętym najbardziej w punkcie, gdzie ruch wody jest najprędszy. Łowiąc w rzece metodą rzutową trzeba nauczyć się przewidywać te drogi, wyznaczać je błystce zgodnie z łowieckim zainteresowaniem, korygować prędkością nawijania żyłki, pochyleniem wędziska.
Jeżeli rzucając błystkę poprzecznie do nurtu (rys. 176) mamy w zamyśle złowić rybę nie w punkcie, który obraliśmy za cel rzutu (Cp), lecz gdzieś niżej, na trasie przypuszczalnego spływu przynęty, to taki rzut ma wszystkie cechy prawidłowego manewru łowieckiego. Gdybyśmy jednak celowali w ten punkt w przekonaniu, że właśnie tam stoi głodna ryba, popełnilibyśmy powszechnie obserwowany błąd: błystka, wywołując plusk, straszyłaby rybę albo osiągnęłaby łowną sprawność (głębokość
Rys. 176. Rzut błystki poprzeczny w stosunku do prądu: Cp - cel pomocniczy, w który wędkarz rzuca błystkę, S,- domniemane stanowisko ryby (krawędź obławiania - ważne dla wędkarza pojęcie)
zanurzenia, wyrównanie biegu) dopiero poniżej przypuszczalnego stanowiska drapieżnika. A przecież powinniśmy dać mu czas na dostrzeżenie, obejrzenie i pozytywne zakwalifikowanie przynęty w stanie jej pełnego powabu.
Z pojedynczego przykładu wydobądźmy uogólnioną treść: łowienie w rzece ryb drapieżnych techniką rzutową, jeżeli ma być skuteczne, nie powinno przypominać ślepego uczestnictwa w losowej grze; polega ono na wcześniejszym odgadywaniu stanowisk ryb, a potem na precyzyjnym doprowadzeniu do nich - w konkretnych warunkach prądowych i głębokościowych rzeki - przynęty w pełnej łownej formie i atrakcyjności, na poziomie i w odległości sprzyjającej celnemu atakowi. Ma więc o czym myśleć i na co zwracać uwagę rzeczny łowca operujący rzutką. W swych kalkulacjach, w napięciu wyobraźni i w łowczych zabiegach, pozostawmy jednak trochę miejsca niespodziance. Na przykład często zdarza się, że błystka przeszła bez rezultatu przez najpiękniejsze łowisko, a została zaatakowana tuż przy nogach wędkarza. Dlatego precyzyjne prowadzenie błystki na żądanej głębokości i wyznaczonej trasie, z przewidzianą prędkością ruchu, obowiązuje aż do osiągnięcia przez nią „przelotki na szczytówce".
Jeszcze nikt nie nauczył się z książki celnego operowania rzutową wędką. W jej opanowanie trzeba włożyć wiele praktycznych ćwiczeń, w tym częściowo na łące z rozbrojoną błystką przy żyłce, ucząc się najpierw umiejętności rzutów w ściśle zamierzonym kierunku, potem celności wraz z wygasaniem energii padającej na wodę błystki, aby nie wywoływała plusku.
Natomiast dużo mniej kłopotu sprawi właściwy dobór błystek i innych przynęt ciągnionych. Trzeba tu jednak dodać, że firmy produkujące sprzęt
wędkarski czynią wiele zamętu w głowach młodych adeptów wędkowania, wytwarzają w nich przeświadczenie o istnieniu cudownych błystek, zastępujących umiejętności wędkarza. W rzeczywistości podaż wielokrotnie przerasta potrzebę.
Dwie pozornie błahe rady końcowe. Pierwsza rada jest bardzo ważna: błystki i przypony wiązać tylko na czas jednej wyprawy i to bardzo starannie; mocniej przyciągnięte węzły odcinać z miejsca, nie żałować fatygi na ich powtórne zawiązanie.
Druga rada odnosi się do sposobów odczepiania grzęznących w dennych zawadach błystek, sprawiających wiele kłopotów rzecznym wędkarzom. Trzeba powiedzieć, że na zaczepy nie wynaleziono niezawodnych sposobów. Nie jest nim nawet - opisany w literaturze - ciężki, ołowiany pierścień, spuszczany na mocnym sznurku po żyłce, aż do wciętej w zawadę błystki. Jest on pożyteczny, lecz ciężki i niewygodny. Od biedy zastępuje go większy ciężarek denny ze sprężynującym dużym oczkiem. W wielu jednak lżejszych przypadkach można się bez nich obejść. Skuteczne mogą być sposoby proste, byle stosowane cierpliwie.
Przede wszystkim przy ugrzężnięciu błystki w kępach roślin należy wędkę ściągać nie pod prąd, a z prądem. W 90 przypadkach na 100 skutek jest pożądany. Przy zaczepach twardych postępujemy inaczej: napinamy żyłkę, a następnie szarpiemy ją palcem krótko i często jak za strunę gitary. Celem tych manewrów jest rozluźnienie grotu haczyka w materii zaczepu. Potem, dla uzyskania odrzutu błystki, napinamy żyłkę, a następnie gwałtownie ją zwalniamy. Po wielokrotnych powtórzeniach często udaje się uwolnić błystkę. A jeśli się nie uda? No cóż, na dnie rzeki spocznie jeszcze jedna oddana przyszłości pamiątka po małej przegranej wędkarza.
Ryby atakujące błystki
Szczupak. Należy on do najczęściej, wręcz wyłącznie łowionych na błystkę rybich drapieżników. Wiadomo: mało zabiegu, dużo mięsa. Wiemy, że cechuje go ostro przejawiający się odruch agresji oraz że ma bystry, wrażliwy na barwy wzrok. Dlatego, wybierając się z rzutką na szczupaka, dobieramy właściwe dla niego błystki. Bierzemy pod uwagę egzemplarze ozdobione barwnymi chwościkami przy kotwiczce. Przede wszystkim jednak pamiętamy o wrażliwej linii bocznej ryby; jej podrażnienie przez odpowiedni ruch przynęty bardziej sprzyja prowokowaniu ataku na „blachę" niż pstrokatość lub wymyślność. Już w czasie łowienia warto przyjąć za wskazówkę, że szczupak, ta żywa torpeda i samona-prowadzająca się na cel rakieta, atakuje z odległości około 1,5 m oraz że bardzo często najzwyczajniej pudłuje, mijając się z celem. Jeżeli w takim przypadku nie odczuje zbyt dotkliwie zderzenia się z błystką, najpewniej zaatakuje ją powtórnie. Rys. 177. Martwe rybki i dwa sposoby ich zbrojenia: A - na przenizany przez przynętę przypon wsunięta (wykonana z plastykowej folii) łyżeczka (t) oraz ołowiana (umocowana na przyponie zatyczką) oliwka (K); B -przesunięty przez rybkę za pomocą wędkarskiej igły sztywny przypon (w pierwszym wypadku ruchów chybocących nadaje rybce plastykowa łyżeczka, w drugim - łukowe wygięcie przyponu i rybki; w obu wypadkach konieczne użycie krętlika) Szczupaki w okresie intensywnego żeru mają zwyczaj bić dosłownie we wszystko, co się rusza. Dlatego przy ich napastniczym temperamencie dobór rzutowej przynęty nie sprawia kłopotu: dobre są błystki wahadłowe i wirowe, woblery, a także w sposób szczególny odpowiadają im martwe rybki na systemikach (rys. 177). Kiedy jednak z arsenału sztucznych przynęt musimy wybrać tylko podstawową i wystarczającą, będzie nią - zdaniem autora - srebrna błystka rybkokształtna, wahadłowa, dość ciężka, żeby się umiarkowanie chybotała i dobrze trzymała strefy przy-dennej, o długości około 10 cm. Zaleca się też przytłumienie jej żywego blasku (zmatowienie, malowanie łuski) oraz ozdobienie ostrej, dość dużej kotwiczki czerwonym chwościkiem z plastyku (pod nicianym haczyk rdzewieje). Błystki metalicznie żółte lub czerwonawe (mosiądz i miedź) sprawdzają się w wodach starorzeczy, w których oprócz szczupaka występuje także karaś, albo w rzekach o ciemnej wodzie. Nie zaleca się natomiast stosowania ekscentrycznych błystek wahadłowych zwanych niekiedy „wariatami", gdyż ich ruchy są nie do przewidzenia (p. rys. 179 -3). Taka zasada postępowania wynika z psychicznej i fizycznej ociężałości szczupaka. Jest on wolny od sportowych namiętności, zdaje się przekładać zdobycz gwarantowaną nad wątpliwą. Poza tym często nie trafia nawet w zwykły cel, czemuż więc utrudniać mu zadanie? Błystki prowadzimy na głębokości właściwej gatunkowi (p. rozdział o szczupaku). Uderzywszy w przynętę, drapieżnik zwykle zacina się sam, B gdyż chwyciwszy ją gwałtownie hamuje, chcąc zejść głębiej. Ponieważ jednak szczupak ma twardy, suchy pysk, trzeba koniecznie wykonać zacięcie, a nawet z czuciem dociąć go, to znaczy powtórzyć ruch zacinający. Przy doborze szczupakowej wędki rzutowej występują problemy techniczne. Przypon metalowy nie może być zmatowiały ani skorodowany. Niektórzy zastępują go więc kawałkiem grubej żyłki (0,50 mm). Autor wypowiada się za „drutem": nie zmniejsza on skuteczności wędki, a daje wędkarzowi pełną gwarancję, że nie zniszczy bez sensu ryby, „puszczając" ją z potrójnym hakiem. To prawda, że wędka bez stalowego przyponu staje się bardziej uniwersalna, chwytająca również sandacze i bolenie. Czy jednak za cenę wygodnej korzyści trzeba zwodzić siebie i innych twierdzeniami, że sama żyłka wystarczy i na szczupaka? Niekiedy dla dodatkowego obciążenia błystki (martwej rybki) zawiesza się nad nią, w odległości około 75 cm, ekscentryczny ciężarek, który nie zmniejsza łowności wędki, a nawet jej sprzyja, tj. pomaga poziomemu prowadzeniu przynęty. Okoń. Nad jeziorem okoń jest nie jeden raz samoistnym celem wędkarskich wypraw, nad rzeką bywa ledwie marginesem. Stanu tego nie musimy uznać za zasadny, gdyż i w rzece można złowić na rzutkę sporo ładnych pasiaków omawianą tu techniką łowiecką. Już użycie właściwej błystki często ujawnia obecność okoni o pokaźnych wymiarach. Najlepszą błystką na nie we wszystkich wodach jest wirówka, np. typu meps (oryginalna francuska lub podobna). Nim jednak obejrzymy ją bliżej, zatrzymajmy uwagę na innej, bardzo dziwnej z pozoru, przedstawionej na rysunku 178 ( 1 ). Oglądając ją, doznajemy uczucia zaskoczenia. Powodem jest jej dziwna budowa, sprzeczna z naturalnym układem ciała rybiego. Wydawałoby się, że okonie powinny atakować rybkę „właściwą", tzn. łyżeczkę-skrzydełko, a pomijać kotwiczkę. Rzecz ma się jednak inaczej: wirująca i błyszcząca łyżeczka zwraca tylko uwagę drapieżników, naprowadza na cel i zwiększa ich łowiecki wigor, natomiast przedmiotem ataku staje się „ogonek"-kotwiczka! Po tej prezentacji rozumiemy inne fakty z łowieckich wypraw, będące do czasu zagadką, a polegające na chwytaniu przez niewielkie okonki całych i niemalutkich kotwic przy zbyt wielkich na ich możliwości błystkach (np. szczupakowych). Okoń chwyta błystkę za „ogon". Podobnie dzieje się z wirówkami, np. w postaci mepsów. Otóż i w tej przynęcie drapieżnik atakuje nie całą błystkę lub łyżeczkę, ale występującą w roli obciążnika mosiężną tulejkę, zakończoną zdradzieckim haczykiem. Detalik wirujący odgrywa znów wyłącznie rolę wabia i stymulatora napastniczej aktywności. W tym miejscu rada: łowiąc na wirówki, choćby na oryginalne mepsy, nakładajmy na trzonki haczyków (jak w polskich błystkach tego rodzaju) plastykowe pierścionki o wabiącej drapieżniki barwie (pomarańczowe, czerwone); koncentrują one uwagę okoni i służą im za „punkt celowania". Rys. 178. Btystki okoniowe: 1 - „dziwna" błystka typu lax, 2 - błystka wirowa typu meps, odmiana Black Fury (czarna tarczka w żółte groszki), 3 - wirówka meps ze sztuczną rybką, 4 - plastykowa dżdżownica z małą wirówką Za najlepszą okoniową błystkę autor skłonny jest uznać mepsa Black Fury (rys. 178-2, 3). Jest to wirówka z czarnym skrzydełkiem w żółte groszki na zewnętrznej stronie i srebrnym od spodu, z kuperkiem pomarańczowej barwy korala oraz z mosiądzowaną na złoto dobrą kotwiczką. Niezłe są również polskie wirówki, pod warunkiem, że nie wyposażono ich w tandetne kotwiczki (zbyt małe lub z grubego drutu). Można je ciekawie malować. Wśród mepsów oraz błystek naśladowczych występuje specjalny typ przynęty. Konstruktor połączył w nim błystkę wirową z arcysolidnie uzbrojoną w haki atrapką rybki powierzchniowej, oddanej z dużym realizmem w miękkim plastiku. Jest to błystka bardzo łowna, skuteczna na różne drapieżniki. W innych przynętach tego rodzaju rybkę zastępuje plastykowa rosówka. Poza mniej lub bardziej wymyślnymi sztucznymi przynętami okoniowymi walorami łowności wykazują się niekiedy małe, wahadłowe błystki rybkokształtne. Doświadczenie autora skłania go do mniemania, że błystki koloru żółtego są w przypadku okoni skuteczniejsze od srebrnych. 1 2 3 Rys. 179. Błystki i przynęty ciągnione na bolenia: 1,2 i 3- rybkokształtne błystki wahadłowe, 4 - mała wirówka koloru białego, 5 - pióro uzbrojone w haczyk, 6 - „czerwony ołów" (jeszcze bez polskiej nazwy) Boleń. W statystyce złowień metodą rzutową boleń zajmuje prawdopodobnie trzecie miejsce - po szczupaku i okoniu. Jest to ryba trudna do łowienia również tą techniką i gdyby wędkarze pilniej przykładali się do błystkowych polowań na suma, pewnie łatwo by zeszła na miejsce czwarte. Najwłaściwszą i podstawową błystką boleniową jest dość mała, koniecznie srebrna lub biała błystka wahadłowa, upodobniona do 6-8-centymetrowej uklei, pozbawiona wszelkich dodatków w postaci przy-ponów z metalu, kółek łącznikowych i mimośrodowych ciężarków (rys. 179). Powinna ona być wyposażona w potrójną kotwiczkę, srebrną lub pobielaną, o większym rozstawie grotów niż szerokość samej błystki. Równie dobre, szczególnie w bystrzynach, będą mniejsze od niej krąpio-kształtne błysteczki wahadłowe - białe z dodatkiem szarości. Putrament łowił bolenie na mepsy i to one, długo skrywane jako łowiecka tajemnica, były przyczyną licznych, a nagłych zejść tych ryb, opisanych w boleniowych opowieściach. Stosując je, warto poddać próbom wirówki z białym skrzydełkiem i czerwonym korpusikiem (malowane własnym sposobem), z rzadkim pędzelkiem jasnej szczecinki przy kotwi- czce. Nie bez powodu mówi się tu wiele o białych elementach bolenio-wych przynęt; kolor ten ma dla boleni siłę atrakcji i łowieckiej podniety. Nieżyjący już profesor Witold Sylwanowicz po latach prób i poszukiwań wykonał własnej konstrukcji bardzo chwytną błystkę na bolenia (rys. 180). Wbrew nawykowej tradycji zaopatrzył ją również w biały chwościk (maleńka plastykowa płytka), a poza tym gorąco zalecał podanie jej w łowisko z ukrycia na cienkiej, koniecznie barwionej na czarno żyłce. Wszystkie boleniowe błystki i przynęty ciągnione przywiązujemy do możliwie cienkich żyłek (0,25-0,30 mm) i prowadzimy je płytko, tuż pod powierzchnią wody. Dalszą zasadą łowiecką jest ich ostry start w momencie zetknięcia się z powierzchnią wody: na 10 bowiem złowionych w taki sposób ryb 9 atakuje przynętę w pierwszych sekundach ucieczki blaszanej rybki. W zespole innych niż błystki przynęt ciągnionych rekomenduje się: 1 -„ołowianą kroplę" pomalowaną na jaskrawo czerwony kolor i opatrzoną w stosownej wielkości kotwiczkę-trojaczka (p. rys. 179), 2 - przystrzyżone białe pióro gęsie, uatrakcyjnione czerwienią na stosinie i uzbrojone białym haczykiem bliźniakiem (możliwe są różne warianty tej przynęty). Ołowianą „czerwoną kroplę" - bez polskiej nazwy, importowaną do nas bodaj z dorzecza Dunaju - zarzucamy w okolice żerujących ryb i ostro ściągamy ku sobie, zanim jeszcze zdoła dotknąć wody. Gdy przeniknie już w nią z dostateczną prędkością, za przynętą wytwarza się srebrzysty bąbel powietrza, odgrywający rolę wabiącą. Natomiast przynętę z gęsiego pióra, rodzimą, spławiamy z prądem w dół rzeki, a potem ściągamy zygzakami przez rejon operacyjny żerujących ryb. Można ją również wykonać w wersji obciążonej, byle bez przesady. Sum. Ten drapieżnik powinien liczniej trafiać na hak ciągnionej przynęty, co zależy nie tyle od niego, ile od wędkarzy, przekonanych ciągle, że atak suma na błystkę jest zdarzeniem wielce rzadkim. Prawie więc nie spotykamy nad rzeką rzutowców polujących specjalnie na sumy-trofea piękne w rozmiarach i sile, potencjalnie częstsze, niż się tego spodziewamy. O tym, że tak jest, świadczą choćby dane, przytoczone w rozdziale poświęconym temu drapieżnikowi. Wynika z nich, że przynęty typu błystka i wobler stanowią dla tej ryby atrakcję przynajmniej równie dobrą co przynęty naturalne, podawane na tradycyjnych wędkach. Podstawową błystką sumową jest prosta wanadłówka o kształcie wydłużonym lub owalnym (np. Alga). W porównaniu z łowioną rybą jest ona raczej niewielka (uklejokształtna do 10 cm), złotawa, przyciemniona, lecz dość ciężka, żeby wbrew prądowi pozwalała się prowadzić nad dnem, i wytwarzała tam ponętne drgania wodnego ośrodka. Błystkę trzeba uzbroić w mocną, sumową kotwiczkę. Nie musi ona być największych rozmiarów, lecz powinna cechować ją ostrość, wytrzymałość na rozginanie, dobre zahartowanie. Zawieszamy ją na metalowym przyponie - przyciemnionym, nie tkniętym przez korozję, wyposażonym w pewny krętlik i takież kółeczko łącznikowe. Rys. 181. Wobier (w kataiogach firmy Shakespeare nazywany Big S) -zasługuje na testowanie przy łowieniu sumów w godzinach mroku: G -grzechotka - komora wypełniona śruciną wydaje charakterystyczny szum Błystki sprawdzają się w podanych wcześniej dwu porach łowienia dziennego (rano i wieczorem), a w sytuacji przedburzowej w dowolnej porze dnia. Warunkiem łowieckiego powodzenia w ciągu dnia będzie nie maszerowanie kilometrami brzegiem rzeki i wykonywanie na chybił-trafił setek rzutów, lecz gruntowne obławianie, czesanie przy dnie wcześniej rozpoznanych sumowych ostoi. Techniką rzutową można również łowić sumy po zachodzie słońca i przed świtem, używając jako przynęty lżejszej niż w ciągu dnia wahadłówki, a przy niej także błystek wirowych połączonych z atrapą zwierzęcia pokarmowego, np. żaby lub myszy. Nocną porą obławiamy miejsca upatrzone jeszcze za dnia, wygodne do rzucania przynęty oraz holu zaciętego wąsacza. Do nocnych przynęt rzutowych warto zaliczyć - w sprzyjających warunkach łowiskowych - ładnie pracujące woblery. Wśród nich na uwagę zasługuje wobier oznaczany w katalogu producenta jako Big S (rys. 181). Wprawdzie autor nie potwierdza jego reklamowych pochwał czyniących z woblera jakoby arcyprzynętę na szczupaka, ale w nocy rokuje dobre nadzieje. Wyróżniającą go cechą jest nie tylko wywoływanie podniecających drapieżnika mikrozafalowań wody, lecz również wydawanie cichego szumu, co wynika stąd, że zbudowano go na zasadzie dziecięcej grzechotki. Woblerek ten zasługuje na uwagę majsterkowiczów. Sandacz. Sandacz jest rybą trudną dla operującego rzutką wędkarza jeziorowego i niełatwą też dla rzecznego. Jeżeli jednak ten drugi, odkrywszy dobre łowisko, wykaże się pracowitą wytrwałością i umiejętnością prowadzenia błystki, może złowić nawet kilka ryb, szczególnie jesienią. Podstawową przynętą ciągnioną na sandacze są niewielkie (do 8 cm długości) błystki wahadłowe, uklejokształtne, prowadzone nisko przy dnie. Jeśli dno jest wolne od zaczepów, warto kłaść na nie błystkę na 1 -2 sekundy, a następnie szybko ją podrywać i tak prowadzić przez łowisko skokami, falistym torem. Sandacz bowiem ze szczególną pasją atakuje takie podlatujące z gruntu rybki. Rys. 182. Sandacze nie należą do ryb łatwo atakujących błystkę, co nie oznacza, że nie są na nią wrażliwe: 1 - elementarna błystka sandaczowa (srebrna, odgięta w 1/4 długości dość płaska „łyżeczka"), 2 -przecięta wzdłuż, popularna zwłaszcza wśród wędkarzy niemieckich, błystka typu „Gnom", 3 - martwa rybka zdaje się być jednak najwłaściwszą przynętą ciągnioną na sandacza; podobnie spreparowana i u-żyta przynęta (mała w rozmiarze) daje dobre efekty przy łowieniu brzan Drugą po wysmukłej błystce, a nawet lepszą od niej przynętą jest martwa rybka (rys. 182). Stosując ją, nie używajmy raczej wielogroto-wych, wobec dna bardzo konfliktowych systemików. Wystarczy odpo-wienio duży, pojedynczy haczyk. Przynętę z martwą rybką prowadzimy również skokami przy dnie, zbliżając ją wręcz do wędrującej denki. Kleń, jaź, brzana. Ryby te łowimy omawianą techniką raczej przypadkowo, przy okazji kuszenia błystką albo martwą rybką ostrzejszych drapieżników. Przedstawiciele wszystkich trzech gatunków, może z wyjątkiem dużych kleni, atakują z zasady najmniejsze błystki, przeważnie owadokształtne wirówki. Jeśli chwytają ciągnioną przynętę naturalną, to w postaci małych rybek lub filecików, którymi wędkarz niepokoi sandacze w głębokich dołach i na twardych płytach dna. Bywa, że w godzinach wieczornych albo w dni silnych wiatrów z południa-w pobliżu kładących się na wodę krzewów lub nad materacami - w prowadzoną dość wysoko wiróweczkę uderzy jaź. On też atakuje te