A A A

Maj - na szczupaka

Opis maja należy do poetów, my raczej przeanalizujmy go rzeczowo. W ciągu 31 dni maja przybywa 1,5 godziny światła. Należąca do ostatniej doby noc, wraz ze zmierzchem i świtem, trwa zaledwie 7,5 godziny. Średnia temperatura miesiąca na polskim niżu wynosi około 14°C, jest więc dwa razy cieplej, niż w kwietniu. Zwykle po pogodnym i ciepłym początku maja następuje znaczne ochłodzenie (zimni ogrodnicy). Druga połowa miesiąca przypomina już wyidealizowany obraz wiosny. W połowie maja zakwita czeremcha. W maju kwitną też drzewa, któ­rych kwiaty rozwijają się razem z liśćmi, m.in. jabłonie i grusze ogrodowe, jarzębiny, dęby, a także krzewy: głóg, trzmielina, kruszyna, czarny bez i bez lilak. Na łąkach objawia się pierwszy masowy zakwit mniszka lekar­skiego i różowej firletki, w lesie - fiołków i konwalii. W nadrzecznych chaszczach śpiewa słowik. Na mokradłach dogasają kaczeńce, kwitną kosaćce, olchy stoją w pełnych, jasnych koronach. Mnożą się owady, wśród których wyróżniamy lotną jętkę tzw. majową. Woda w rzece zdą­żyła się już podgrzać i wynurzyły się z niej rośliny. Przedłuża się eksplozja podwodnego życia, trwa tarło sandacza, leszcza, klenia. A szczupak? Drapieżnik ten czai się w pobliżu przybrzeżnych tarlisk dla pochwycenia ofiary. W maju jaziowy sezon wiosenny osiąga swój szczyt, dobrze żeruje płoć, zaczynają interesować się przynętą inne gatunki. Przede wszystkim jednak już w pierwszych dniach tego miesiąca rozpoczyna się wielki ciąg na szczupaka. On zaś pozwala się łowić wszystkim, a chyba szczególnie łatwo idzie na haczyk chciwym i najmniej ambitnym. Arcygłupi, żarłoczny jak jazgarz, bierze na lada jaką wędkę, nawet bardzo grubą żyłkę i duży spławik. Pożera żywca razem z kotwicą i drutem. Oczywiście, ma szczupak i zalety. Jakżeby inaczej fascynował rzesze nie tylko „poławiaczy mięsa". Od strony psychologicznej, zwycięstwo nad szczupakiem daje, obok zdobyczy w sensie fizycznym, także poczu­cie (złudne!) moralnej prawości z powodu (łatwego!) pognębienia okru­cieństwa i (taniego!) wymiaru sprawiedliwości nad złem. Mimo wszystko jest to ryba cenna, ale i najżarliwiej prześladowana. W 1978 r. autor odbył spływ Biebrzą przez jej matecznikowe meandry między Osowcem a Młynarzami. Pośród bagien i trzcinowych gąszczy spotkał wyłącznie samych wędkarzy. Spływając kilometrami na swych łódeczkach łowili szczupaki. Jeden z nich, zapytany o powodzenie, skarżył się, że przed południem złowił zaledwie cztery sztuki. A ile powinien, gdyby mu szło należycie? - Z kilkanaście - odpowiedział. W takiej sytuacji myśleć i pisać o tym, jak skuteczniej łowić złotozielone drapieżniki, służy chyba wręcz złej sprawie!
  • Charakterystyka gatunku

    Przez wieki idzie za nim legenda składana przez inspirację rzeczy­wistości i grę wyobraźni. Drapieżny, z okrutnymi oczami, budzący respekt swymi zębami i zaskakujący często wielkością, mógł się wydać prawie nieśmiertelny oraz nieograniczony w wymiarach. Długo więc w katedrze w Mannheim wystawiany był sfałszowany szkielet 6-metrowego szczu­paka, który żył jakoby 300 lat. Długo też był uznawany za rekina słodkich wód, za trupożercę, wilka i potwora, a były też „zapewnienia, że znaczne i ludziom w wodzie nie przepuszczały" (Kluk). Jak przedstawia się praw­da? Szczupak (Esox lucius L.) występuje nie tylko w Europie. Jego obszar występowania obejmuje Eurazję oraz część Ameryki Północnej. W Ame­ryce, dla odróżnienia go od innych występujących tam gatunków bywa nazywany szczupakiem północnym, co nieźle charakteryzuje nisko-cieplne skłonności ryby. W Europie należy do czołówki potężnych ryb; występują egzemplarze 25-kilogramowe, co znajduje potwierdzenie w rybackich i wędkarskich trofeach. Polskim rekordem sportowym jest szczupak długości 1,28 m i o wadze 24,1 kg złowiony przez W. Biegana w 1976 r. Szczupak (pomijając miętusa) wyciera się jako pierwszy w tempera­turze wody 10°C; jego optymalna temperatura żeru wynosi około 12°C. Należy do ryb zdolnych do bytowania w różnych warunkach siedlisko­wych, dlatego spotykamy go w rzekach nawet na wysokości 1500 m n.p.m. oraz w mało zasolonych wodach Bałtyku. Równie dobrze czuje się w jeziorach i stawach. Chociaż wyróżnia zbiorniki płytsze (typu linowo-szczupakowego), bywa też łowiony w głębokich toniach jezior sielawo­wych. Mimo jednak znacznej tolerancji siedliskowej (pod tym względem dorównuje płoci), zdaje się bardzo lubić rzeki nizinne - dostatecznie głębokie, z rozbudowanym systemem przyrzeczy oraz z bogatą szatą wewnętrzną roślinności naczyniowej. Wielką odporność szczupka na rybacko-wędkarską presję łumaczy jego korzystna dynamika rozrodowa oraz szybkie tempo wzrostu, które pozwala 7-letniej rybie osiągnąć wagę około 5 kg. Niszczycielskiej jed­nak sile człowieka nie potrafi przeciwstawić się najtwardszy opór natury, Rys. 92. Szczupak (strzałkowaty nie tylko z kształtu: jak strzała długo tkwi w kołczanie i jak strzała błyskawicznie uderza) dlatego też szczupak, przy całej swej gatunkowej dzielności, wymaga rozumnego traktowania. Podstawowym jego pokarmem są ryby. Słusznie przypisuje mu się pożeranie również małych ssaków, ptaków i żab. Nestor polskiej litera­tury wędkarskiej F. Choynowski opisuje m.in. łowienie największych okazów przy stosowaniu jako przynęty żywej myszy. Ten sposób dzisiaj trudno polecać. Wymagania tlenowe szczupaka nie są duże. Na zmniejszoną ilość 02 wydaje się on być tylko nieco bardziej wrażliwy od karpia. Czy jednak taka kwalifikacja nie odnosi się raczej do sztuki przetrwania ciężkich chwil, niż do zwykłej egzystencji? Szczupak oglądany z bliska. Kształt ciała szczupaka jest oryginalny, niezgodny ze wzorem ryb karpiowatych. Wygląd ogólny przypomina kró­tki dziryt lub strzałę, stąd określa się go jako strzałkowaty (rys. 92). Wydłużony łeb i jak u kaczki spłaszczony pysk przypominają grot, pozbawiony łukowatych wygięć klocek ciała - drzewce, tylne umieszcze­nie płetwy grzbietowej tuż nad płetwą odbytową - upierzony bełt. Przy swej długości szczupak jest sztywny, lecz sprężysty. Jest to ryba otwar­tej wody, gwałtownych ataków po linii prostej i takich samych ucieczek. Błyskawiczny krótkodystansowiec - okaże się w próbach sił. Z bliska szczupak prezentuje się nam w złotozielonej barwie biało centkowanych boków, z prawie czarnym wierzchem łba i pleców. Domy­ślamy się, że we właściwym mu siedlisku musi być wiele prześwietlonej słońcem zieleni i jasnych na niej plam blasku. Na ciemnym tle dna roz­tapia się przed wzrokiem wrogów lustrujących rzekę z góry. Zauważmy, że młody szczupaczek jest zielony z marmurkowym grzbietem, starszy staje się złoty i bardzo ciemnieje od góry - znak, że bytuje znacznie głębiej niż maluch. Rzadko spotykamy go w spokojnym ruchu, nigdy zaś w roli rozigranej rybki; z reguły stoi i czyha. Pogranicze skryć (roślinności, drągowiny) i toni jest dla niego stanowiskiem odpoczynku i pozycją wypadową. Taki sposób życia narzuca mu opisany już kształt ciała. Jest on wprost przy­wiązany do swego stanowiska. Autorowi zdarzyło się kilkakrotnie złowić szczupaka, którego przed tygodniami zrywał w tym samym miejscu. Rybę taką poznawał po tkwiącym w niej sandaczowym systemiku własnej roboty. Z przywiązania szczupaka do stanowiska należy wyciągnąć prak­tyczną naukę, że nie powinniśmy raczej liczyć na jego podejście do wędki z oddalonej ostoi, lecz szukać go aktywnie. Konkluzji nie przeczą doświadczenia zasiadek, podczas których bardzo często zdarza się, że szczupak bierze żywca po paru godzinach biernego trwania wędki w łowisku. Może to stwarzać wrażenie nadciągnięcia drapieżnika z oddali, w rzeczywistości mamy raczej do czynienia z późnym, z powodu sytości, atakiem ryby zadomowionej w pobliżu wędki. Oglądając głowę szczupaka zauważamy jego jakby nienaturalnie wysuniętą do przodu żuchwę. Oznacza to, że ma on pysk górny. Na tej podstawie wolno nam przyjąć, że poręczniej mu atakować ofiarę pływa­jącą wyżejod siebie, a więc również i żywca należy mu podawać nie głębiej, niż on sam przebywa. W praktyce rzecznego wędkowania ozna­cza to zwykle metr nad dnem. Szczupak ma wyraziste oczy charakterystyczne dla dziennego dra­pieżnika, a linia widzenia leży wyraźnie w płaszczyźnie przecięcia pyska, tj. ataków na ofiarę. Oczy drapieżcy są wrażliwe na barwy. Potwierdza to ciekawe doświadczenie; szczupaki, przyuczone do pożerania gupików (pawich oczek) tylko jednej odmiany barwnej, potrafiły odnajdywać je w tłumie innych, zaledwie nieco odmiennie ubarwionych. Ze wzrokiem szczupaka musimy się liczyć, a więc należy kontrolować własne zacho­wanie nad wodą i nie lekceważyć niuansów montażowych wędki. Do lekceważenia ich skłaniają nas niekiedy znane fakty atakowania przez drapieżników przedmiotów nienaturalnych, niejadalnych, byle ruchli­wych. Traktujmy je jednak jako przejaw okresowego natężenia agresyw­ności u ryb, a nie jak stały obyczaj, związany z niedoskonałością zmy­słową. W dniach ostrego łaknienia odruch chwytania może być silniejszy od ostrzeżeń wzroku. Mówiąc o bystrości widzenia, nie utożsamiajmy jej z obszarem dostrzegania. Drapieżnikowi trzeba pomagać w zauważeniu żywca. Oznacza to dać mu żywca ruchliwego i dać mu czas na rozpoznanie ofiary. W tej ostatniej czynności bierze udział również linia boczna dra­pieżnika - ogromnie ważny dla niego narząd zmysłu. Ona zwykle pier­wsza sygnalizuje bliskość zdobyczy (lub wroga), a jak świetnie działa, niech świadczy fakt, że nawet oślepiony szczupak, potrafi chwytać zdo­bycz. Ten zmysł ryby należy uznać za wskazówkę, iż tylko odpowiednie podrażnienie linii bocznej wyzwala w rybie instynkt żerowego ataku. Wędka (przynęta), która tego nie czyni jest nieskuteczna - niełowna. Z tego właśnie powodu szczupak nie chwyta martwej, nieruchomej przy­nęty, a uderzy w bystrą rybkę blaszaną. Zęby kwalifikują szczupaka w sposób jednoznaczny do drapieżników. Jest on rozbójnikiem konsekwentnym, a proceder swój uprawia zawsze w tym samym stylu, tj. ataku z przyczajenia. Zęby jego są rozmaite i rozmaicie rozmieszczone: w szczęce górnej występują bardzo liczne drobne ząbki przytrzymujące, w dolnej - duże i ostre, głęboko raniące. Rys. 93. Zęby szczupaka■ niż zęby sandacza (p. rys • dolne głęboko kłują, górne trzymają; są inne 167) Jeżeli więc kiedyś wydobędziemy na swej wędce zabitego przez drapież­nika żywca, z poważnymi obrażeniami po jednej stronie ciała, łatwo domyślimy się, że mieliśmy do czynienia ze szczupakiem, a nie np. z kłującym dwustronnie sandaczem (rys. 93). Wyjątkowo szeroko rozwie­rający się pysk wraz z obszernym światłem przełyku i długim, rozciągli­wym żołądkiem świadczą o tym, że mamy do czynienia z wyśmienitym połykaczem. Jak chwyta i jak pożera? Młodszy średniak, tj. półtorakilogramowy rabuś, przyczaił się w cieniu nieco nad dnem. Jest głodny, lecz trwa w cierpliwym bezruchu. Poruszają się tylko pokrywy skrzelowe. Wsunął się ogonem w mrok wodorostów, ustawił pod prąd i czeka... Wreszcie gdzieś z tyłu i z ukosa zbliża się coś, co doświadczenie łowieckie kwa­lifikuje jako żer, a co w rzeczywistości jest gromadką płotek. W ciszy toni wyraźnie czuje, jak się zbliżają, a po typie echa, jakie stadko wznieca, rozpoznaje rodzaj żeru. Prawie niedostrzegalnymi ruchami płetw popra­wia pozycję, ustawia się w stronę, skąd nadejdą - przypomina gotującą się do odpalenia rakietę. Już je zobaczył; niefrasobliwie zbliżają się skrajem wodorostów. Szczupak wybrał sobie jedną z rybek wyraźnie prowokującą go ożywieniem ruchów, kiedy zbliżyła się dostatecznie, a jej obraz widziany stał się wyrazisty, sprężył się i uderzył. Chwycił płotkę w pół ciała od dołu, obrócił się w półśrubowym skręcie i już bez pośpiechu ruszył w dół. Czuł szarpanie ofiary i odpowiadał na nie mocniejszym ściskaniem szczęk. Odczuwał też wokół zębów smak jej soków żywo­tnych... Zatrzymał się i rozpoczął dość kłopotliwe przesuwanie ofiary w pysku, tak aby chwycić ją kątem warg za głowę, a potem wsunąć do gardzieli. Tylko w takim położeniu połyka swą zdobycz. Zęby niełatwo puszczają nawet wtedy, kiedy sobie tego życzy ich właściciel. Wreszcie udało się; prawie martwą już ofiarę przełyka w całości. Cały opisany tu dramat toni nie jest bynajmniej próbą literackiej fan­tazji. Z reguły tak się właśnie on rozgrywa, wszystkie zaś jego akty - fazy chwytania i pożerania zdobyczy - relacjonuje ruch spławika i żyłki, natu­ralnie, jeżeli wędkarz potrafi odczytać ich sygnały.
  • Kilka zagadnień z zakresu łowienia

    Wybierając się na szczupaki z przypływanką - szczupakówka, zabie­ramy ze sobą: obszerny podbierak na długim trzonku, wędeczkę do łowienia żywców, podrywkę, przynętę na żywce oraz sadzyk. Łowiska i taktyki łowieckie. Szczupaki nie mają swych żerowisk w tym znaczeniu, w jakim mają je gromady płotek. One mają stanowiska- -czatownie, gdzie czują się bezpieczne i skąd mogą skutecznie zapolo- wać. W tej książce już wiele powiedziano o cechach wyróżniających ulubione przez drapieżcę miejsca. Wyganowski umiejscawia je w prze- pływie rzeki: w głębokich zatokach lub wyrwach o wolno płynącej wodzie, poniżej wszelkich spiętrzeń, jazów, tam, przegród, itp., w głębo­kich miejscach poniżej główek, filarów mostowych, izbic, przykos, przy ujściach rzek oraz strumieni, w starych rzeczyskach w miejscach ich połączeń z korytem rzeki, w pobliżu podmytego brzegu, wśród korzeni drzew lub innych zawad". Powyższa informacja zasługuje na gruntowne docenienie w każdym elemencie, gdyż każdy wyznacza konkretną bardzo charakterystyczną sytuację w rzece; wyrwa brzegowa, główka, przykosa to znaczące realia, po których nie wolno przebiec nieuważnym spojrze­niem. Zwracamy uwagę, że wszystkie wymienione tu szczupakowe miejsca cechuje znaczny spokój prądowy, ujawniający się wyraźnie dla oka lub ukryty w głębokim nurcie (w bystrej wodzie trudno atakować zdobycz celnie i w miarę daleko). A jednak wbrew temu uogólnieniu największe szczupaki lubią, przynajmniej w środku lata, stać w głębokim nurcie na przepływie, np. daleko od czoła główki albo nad starym mate­racem, w miejscach z pozoru niczym się nie wyróżniających. Ich stano­wiska znajdują się więc z reguły dalej od brzegu. Łowcy szukający spotkania ze szczupakiem mają do wyboru dwie główne taktyki łowienia związane z użyciem wędki spławikowej; po pier­wsze aktywne łowienie metodą przepływanki i po drugie łowienie na przystawkę z zasiadki. Oba sposoby można stosować z brzegu i z łódki. Łowiąc na przepływankę, czyli w sposób aktywny, prowadzimy żywca z prądem, według jego (ale kontrolowanej przez nas) woli - wzdłuż przy­puszczalnych stanowisk drapieżników. Wybrane smugi i trasy obławiamy kilkakrotnie. Jednocześnie jednak spływającą wędkę przyhamowujemy i podnosimy nieco żywca oraz opuszczamy, aby pomóc drapieżnikowi zauważyć przynętę oraz dać czas ustawić się w pozycji do ataku. Mane­wry żywcem nie mogą być zbyt energiczne, zwłaszcza podczas osłabio­nego żerowania, kiedy instynkt agresji drapieżników jest przytłumiony, rozleniwiony. Jeżeli w czasie spławiania żywca szczupak pochwycił go i zanurzył spławik, należy poddać mu żyłki z czuciem i bez zbytniego luzu. Obserwując, jak zatopionym spławikiem szarpie prąd, jak usiłuje wyrwać szczupakowi przynętę, odczuwamy satysfakcję, że zastosowaliśmy spławik najmniejszy z możliwych. Równą satysfakcję daje dobre - właś­ciwie długie i lekkie wędzisko. Łowienie na przystawkę z zasiadki wymaga znalezienia głębszego dołu w bezpośrednim sąsiedztwie przeszkód podwodnych lub roślinnych kęp. Konieczny też jest taki układ prądów, który nie wynosi wędki w bystrze lub pod ląd, lecz pozwala utrzymać ją - niespokojną, zataczającą kręgi - w rejonie przypuszczalnych stanowisk ryb. Idealne miejsca dla przystawki znajdziemy tam, gdzie osłabiony prąd napiera na podwodne ukrycia i przed nimi zamiera. Drapieżnik ustawiony przy nich łbem pod prąd dosłownie czeka na żywca. Łowienie na przystawkę bywa żmudne, dlatego z reguły nie trzymamy wędziska w ręku, lecz stawiamy je na widełkach albo korzystamy z usług grotu oraz gumki blokującej ucieczkę żyłki z kołowrotka. Zacięcie, hol, podbieranie. Jeżeli uzbroiwszy żywca za wargę chcemy zaciąć szczupaka we właściwym momencie - tzn. nie przerwać mu obracania przynęty w pysku, ani nie pozwolić mu ją przełknąć -stajemy przed dość trudnym wyborem: trzeba podjąć decyzję, na którą nie istnieje niezawodna recepta. Nawet najlepsza decyzja będzie w końcu obarczona możliwością błędu. Zawsze będzie też trochę wynikiem wyobraźni i wyczucia wędkarza, kwestią przypadkowego doboru żywca i szczupaka, wreszcie i szczęścia którejś ze stron, trzymających za prze­ciwne końce wędki. W każdym razie wiemy, że przy zbrojeniu żywca za pyszczek nie zacinamy z miejsca, lecz czekamy. Jak długo? Aby odpo­wiedzieć, zwróćmy uwagą na pewien fakt. Otóż kiedy spławik zanurzy się i zatrzyma pod zwierciadłem wody jak balonik na uwięzi, bynajmniej nie zamiera w bezruchu. On zazwyczaj drga. Nerwowe drganie i krótkie szarpanie przekaże również palcom lekko ściągnięta żyłka. Po tych ruchach domyślamy się, że drapieżnik w wiadomy nam sposób szamocze się z żywcem. Czekamy więc i dopiero kiedy drgania ustaną albo kiedy szczupak rusza z miejsca, należy wykonać zacięcie wędziskiem. Czasami jednak po pierwszym zanurzeniu spławika szczupak zacho­wuje się nietypowo-wozi korek po różnych poziomach, zmienia kierunki, szarpie, odpływa od brzegu. Takie zachowanie najczęściej świadczy o tym, że ryba zakłuła się i pragnie pozbyć przynęty wbrew zębom i zadzio­rom haczyka. W takiej sytuacji trzeba wykonać szybkie zacięcie. Jeśli trafimy w pustkę, znak to, że mieliśmy do czynienia ze „śledziakiem". Zacinamy zawsze żyłkę skróconą tak, żeby mieć wyczuwalny kontakt z drapieżnikiem. Aby uzyskać i utrzymać ten kontakt, trzeba w każdej sytuacji, kiedy tylko szczupak na to pozwala, skwapliwie skracać żyłkę, aż do jej ledwie wyczuwalnego naciągnięcia. Skracając zaś, pamiętajmy: ryba nie może nas odczuć, myją czuć musimy. Kiedy gwałtownym zanur­kowaniem uświadomi nam, że mimo wszystko rozpoznała nasze niez­darne manewry, trzeba zacinać na los szczęścia. Hol szczupaka daje wielkie przeżycie łowieckie, zwłaszcza gdy ryba jest duża i silna oraz nie została zahaczona zbyt głęboko. Walka obfituje w niespodzianki, gwałtowne ucieczki upiększane wyskokiem z wody. Holowany szczupak usiłuje wytrząsnąć haczyk z pyska, w czym jest absolutnie oryginalny, a co widać wyraźnie, gdy wyskoczy horyzontalnie ponad wodę lub gdy wysuniemy mu z niej łeb. Takie momenty są zawsze niebezpieczne, zwłaszcza przy napiętej żyłce, sprawą więc wędkarza jest tak holować szczupaka, żeby dopiero w podniesionym podbieraku chwy­cił po raz pierwszy powietrza. Przy długim wędzisku podbieranie ryby podbierakiem na krótkim trzonku okaże się albo niemożliwe, albo niebezpieczne dla szczytówki. Jeszcze trudniej wydobyć z wody dużego drapieżnika, gdy nie mieści się w podbieraku. Trzeba go wtedy zmęczonego prowadzić, choćby i 100 m, do miejsca, gdzie spad boczny koryta jest bardzo łagodny i albo rybę wyśliznąć na brzeg, albo jeszcze w wodzie chwycić ją palcami z góry za oczodoły i takim szczupakowym chwytem zakończyć walkę. Nie wolno natomiast wsuwać ręki pod pokrywę skrzeli! Niekiedy zdarza się, że drapieżnik weźmie żywca na wędkę nie dla niego przeznaczoną, a więc bez metalowego przyponu. W takich wypad­kach taktyka wędkarza polega na zmęczeniu przeciwnika stałymi uciecz­kami, do których należy rybę zachęcać i którym nie wolno się sprzeciwiać mocnym napinaniem żyłki. Szczupak ucieka raczej w czyste wody, czym ułatwia zadanie wędkarzowi. Po każdej ucieczce, gdy ryba się zatrzyma /krótkodystansowiec z krótkim oddechem/ bardzo uważnie prowadzimy ją z powrotem do siebie. Pamiętamy przy tym, że żyłka przecina się w zębach w czasie potrząsania ryby łbem albo kiedy gwałtownie szoruje po dolnej pile zębów, np. podczas zmiany kierunku ucieczki. Czujnie reagu­jący na manewry ryby wędkarz doprowadzi ją w końcu szczęśliwie do podbieraka lub wyślizgu. Jakkolwiek sam szczupak nie ma „łagodnego charakteru", to prze­cież okrutne nawlekanie go na sznur lub drut pod skrzela nie usprawied­liwia wędkarza. Do utrzymania ryby przy życiu służy duża siatka sadzowa lub zrobiona choćby ze szprychy od roweru agrafka, którą przywiązujemy do mocnego sznurka i przenizujemy przez żuchwę ryby.
  • Okresy dobrego żerowania

    Pory roku. „Szczupak intensywnie żeruje klika razy do roku. Pierwszy okres zaczyna się wczesną wiosną, z początkiem marca. Trwa parę tygodni" - pisze Wyganowski w „Wędkarstwie". I mimo woli zachęca do łowienia ryby w okresie dla niej ochronnym. „Drugi okres rozpoczyna się po tarle i kończy po upływie kilkunastu dni. W tym czasie na skutek odbywającego się rozrodu innych ryb, ma pod dostatkiem pokarmu i dlatego źle bierze na wędkę. Z tych więc powodów od pierwszych dni maja do połowy czerwca udaje się zaczepić jedynie dużego szczupaka. W lecie szczupaki nie biorą, gdyż o tej porze słabo żerują. Z początkiem sierpnia szczupaki zaczynają ponownie żero­wać. Prawdziwe jednak żniwa wędkarskie rozpoczynają się z chwilą obumierania i opadania wodorostów. Trwają one zwykle do końca paź­dziernika, a nieraz i dłużej". Tę część wypowiedzi autora „Wędkarstwa" wolno przyjąć bez zastrzeżeń. Zgadza się ona z innymi opiniami oraz wskazaniami kalendarzy (tab. 8), które chociaż niezgodne w szczegółach, to jednak zgodnie wskazują na występowanie w ciągu ciepłej pory roku dwu sezonów szczupako-wych. Zdaniem autora najtrafniej lokuje je w czasie temperatura opty­malna dla gatunku - 10-15°C. Naturalnie tylko w odniesieniu do okreś­lonych warunków: rzeki, a nie jeziora, oraz przeciętnej temperatury pory roku. W innej sytuacji siedliskowej dynamika żeru może kształtować się Tabela 8. Budująca zgoda w kwestii szczupakowych żniw nie obejmuje czerwca - miesiąca przygasającego apetytu tej ryby Sezony zalecane (przy średnich temperaturach) nieco inaczej. Porównajmy odpowiednie krzywe na rysunku 100. Aczkol­wiek wyrażają one sumę faktów niekompletnych, to przecież wiarygodnie sugerują, że np. w porze wiosny szczupak rzeczny wyprzedza jezioro­wego swą witalną aktywnością (wcześniejsze ogrzanie się wody w rze­kach), żeby potem głębiej, niż dysponujący chłodnymi toniami szczupak jeziorny, przeżywać letni kryzys. Pory dnia. Szczupak jest wystarczająco uzdolniony, żeby radzić sobie ze zdobywaniem pokarmu w nocy, ale autor nie zetknął się jeszcze z faktem złowienia go po zapadnięciu zmroku. Do tego wzrokowca idealnie pasuje dzień. Wskazanie jednak całego dnia jako czasu aktywnego żeru stanowczo nikogo nie zadowoli. Postaramy się więc dokładniej określić porę (lub pory) dnia, kiedy szczupak najżywiej poluje i kiedy można go najskuteczniej łowić. „W ciepłej połowie roku zwykle wczesne godziny ranne oraz późne godziny końca dnia bardziej sprzyjają zahaczeniu szczupaka, niż gorące i jasne godziny. Późniejszą jesienią takie różnice prawie nie występują". Tak wypowiada się w interesującej nas kwestii Zeiske. Jego opinia jest zgodna z ogólnym doświadczeniem wędkarzy, ale w zasadzie nie wykra- Liczba złowień /X szczupak szczupak ogólnie h s, jeziorny rzeczny ' okresie 7 f _.#•' i • —.W V VI VII VIII IX X XI Rys. 100. Wykres aktywności żerowej dorosłego szczupaka Liczba zjedzonych organizmów w % » ,' / i 1 1 1 7 l* i \ i V t i l*" l | l ' / / / / / / / / / A, W / V / / 1 V A V i i i i i i V / V A / / t i l 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 1112 1314 1516 1718 192021222324 Godziny Rys. 101. Wykres napięcia żerowego szczupaka w ciągu doby (za Zała-chowskim); dwie krzywe odnoszą się do dwu grup dość małych ryb (około 28 cm), badanych na początku i w końcu lata cza poza powszechne i bardzo elementarne doświadczenie ludzi z węd­kami. Po dalsze konkretyzacje sięgnijmy więc do źródeł naukowych. Na rysunku 101 przedstawiono dwa wykresy charakteryzujące zachowanie się ryb bardzo młodych. Możemy je przyjąć bez większego ryzyka za ogólną właściwość gatunku, w tym i ryb dojrzałych, i wyciągnąć odpo­wiednie wnioski. Oto one. Pierwszy ostry głód szczupaki odczuwają mniej więcej między godziną 3 a 5 rano. Potem następuje bezczynność żerowa, podczas której wędkarz, odłożywszy na bok wędkę, może śmiało spać po nocnym czuwaniu lub wstaniu przed świtem. Doświadczenie potwierdza tę część wykresu. Drugi czas dobrego żerowania i niezłego łowienia nastaje między godziną 9 a 13. I znowu wynik badacza godzi się ze spostrzeżeniem wędkarza, który fakty te długo traktował jak ciąg przypadków, określenie zaś godzin żerowania uznawał za nonsens. Trzeba tu jednak dodać parę słów komentarza. Otóż istnienie okołopołudniowej „górki" żerowej po­twierdzi wędka wyraźnie wtedy, kiedy w tym czasie przybędzie na niebie chmur towarzyszących ładnej pogodzie, a wodę zacznie przeczesywać i marszczyć lekki wietrzyk. Najwyższa „górka" żeru mieści się między godziną 17 a 20 i później. Przewyższa swym wypiętrzeniem górkę poranną i południową, a jej szczyt odpowiada zachodowi słońca. Pytać o godziny żeru, przeoczając warunki, jakie o różnej godzinie panują w siedlisku, oznacza narażać się przyrodniczej naturze. Domyś­lamy się więc, że ewentualne dobowe harmonogramy żerowe opierają się nie na ludzkim, lecz na jakimś ich wewnętrznym zegarze biologicznym (wskażmy tu np. tempo i rytm trawienia). Ten zaś, nie pozbawiony zbie­żności z pierwszym, musi mieć swoje uwarunkowania w regularnych zmianach zachodzących w środowisku rzeki. Ichtiolodzy potwierdzają domysły i wskazują na słońce, jako siłę sprawczą, a ściślej - na rytmicz­nie zmienną ilość światła przenikającego do wody o różnej porze dnia. Rezultaty ich dociekań nie mają waloru popularności. Ogólnie je referując można powiedzieć, że właśnie we wczesnych godzinach rannych i w późniejszych wieczornych prześwietlenie toni w dzień słoneczny najbar­dziej sprzyja szczupakowym oczom i łowom. W tym też czasie ryby słu­żące za pokarm nie zbliżają się w formacje obronne - stada. Większe natężenie światła osłabia żerową pilność drapieżników, chyba że złago­dzi je zachmurzenie, idące w parze ze zmatowieniem wody przez wiatr. Pewnie i kąt, pod jakim w danym czasie promienie słońca przenikają w toń, również gra swoją rolę. Na zakończenie rozważań o korzystnych i niekorzystnych dla łowcy szczupaków godzinach zacytujmy jeszcze raz Zeiskego: „Bardzo jasne, bezwietrzne dni, albo takież dni, ale z wiatrem wschodnim, przedstawiają się niekorzystnie. Pogoda pochmurna, lekki wiatr zachodni i niewielki deszcz zwiększają szanse wędkarza. W lecie, bezpośrednio po jasnych nocach, obserwuje się spadek chęci żerowania. Lekko zmącona i pod­niesiona woda sprzyja na ogół powodzeniu, podczas gdy woda wyklaro­wana przy niskim jej stanie redukuje szanse. Podobnie niekorzystna jest woda mocnózmącona i wysoko podniesiona". Generalnie zgadzamy się z autorem. Wypowiedź tę uzupełniamy ogólną wskazówką, która każ­demu wędkarzowi pomoże, ze stanu rzeki i aury, odczytać swoją łowiecką prognozę: każdy dzień rzeźki, nie nużący żarem, parnością lub gorącym wiatrem albo brakiem przewietrzenia może dać dobre wyniki. Woda chłodnawa, o ustabilizowanej temperaturze i poziomie przynajmniej przez przeciąg kilku dni sprzyja apetytowi drapieżnika oraz łowieckiemu szczęściu wędkarza.
  • Sprawa żywca

    Już od pierwszych dni chodzenia z wędką uczono autora, że im więk­szy jest żywiec, tym większy będzie szczupak. Jaka jest prawda? Zależ­ność między wielkością szczupaków a wielkością pożeranych przez nie ofiar bardzo interesuje gospodarkę rybacką, nie jest bowiem obojętne, jakie pokolenia cennych ryb spokojnego żeru wycinają drapieżniki. Rezultaty badań tej sprawy są interesujące. Wynika z nich mianowicie, że szczupak zdaje się nie być obojętnym na wielkość, jak i przynależność gatunkową swoich ofiar. Załachowski stwierdza, że średnie rozmiary połykanych ryb zbliżone są bardziej do dolnej, niż do górnej granicy dostępności. Znaczy to, że spośród tych ryb, które szczupak potrafiłby połknąć, chwyta on przeważnie ryby mniejsze i najmniejsze! Na przykład w pokarmie średniego szczupaka łownego, o długości całkowitej 40-70 cm, przeważają rybki długości 7-10 cm. Proporcjonalnie są one zaska­kująco małe: 10 cm rybka to młoda uklejka, a 70-centymetrowy drapież­ca, to już sztuka ważąca około 3,5 kg. Górna granica długości ofiary wynosi około 30 cm i jest wybierana przez szczupaki 60-centymetrowe, tak jakby właśnie one, oraz sztuki trochę od nich mniejsze (40 cm), przejawiały wyjątkową skłonność do „porywania się na szczyty". Nie są one jednak w stanie przekreślić ogólnej prawidłowości, według której względna, tj. przymierzana do dłu­gości szczupaka, długość ofiar maleje w miarę, jak długość szczupaka rośnie. Najdrapieżniejsze są więc jednolatki i sztuki młode; osobniki przekraczające pół metra zadowalają się z zasady ofiarami długości jednej piątej ich ciała. Z wyników badań wypływa ważny wniosek dla wędkarzy: nie przesadzajmy z wielkością żywców, długość 10-15 cm w zupełności wystarczy na najgrubsze okazy. Wynikającą z powyższych relacji generalną sugestię mógłby zakwes­tionować ichtiolog, tym samym zachwiać i ostatecznym wnioskiem. Wskazałby słusznie, że o pożywieniu szczupaka decyduje nie tak jego gust do wymiaru, co dostępność poszczególnych wielkości ryb pokar­mowych. Inaczej: to jest smaczne i pożądane, co najpowszechniejsze, co najłatwiej zdobywane. Godząc się z tym zastrzeżeniem dodajmy, że w naszych rzekach właśnie niewielkie rybki występują najczęściej. Szczupak przy karpiowatym smakoszu może być uznany za garku-chennego bylecojada, który kieruje się łatwością zdobyczy, a nie jej smakiem. Chyba to prawda. Nim ją ostatecznie uznamy, raz jeszcze sięgnijmy do źródeł naukowych. Przedstawiony przez Antosiak wynik Rys. 99. Ta informacja może zasko­czyć nie tylko młodego wędkarza: okoń po płoci jest drugą ofiarą szczupaka (wg Antosiak za Zała-chowskim) badań nad odżywianiem się szczupaka w jeziorach węgorzewskich wywołuje nasze zdziwienie. To, że główną jego ofiarą jest płoć, to rzecz zrozumiała, że jednak zaraz za nią następuje kolczasty ze wszystkich stron okoń, to już może zaskoczyć (rys. 99). Jeżeli poza tym do okonków dodamy kłujące cierniki i jazgarze, zaskoczeniu akompaniuje podziw. Rozbawia nas też myśl o wędkarzach, którzy zmuszeni do używania na szczupaków okonka, skrupulatnie strzygą mu płetwę grzbietową (żeby się szczupak nie zadrapał!). Wracając jednak do zagadnień ważniejszych, zauważmy, że dwa gatunki - płoć i okoń - stanowią dwie trzecie pokarmu pogłowia węgo­rzewskich szczupaków. W tej sytuacji dziwi nas mały udział w pokarmie drapieżnika np. krąpi, występujących powszechnie w jeziorach. Czyżby za szerokie? Natomiast chyba rozumiemy sporadyczność uklei w żołąd­kach drapieżników. Przebywa ona w górnych warstwach jeziora i choć z powodu smukłości mogłaby skłaniać ku sobie szczupaka, to przecież nie jest łatwo dostępna, rzadko przepływa koło pyska myśliwego. Doświadczenia z węgorzewskich jezior można w jakimś stopniu prze­nieść nad rzeki z pożytkiem dla rzecznych wędkarzy. Odnosi się to do wielkości żywców oraz do ich szerokości: lepsze są niezbyt duże i raczej wąskie. Wynika z nich również zalecenie doceniania okonka jako żywca. Doświadczenie potwierdza tę zachętę, okonek bowiem nie raz przyniósł autorowi piękną zdobycz. Natomiast w stan zagrożenia postawiona została płotka, która jest dla szczupaka najbardziej ponętna, ze względu na przystępność i kształt jakby stworzona do połykania. Zrezygnujemy jednak, dla dobra większej sprawy, z usług żywcowych tej łownej ryby. Pomińmy płoć przypominając choćby ograniczenia w jej sprawie. Niejako po drodze do szczupaka zostały omówione też inne żywce: kiełbie, ukleje i jelce. Informacje te wyraźniej ukazują nam ich zalety jako żywej przynęty: stosowną wielkość, korzystny kształt ciała, a także dużą ruchliwość na haczyku, pobudzającą odruch agresji u drapieżników. Okonek, jak powiedziano, jest dobrym żywcem, szczególnie w obło­wionych starorzecznych jeziorach. Do bardzo cenionych należy karaś. Poszukują go zwłaszcza wędkarze, którzy lubią miotać przynętę na naj­większe odległości, bez troski o jej życie. Nie używajmy jednak w tej roli karasi zbyt wysoko wygrzbieconych, pochodzących z żyznych wód. Istotną ich wadą jest skłonność do ucieczki w roślinne zawady oraz skręcanie żyłki, czemu sprzyja najwłaściwszy dla nich sposób wczepia­nia haczyka pod płetwę. Wadą wciągania wędki w zawady cechuje się również wzdręga (pamiętamy o wymiarze ochronnym) oraz krąp. Oba gatunki nie należą do idealnych żywców szczupakowych (autor nie zano­tował dobrych rezultatów ze wzdręgą na haczyku). Nie używamy w żad­nym wypadku w roli żywej przynęty ryb osiągających piękne wymiary: jazi, klonów lub brzanek. Nie sprawdzają się też na haczyku szczupakówki rybki ciemno ubar­wione, np. miętuski.
  • Szczupakówka może być lepsza

    Obok wędki spiningowej chyba równie często spotykamy nad rzeką szczupakową przepływankę spławikową. Zwykle razi ona prymitywnymi cechami pomniejszającymi jej łowność lub cechy sportowe. Obciąża ją zła tradycja - szczupakówka jeszcze przed pół wiekiem była w każdym detalu bardzo mocna. Miała też swoje kardynalne wady. Próbę usunięcia jednej z nich ilustruje ryzykowny pomysł Wyganowskiego, pokutujący do dzisiaj w literaturze (rys. 94). A jak wygląda współczesna wędka? Żyłka, wędzisko, kołowrotek. Wbrew legendzie, szczupak - groź­ny w szturmowych uderzeniach na wędkę - nie należy do ryb wytrwałych w walce, nie wymaga więc mamuciego sprzętu. Na przykład średnica żyłki, przy średniej wytrzymałości na rwanie, nie powinna nigdy przekra­czać 0,40 mm, z zasady wystarczy 0,35, a nawet 0,30 mm. Połączona ze sprawnym wędziskiem, z zapasem żyłki na kołowrotku, zdoła wytrzymać wszystkie napory nawet sztuk okazowych. Długim wędziskiem łatwiej skutecznie zaciąć. Jeszcze przed zacię­ciem równie ważnym jego zadaniem jest wystarczająco dalekie podawa­nie żywca w łowisko, z jednoczesnym kontrolowaniem ruchu żywej przy­nęty w pobliżu niebezpiecznych zawad (tzn. stanowisk drapieżników). Mając powyższe na uwadze, warto zdobyć się na inwestycję w postaci 4-metrowego, lecz lekkiego, bo w zasadzie przeznaczonego do łowienia z jednej ręki, wędziska „szczupakowego" o dość zdecydowanej akcji. Szturmowy temperament ryby każe nam wyposażyć się w wędzisko dobrze amortyzujące gwałtowne uderzenia, co zawsze znaczy giętką Rys. 94. Smutny obraz starej szczupakówki - zamiast żyłki używano grubego sznurka, wymagającego pomocniczych pławików, zwanych pilo­tkami; obok - niewydarzona próba zlikwidowania tej wady przez wsta­wienie drutu między spławikiem a dodatkowym korkiem oraz przelotowej oliwki przed nimi sprężystość. Pożądana tylko nieco znaczniejsza od normalnej sztywność szczytówki wynika ze zwiększonej oporności szczupakowej wędki w momencie zacinania (opór spławika, obciążenia) oraz z konieczności przekazania haczykowi większej energii zacięcia (twardy pysk). O wybo­rze kołowrotka do omawianej wędki niech przesądzi jego duża lekkość, znaczna wielkość szpuli i ogólna sprawność, a na samym końcu fascy­nacja formą lub konstrukcją. Spławik i obciążenie. Czarodziejska magia spławika... Dla niego rezy­gnujemy ze spiningów. Umożliwia on większe przeżycia niż najlepszy film sensacyjny. Dlaczego jednak ma on tak często rozmiary gęsiego jaja? W zagranicznej prasie wędkarskiej toczyła się swego czasu dyskusja nad następującym zjawiskiem. Otóż często się zdarza, że zatopiony przez drapieżnika spławik po krótkiej chwili nurkowania wyskakuje na powierz­chnię wody i tu pozostaje w bezruchu. Wyjaśnienia tego zjawiska mogą być różne. Na przykład szczupak był mały i nie poradził żywcowi, albo ryba ukłuła się haczykiem i porzuciła przynętę... W dyskusji wysunięto jeszcze jedną, dość oryginalną tezę: przeważ­nie wina spada na zbyt duży spławik i jego przesadną przewagę nad ciężarkiem. Oto-argumentowano-szczupak pochwycił żywca i zaczyna go sobie ustawiać w pozycji do połknięcia. W czasie takich manewrów szczupak wypuszcza na moment żywca z zębów. To wystarcza, żeby spławik w tempie pośpiesznej windy porwał przynętę, dosłownie wydarł ją i niósł do góry. Koniec brania!.. Czy akt oskarżenia jest zasadny? A może opór dużego spławika raczej rozgrzewa łowiecką namiętność drapieżników? Na oba pytania nie umiemy dać odpowiedzi. Mamy natomiast wiele powodów, żeby uznać za bardzo prawdopodobne, iż nienormalnie duży opór wędki (spławika i ciężarka) będzie raczej studził żerowe zapały porywającej przynętę ryby; i to studził tym skuteczniej, im szczupak jest bardziej syty, co również znaczy - przezorny, im opór spławika jest większy; a także kiedy dra­pieżnik należy do ryb przejściowo bardzo ostrożnych (np. boleśnie doświadczony niedawnym spotkaniem z wędką), albo z natury bardzo ostrożnych (wyrośnięta, doświadczona sztuka). Wszystko więc przema­wia za szczupakówkami niewielkiej oporności, co m.in. znaczy za małymi spławikami. Natomiast znaczna siła prądu w łowisku często zmusza wędkarza do stosowania cięższych zestawów „spławik-ciężarek". Skła­nia go też do tego zachowanie żywca. Nurkującemu kiełbiowi musimy więc przeciwstawić zwiększoną wyporność korka, a górującą ukleję należy utrzymać na właściwej głębokości za pomocą zwiększonego cię­żarka. Nad wszystkimi jednak przyczynami odbierającymi szczupakowej przepływance pożądaną lekkość bierze górę bezkrytyczny tradycjona­lizm i wygodnictwo ludzi. Duży bowiem spławik widać z daleka i nie trzeba specjalnie pilnować żywca przywiązanego do spława, jak do boi. Mniej wygodni, lecz działający po łowiecku, zadowalają się trzema rozmiarami spławików, z których najmniejszy nie przerasta śliwki węgierki, zaś naj- większy osiąga wielkość bardzo niewydarzonego kurzego jaja. Wszys­tkie zaś są kroplokształtne, pomalowane maskująco od spodu i według gustu z góry, oraz obciążane jedną ołowianą oliwką. Metalowy przypon. Od pewnego czasu bywa podważana celowość stosowania przy szczupakówce stalowego przyponu; zastąpić ma go gruba żyłka, o średnicy np. 0,50 mm. Za zmianą przemawia jakoby wysoka jakość współczesnych żyłek oraz zasadnicze przerzedzenie bardzo dużych okazów w naszych rzekach i jeziorach. Niebanalną też rolę w dążeniu do zmiany odgrywa odstręczająca sztywność i prymity­wizm metalowych przyponów, produkowanych według przestarzałej technologii. Wielką do nich niechęć i tęsknotę za miękkimi, a mocnymi plecionkami, np. wolframowymi, podziela również autor. Jednocześnie mile on wspomina okoniowe i szczupakowe żniwa, odbywane z udziałem przyponu-łańcuszka własnoręcznie ukręconego z fryzjerskich szpilek. Dlatego stojącym przed dylematem - drut, czy gruba żyłka - autor radzi możliwie cienki i mało sztywny przypon stalowy o krótko skręconych oczkach, prosty i nierdzewny. Uzasadnienie: na samej żyłce zdołamy wyciągnąć na brzeg młodego drapieżnika, ale grubsza ryba przetnie ją i uwolni się. Nie wolno nam bezsensownie marnotrawić ryb, puszczając je z pozoru wolno, tyle że z blokującym pysk potrójnym haczykiem (to coś jak w myślistwie zgnoić postrzałka). Haczyk. Jakiego użyć? Czy zgodnie z tradycją potrójnej kotwiczki (trojaka), czy kotwiczki podwójnej (bliźniaka), czy może pojedynczego z uszkiem (rys. 95)? Wielki pysk ryby w sposób oczywisty uwalnia od rozterki - haczyk może być wyjątkowo duży, a powinien być maksymalnie czepny. Jednak nie sugestie pyska powinny przesądzać o wyborze. Niech zadecyduje raczej zachowanie się poszczególnych haczyków pod­czas ataku drapieżnika na żywca i pożerania go. Z wcześniejszych rozważań nad sposobem chwytania zdobyczy przez szczupaka wynika, że gdybyśmy potrafili umieścić czepny hak w połowie ciała przynętowej rybki, a jeszcze lepiej od dołu, moglibyśmy już w pierwszej sekundzie brania wykonać bardzo skuteczne zacięcie. Jed­nocześnie na czoło wysunąłby się agresywny i czepny trojak. Zastrze­żenie: zacięcie powinno być wykonane bez zwłoki, gdyż trojak potrójnie chwyta, ale i potrójnie kłuje, potrójnie więc odstrasza. Wychodząc z powyższych założeń, wymyśloao rozmaite sposoby ist­nego szpikowania żywca haczykami. Każdy z nich to jednocześnie pułap­ka, samotrzask i samołówka, dlatego odrzućmy je, zadowalając się jedną kotwiczką wkłuwaną żywcowi pod płetwę grzbietową. Metoda ta za­pewne dobrze sprawdzi się w starorzeczach, ale w płynącej dość szybko rzece zahaczony według niej żywiec prędko się zmęczy i zemrze. Dlatego stosując szczupakówkę w prądzie, zaczepiamy żywca w sposób mniej sprzyjający natychmiastowemu zacięciu, tzn. za pyszczek. Umożliwia to rybce ustawianie się pod prąd (jak chorągiewka na wietrze) i jest mniej męczące. Przy tym sposobie jednak trzeba zrezygnować z ciężkiego trojaka. W konsekwencji, do łowienia w prądzie do naszej dyspozycji pozostają haki z szerokimi łukami kolankowymi - podwójne oraz nie cenione - pojedyncze. Szczupak chwycił żywca, wciągnął go głębiej i rozpoczął pożeranie. Pracując szczękami i potrząsając głową stopniowo przesuwa łebek rybki do krawędzi bocznej pyska lub w okolice jednego z jego kątów (tam często bywa zacinany!). Dotychczas wszystko odbywa się bezkonflik­towo i dopiero w ostatniej .fazie, kiedy głowa rybki ma znaleźć się wewnątrz pyska, szczupak może napotkać przeszkodę - haczyk (rys. 96). Który haczyk będzie w tej sytuacji bardziej zawadzał, który zaś łatwiej wsunie się między szczęki, żeby pewnie zahaczyć drapieżcę: bliźniak, czy pojedynczy? A jakie szanse miałby haczyk potrójny? Nie­spodzianie wszystkie racje przemawiają za skromnym, niedocenianym haczykiem pojedynczym. Zakrawa to na herezję, staje w poprzek nawy­kowi, ale przecież haczyk ten wypada uznać za najwłaściwszy przy Rys. 95. Szczupakowa przepły­wanka i haczykowy dylemat: S -spławik, P - stalowy przypon, C -ciężarek, Ł - kółka łączące, K - kręt-lik Jaki wybrać C haczyk ? (9)^ Rys. 96. Trzy fazy (/, //, III) pożerania żywca przez szczupaka (warto przemyśleć, jak w każdej z kolejnych sytuacji zachowują się różne haczyki - pojedynczy, podwójny i trójniak, wczepione w pyszczek rybki albo pod jej płetwę grzbietową) prawdziwie łowieckiej i sportowej szczupakówce rzecznej. Przy jego użyciu zacięcie drapieżnika nie następuje z miejsca, w momencie zanu­rzenia spławika, lecz odwleka się. W porównaniu z kotwiczką pod płetwą oznacza to komplikację, ale i sytuację dla wędkarza w końcu zwykłą. Pojedynczym haczykiem zbroimy żywca za górną część pyszczka w miejscu nozdrza (rys. 97). Na uboczu rozważań pozostawiliśmy haczyk podwójny. Jakie są jego zalety? Umieszczony pod płetwą grzbietową ma czepność zbliżoną do czepności trojaka, natomiast przy zbrojeniu żywca za pyszczek okaże się bardziej konfliktowy od pojedynczego. Montaż szczupakówki. Nie dysponując miękkimi przyponami, usiłu­jemy niepożądaną sztywność tradycyjnych „drutów" zmniejszyć swobo­dnym, przegubowym łączeniem uszka haczyka z dolnym oczkiem przy- Rys. 97. Żywce na haczyku: A i B-rybki szpikowane hakami, jarzemkami i chomącikami (to tylko książkowe pomysły), C - żywiec uzbrojony poje­dynczym haczykiem: 7 - za pyszczek (gumowy krążek zabezpiecza przed jego ześliznięciem się) 2 - za grzbiet ponu. W tym celu stosuje się często kółko łącznikowe. Uznajemy je za zbędne, gdyż wystarczy rozwinąć skręt drutu przy oczku, żeby móc na nie nawlec uszko haczyka. Bliźniak zakładamy wsuwając oczko przyponu między sprężynujące trzonki haczyków, zabezpieczamy się zaś przed jego wymknięciem się (zdarza się w czasie holu) przez nasunięcie na trzonki plastykowego pierścionka. W miejscu skrętu drutów odginają się często ich końce, tworząc kłujące, a przez to odstraszające zadziory. Osłaniamy więc skręty cieniutką rureczką plastykową lub gumową. Pamiętając o szkodliwej roli węzłów na żyłce należy też zwrócić uwagę na łączenie jej z górnym oczkiem „stalówki" /metalowego przy­ponu/, gdyż w tym miejscu żyłka często przecina się na cienkim drucie. Zabezpieczamy się przed katastrofą okręcając żyłkę kilkakrotnie wokół drutu oczka; a dopiero potem wykonujemy sam węzeł (rys. 98), albo nasuwamy na oczko kawałek rurki plastykowej. Niekiedy między żyłką a przyponem umieszczamy też krętlik - zawsze najmniejszy i nie zacina­jący się w paneweczkach. Celowość jego użycia potwierdza się tylko przy stosowaniu żywców skręcających żyłkę. A gdzie umieścić obciążenie? Na jakiej wysokości nad haczykiem? I tu odpowiedź niech podyktuje celowość, a nie nawyk. Atrakcyjniejszy dla szczupaka będzie żywiec migocący na dłuższym promieniu przyponu, np. 6- Wędkarstwo rzeczne 161 Rys. 98. Ważne, gdyż czułe miejsca szczupakowej przepływanki, miesz­czące się na dwu końcach metalowego przyponu, zabezpiecza się przez plastykową nasuwkę na skręt drutu przy haczyku oraz przez właściwy węzeł żyłkowy z drugiej strony (zaleca się 2, 3 i 4) na półmetrowej długości, natomiast ukleja, lubiąca okręcać przypon wokół żyłki głównej nad obciążeniem, na długim przyponie przysporzy nam raczej kłopotów.


hale sportowe przyszkolne Instrumenty perkusyjne dla dzieci - kolorowe i bezpieczne. Buty do biegania Asics speedstar, wszystkie marki , najlepsze modele Jeśli potrzebujesz wspomagania wybierz odżywki sportowe